fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Operacja odświeżania umysłów

Fotorzepa, Bartosz Jankowski
Plan jest prosty: moi piłkarze mają grać, a nie myśleć o tym, co będzie po meczu – mówi Leo Beenhakker
Piłkarze dzisiaj rano przenoszą się na Śląsk. Wieczorem w Chorzowie ostatni trening przed meczem, w którym zwycięstwo dałoby Polsce pierwszy awans do finałów Euro.
O godz. 15 przed hotel we Wronkach podjechało kilka taksówek, które zawiozły piłkarzy do Poznania. Niektórzy poszli do kina, inni na zakupy lub na kawę. Leo Beenhakker zarządził operację odświeżania umysłów i dał swoim piłkarzom wolne popołudnie. Holender ciągle powtarza, że jedyne, czego może się obawiać w sobotni wieczór, to nadmierna motywacja. Gra się nogami i sercem, ale wygrywa głową, dlatego kadrowicze muszą od czasu do czasu zapomnieć o presji.Oczekiwania wobec piłkarzy są ogromne. Niektórzy z nich, ci mniej doświadczeni, kiedy we wtorek do Wronek przyjechali dziennikarze nie tylko z Polski, ale także z Holandii, Belgii i Anglii, odpowiadali na pytania łamiącym się głosem.
Beenhakker przekonuje, że ma zaufanie do swoich zawodników i wierzy w to, iż poradzą sobie z presją, jednak przyznaje, że jego drużyna zawiodła w pierwszej połowie meczu z Kazachstanem właśnie z powodu chęci rozstrzygnięcia meczu tuż po pierwszym gwizdku. A skoro ciśnienie u większości zawodników było zbyt wysokie przed spotkaniem z rywalem, który jeszcze nigdy nie sprawił niespodzianki na wyjeździe, jaka presja musi im towarzyszyć przed spotkaniem z Belgią? – Plan jest prosty: moi piłkarze muszą grać, a nie myśleć o tym, co w przypadku zwycięstwa stanie się po końcowym gwizdku. Wiemy, że na trybunach będzie szaleństwo, jednak najpierw musimy wygrać. Styl nie będzie się dla mnie liczył – mówi Beenhakker. O wyjściowym składzie trener poinformuje swoich zawodników dopiero podczas sobotniego śniadania. Piątkowy wieczór, a może nawet i pół nocy, spędzi, tak jak ma w zwyczaju, na dyskusji z Bogusławem Kaczmarkiem, Adamem Nawałką, Andrzejem Dawidziukiem, Fransem Hoekiem i Janem de Zeeuwem. Wczoraj Beenhakker potwierdził jednak, że treningi we Wronkach nie zmieniły koncepcji, którą miał jeszcze przed zgrupowaniem. – Decyzje podejmuje Leo, jednak gdyby nam wcześniej nie wytłumaczył, dlaczego bierze odpowiedzialność na siebie, nie konsultując niczego z nami, nasza współpraca by się skończyła – mówi “Rz” Hoek. Zapewnia jednak, że nie zdarzyło się jeszcze nigdy, by cały sztab szkoleniowy nie miał identycznego pomysłu na drużynę. Skoro jednak Beenhakker zapewnia, że mecz z Belgią nie będzie okazją do eksperymentów, to raczej nie zdecyduje się na rozwiązanie, którego kibice nie widzieliby w poprzednich meczach. Boruc, Wasilewski, Bąk, Żewłakow, Bronowicki, Lewandowski, Sobolewski, Krzynówek, Smolarek i Żurawski mogą być niemal pewni tego, że jako najbardziej zaufani ludzie Holendra w sobotę wysłuchają hymnu, stojąc na boisku, a nie przy ławce rezerwowych. Kibice mają także swojego pewniaka numer 11, czyli Jakuba Błaszczykowskiego. Ale jeśli po raz kolejny potwierdzi się, że ostatniego dnia zgrupowania Beenhakker, ustalając składy w grze treningowej, pokazuje, kto zagra w najbliższym meczu, jako prawy pomocnik wystąpi Wojciech Łobodziński, bo Błaszczykowski trenował z inną grupą.Podczas czterech dni we Wronkach selekcjoner miał do dyspozycji wszystkich piłkarzy tylko dwukrotnie – w środę po południu i wczoraj rano, co potwierdza, że na zgrupowaniach może pracować głównie nad psychiką zawodników. Wczoraj skończył już nawet ćwiczenia taktyczne, bo dzisiejszy trening na Stadionie Śląskim to już tylko zapoznanie się ze stanem boiska i krótki rozruch. Piłkarze są spokojni, bo widzą, że Beenhakker jest coraz bardziej poważny i nie zgolił zarostu. Wniosek? Myśli. Są pewni, że wymyśli sposób na Belgów. – Nowa belgijska drużyna szuka dopiero swojego stylu, szuka szans głównie w błędach przeciwników, bo sama jeszcze nie potrafi ich sobie wypracować. Z jednej strony to, że zgrupowanie opuściło sześciu kluczowych zawodników, to dobry znak, z drugiej jednak podstawowa jedenastka będzie dużą niespodzianką. Szczegółową analizę gry Belgów przedstawimy zawodnikom w piątek – mówi Beenhakker. O tym, że spotkanie w Chorzowie nie będzie łatwe, przekonuje także Michał Listkiewicz: – Nie lubię takich meczów, gdy jeden zespół gra o wszystko, a drugi tylko o zachowanie twarzy. Wierzę jednak w naszą drużynę. Już nieraz byliśmy w podobnej sytuacji i nasza reprezentacja właśnie na Stadionie Śląskim wygrywała mecze, które wygrać musiała – mówi prezes PZPN. Dzisiaj w południe reprezentacja wyląduje w Krakowie, skąd autokarem pojedzie do Tychów. Ostatni trening o godz. 19 na Stadionie Śląskim. Chorzów przygotowuje się do świętowania, biletów nie ma już od dawna. Mecz z Belgią w sobotę o 20.30. Maciej Żurawski, kapitan reprezentacji Polski Rz: Wreszcie będzie miał pan szansę zagrać w poważnym meczu. Ostatnio takie okazje daje panu tylko reprezentacja. Maciej Żurawski: To nie jest tylko mój problem w tej drużynie i Leo Beenhakker zawsze sobie z tym jakoś radził. Mecz z Belgią to spotkanie, które może zakończyć trudne dla nas eliminacje, kosztujące dużo zdrowia. Trzy punkty za wszelką cenę – to jest nasz cel. Nikogo nie trzeba specjalnie motywować. Awansu nie wyklucza nawet porażka w sobotę, ale do tej pory nikt z kolegów nie wspomniał o Serbii. Chcemy mieć wszystko za sobą tak szybko, jak to możliwe. Jest pan pewny, że wyjdzie w pierwszym składzie? Nie, ale jestem gotowy poprowadzić drużynę do zwycięstwa. Od dłuższego czasu trenuję na pełnych obrotach, poprosiłem o szansę gry w meczu rezerw Celticu Glasgow, bo chciałem się przekonać, w jakiej jestem dyspozycji. Jeśli jednak trener zdecydowałby, że spotkanie z Belgią mam rozpocząć na ławce rezerwowych, to się nie pogniewam. Beenhakker bardzo często podejmował trafne decyzje w trudnych momentach i wierzymy, że teraz zrobi to samo. Przyznaję, że nie wiem do końca, czy potrafiłem zachować wszystkie swoje walory, będąc tylko rezerwowym w Glasgow. Ma pan jakieś obawy przed meczem z Belgią? Jestem zbyt doświadczonym zawodnikiem, żeby się bać, ale przeciwnika szanuję. To inna drużyna, mecz będzie trudniejszy od tego w Brukseli, mimo że gramy u siebie. rozmawiał Michał Kołodziejczyk
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA