fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Krwawa kometa

AKG/East News, Zbiory Autora, Archiwum „Mówią Wieki”
Nie lubię, no zupełnie nie lubię tego Kurska. Nie tylko dlatego, że nie lubię masakr, ale również dlatego, iż nie widzę tu specjalnych oznak wielkiej sztuki wojennej. Rosjanie najzwyczajniej w świecie poszli na przetrzymanie, na co Niemcy nie potrafili znaleźć roztropnego konceptu, wyjąwszy bicie głową w wybrzuszenie łuku kurskiego. Do tej pory nie mogę pojąć, jaki był tego cel, bo co też by się arcyważnego stało, gdyby łuk ten Niemcy spłaszczyli czy zgoła połamali?
Tym to dziwniejsze, że pod Kurskiem rej wodzili oficerowie uznawani za najlepsze głowy Wehrmachtu: von Manstein i von Kluge. Tymczasem nie zrobili nic mądrego, tracąc przy okazji mnóstwo ludzi i sprzętu. Prawda, Rosjanie stracili jeszcze więcej żołnierzy, czołgów, dział i czego tam jeszcze, ale mieli z czego brać (myślę zwłaszcza o ludziach) i potrafili sprawnie uzupełnić straty, a Niemcy już nie. No i wciąż pojawia się pytanie: co się stało z niemieckimi marszałkami, przecież uznanymi profesjonalistami, pod ręką szalonego wodza, który wojskową karierę zakończył ledwie w stopniu kaprala?
Ich stosunek do Adolfa Hitlera był niesłychanie zawiły i – można rzec – psychopatyczny. Z jednej strony wielu przedstawicieli kasty generalskiej (ot, choćby von Runstedt) gardziło dyktatorem plebejuszem z całą mocą klasowo-hierarchicznych uprzedzeń. Z drugiej zaś służyli mu jak psy i słuchali jak natchnionego guru. Ci bezwzględni po większej części żołnierze nie byli raczej zamiłowanymi ludobójcami, prędzej wierzyli, że gwiazda Hitlera prowadzić będzie Niemców po drogach zwycięstwa. Ta dziwna wiara w wielkość przeznaczeń własnego narodu ogarnęła całkiem sprawne umysły i rozmyła wolę w potoku sybillicznych proroctw krwawego wieszczka. Gdzieś, chyba u Alana Bullocka, czytałem, że Manstein w końcu zdenerwował się wojskową fuszerką Hitlera i postanowił wygarnąć mu wszystko prosto w oczy. W tym celu silnie napił się wermutu, wkroczył do gabinetu wodza i... nie powiedział nic. Kiedy panowie w marszałkowskich i generalskich mundurach – zresztą nie wszyscy – zrozumieli, że Hitler nie jest gwiazdą, lecz kometą, i zaczęli knuć nieudolne spiski, było już za późno. Wielu zapłaciło najwyższą cenę po nieudanym zamachu 20 lipca 1944 roku. Tymczasem armia niemiecka zainkasowała pod Kurskiem tak mocny cios w szczękę, że po tej bitwie trudno było się pokusić choćby o zarys zwycięskiej strategii. Mimo fanatycznej determinacji Hitlera, który na naradach sztabowych raz po raz dostawał ataków furii i dymisjonował kolejnych dowódców, nad jego rzekomo tysiącletnią Rzeszą zawisło widmo klęski. Właśnie w lipcu 1943 roku zaczęło się wielkie odliczanie, po którym niecałe dwa lata później padła komenda „out”.Podczas pierwszej wojny światowej Niemcy poddali się bodaj w najodpowiedniejszym momencie. Natomiast podczas drugiej bronili się do upadłego, a upadając, przygnietli ogromną liczbę ludzkich istnień. Szkoda, bo tę kometę można było rozpoznać dużo wcześniej.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA