fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Bezkrwawe łowy

Corbis
Na safari trudno o luksusy. Szałas zamiast hotelu, miska wody zamiast ciepłego prysznica. I dobrze – mówią miłośnicy polowania z aparatem
Tu nie ma fosy, krat, barierek. W afrykańskich parkach antylopy, zebry, żyrafy, słonie, szakale i lwy przechadzają się tuż obok samochodów terenowych, z okien których wyglądają oszołomieni egzotycznym widokiem turyści. Takie safari nie ma już charakteru wyprawy myśliwskiej. To czysta rekreacja. Jedynymi narzędziami łowów są tu dziś kamera i aparat fotograficzny.
– Gdy się napotyka spojrzenie dzikich zwierząt, dreszcze przechodzą po całym ciele – mówi Przemek Moraczewski, który odbył 3-tygodniową podróż po Afryce. W Serengeti wybrał się na swoje pierwsze safari. Obóz rozbił na skraju tego parku narodowego położonego w północno-zachodniej Tanzanii. – Pewnej nocy tak byłem zafascynowany robieniem zdjęć, że nieopatrznie, wbrew zaleceniom przewodników, oddaliłem się od obozowiska – opowiada Przemek. Granicę bezpiecznego rewiru wyznaczała ścieżka przy sławojce. – Było bardzo spokojnie, ciszę przerywał tylko dźwięk cykad. Aż tu nagle coś przed mną zaczęło wydawać głośny dźwięk, podobny do miauczenia. Jeszcze nigdy tak szybko nie biegłem do namiotu – mówi z uśmiechem. Ta historia nie dziwi Jolanty Janke z Safari Travel, która przygotowuje globtroterów do popularnych ostatnio wyjazdów bez wygód.– Tupanie słoni lub ryk lwów obok namiotów czy szałasów wzbudza z początku ogromny lęk – mówi. – Zdarza się nawet, że w pierwszych dniach wyprawy na padające po zmroku pytanie, czy ktoś musi iść do toalety, wszyscy przecząco kręcą głową.
W prawdziwej szkole przetrwania w Kenii klienci sami rozbijają namioty, stołują się w polowej kuchni, a do umycia całego ciała często musi im wystarczyć jedna miska wody. Nie ma też prądu. – Człowiek czuje, że żyje – mawiają. Zwiedzanie parków narodowych jest wręcz obowiązkowe podczas wizyty w Afryce. Najbardziej popularne i malownicze znajdują się w Tanzanii i Kenii. – Organizujemy safari szlakiem wielkiej migracji antylop, głównie gnu – wyjaśnia Agnieszka Kopińska z Africa Line. Na czele takiego przemarszu idą zebry, a na końcu skradają się drapieżniki. Atrakcją są nie tylko piękne plenery i zwierzęta. To także okazja do poznania obcych kultur. Na przykład w kenijskim parku Masai Mara można się spotkać z Masajami mieszkającymi w niemal naturalnych warunkach. – Trudno w to uwierzyć, ale większość z nich naprawdę jest nadal wierna swoim tradycjom – przekonuje Katarzyna Lipińska, która szykuje się już do trzeciej podróży do Kenii. Zarówno ją, jak i pozostałych zwiedzających, przyzwyczajonych do szybkiego tempa miejskiego życia, na safari obowiązuje jedna zasada, którą miejscowi zamykają w dwóch słowach: Pole, pole. – Oznacza to wolniej, wolniej, spokojnie – tłumaczy Przemek Moraczewski, dla którego słowa te nawet po urlopie stały się dewizą.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA