fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Operacja w Afganistanie

Byłoby lepiej, gdybym zginął...

Rzeczpospolita
– Musieli dostać rozkaz ostrzału wioski. A teraz robią z nich kozły ofiarne – mówią koledzy podejrzanych o dokonanie masakry w Afganistanie
Żołnierzy podejrzanych o masakrę w afgańskiej wiosce doprowadzili do poznańskiego sądu garnizonowego uzbrojeni żandarmi. Na korytarzu czekały rodziny. – Co oni z nich zrobili. Bandytów... Do teraz jestem w szoku – powtarzała ciotka jednego z żołnierzy.
Cała siódemka pochodzi z Batalionu Desantowo-Szturmowego w Bielsku-Białej. Większość mieszka z rodzinami w tych samych wojskowych blokach, klatka w klatkę. Olgierd, dowódca oddziału, jest sąsiadem “Osy”, pomocnika dowódcy. Razem feralnego dnia jechali w konwoju. To Olgierd kazał wycelować moździerz w wioskę. Ich koledzy z bazy zgadzają się mówić, ale tylko anonimowo. Rodziny nie chcą rozmawiać. Według żołnierzy, którzy byli w Afganistanie, centrum dowodzenia musiało dostać cynk, że w wiosce są talibowie. I na tej podstawie mogło dać rozkaz grupie Olgierda. – To można sprawdzić, tego się nie wykasuje. Informacje są przekazywane do hummerów przez AFTS, specjalny system satelitarny. Bez rozkazu z centrum nie robimy nic. Takie są zasady, a to byli doświadczeni żołnierze – mówi jeden z nich. Czy cynk mógł być niesprawdzony? – Na misji w Afganistanie nie było pieniędzy na kontrwywiad, a bez nich nie można było kupować informacji – wtrąca inny. Wojskowi opowiadają też o braku podstawowego sprzętu: środków łączności, noktowizorów i nieopancerzonych hummerów, które sprowadzono do Afganistanu z jednostek z całej Polski, a które teraz stoją w bazach i się kurzą. – Pracowaliśmy tam w dużym napięciu, w obawie o kolegów wyjeżdżających poza bazę, czy wrócą. Byli tacy, którzy spali z otwartymi oczami – przyznaje doświadczony w misjach żołnierz i kolega oskarżonych o masakrę w Nangar Khel. Do tego fatalny, męczący klimat. Kolejny dodaje: – Rozczarowałem się polskim wojskiem, tą misją.
Jeden z zatrzymanych wczoraj żołnierzy powiedział swojemu obrońcy, że wolałby zginąć w Afganistanie. Gdyby tak się stało, wracałby jako bohater, a żona miałaby rentę. – To doskonale oddaje nastrój zatrzymanych – mówi Jakub Kolańczyk, obrońca dwóch podejrzanych. – To nie zbrodniarze, lecz żołnierze w polskich mundurach z orzełkiem w koronie. Wnioski o areszt sąd rozpatrywał w środę i w czwartek. Przychylił się do wszystkich. – Istnieje duże prawdopodobieństwo popełnienia przestępstwa przez podejrzanych, groźba matactwa, poza tym grozi im surowa kara – tłumaczy płk Piotr Tabor z Wojskowego Sądu Garnizonowego w Poznaniu. Z takim werdyktem nie zgadza się mecenas Kolańczyk. – Moi klienci nie przyznają się do winy. Ostrzał nie był prowadzony z myślą o zagrożeniu cywilom – twierdzi. Zapowiada zażalenie na decyzję sądu. Kolańczyk zaprzeczył też, aby istniało jakiekolwiek nagranie dokonane przez żołnierzy. Tę wersje potwierdzają ich koledzy. – Bzdura z tym nagraniem. Zrobiła je Żandarmeria Wojskowa, która dojechała na miejsce masakry – mówi żołnierz z bazy. Prokuratura nie komentuje decyzji sądu. Zarzuty, które stawia, są jednak niezwykle poważne. Według śledczych żołnierze ostrzelali wioskę, mimo że nie zostali wcześniej zaatakowani. – Nie jesteśmy mordercami – powtarza wiele razy kolega żołnierzy. – Zrobili z nich kozły ofiarne. Jestem ciekawy, czy kiedykolwiek dowiemy się prawdy. Ja już w nic nie wierzę. Widziałem, jak wyprowadzali ich z bloku w kajdankach. Oni zostali już skazani. Masz pytanie, wyślij e-mail do autorów i.kacprzak@rp.pl, [mailto:link=l.zalesinski@rp.pl]l.zalesinski@rp.pl[/link]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA