Ekonomia

Czarna strefa domowa

Fotorzepa
Komisja Europejska: nielegalna praca to w UE zjawisko powszechne. Najpopularniejsza jest w budownictwie i usługach domowych. Najgorzej wypadła Dania
Nawet jedna czwarta mieszkańców Unii Europejskiej może wykonywać pracę nielegalną – szacuje Komisja Europejska.
– Płacenie pod stołem jest zjawiskiem powszechnym, szczególnie w budownictwie i usługach domowych – powiedział wczoraj w Brukseli Vladimir Spidla, unijny komisarz ds. zatrudnienia.Powszechności zjawiska dowodzi opublikowany wczoraj sondaż opinii publicznej Eurobarometr. Nie oznacza to, że miliony Europejczyków wykonują pracę zupełnie nielegalnie. To tylko część czarnego rynku. Zjawisko obejmuje również niesformalizowane zlecenia dla osób zatrudnionych na etacie, zaniżanie pensji wypłacanych oficjalnie czy fikcyjne samozatrudnienie.
W swojej najostrzejszej formie, gdy zatrudniony nie ma żadnego zabezpieczenia, praca na czarno dotyczy formalnie bezrobotnych czy nielegalnych imigrantów. Najczęściej zjawisko to występuje na budowach i w domach prywatnych. Przy czym, jak wynika z oceny Komisji Europejskiej, nasza tolerancja wobec niesformalizowanej pracy wykonywanej przez osoby indywidualne jest duża. Nie widzimy więc specjalnego problemu, zatrudniając bez umowy gosposię czy zamawiając hydraulika. Znacznie mniej tolerancyjni mieszkańcy Unii są wobec firm, które zatrudniają w sposób nieformalny. Komisja Europejska po raz pierwszy zleciła przeprowadzenie sondażu dotyczącego pracy na czarno. Ankietowanych pytano, czy kupowali ostatnio dobra lub usługi pochodzące z takiej pracy.Raport nie jest w 100 procentach wiarygodny, bo nie każdy nabywca zna pochodzenie towaru czy usługi. Często nawet jeśli wie, że jego opiekunka do dziecka pracuje nielegalnie, to nie przyzna tego w rozmowie z ankieterem. Ale ten pionierski sondaż pokazuje, że Europejczycy znają zjawisko pracy na czarno.Ciekawe i pozornie przeczące powszechnemu mniemaniu jest pierwsze miejsce Danii w unijnym sondażu. Wynika z niego, że to w tym kraju najwięcej mieszkańców miało do czynienia z produktami czy usługami pochodzącymi z pracy nielegalnej, tam też najwięcej osób przyznaje się, że taką pracę wykonywało. Jednocześnie z analiz ekonomicznych wynika, że w Danii tylko 4,3 proc. PKB pochodzi z pracy na czarno, w porównaniu np. z 35 proc. w Bułgarii (która w raporcie wypadła najgorzej) czy ponad 20 proc. w Grecji. Zdaniem ekspertów wyjaśnieniem może być jednak charakter pracy na czarno. W Danii i innych zamożnych państwach nordyckich ludzie często korzystają z usług gospodyń czy opiekunek do dziecka. Mogą też sami wykonywać zlecenia lub fikcyjnie podpisywać umowy samozatrudnienia. Tymczasem w krajach południa Europy czy w nowych państwach UE praca na czarno może być rozpowszechniona w firmach. Tworzą one znaczną część PKB, ale nabywcy nawet nie wiedzą, że produkty czy usługi pochodzą z pracy nielegalnej.Według Brukseli zjawisko pracy nielegalnej jest negatywne. – Do budżetu trafia mniej pieniędzy, a pracownicy nie mają zabezpieczenia socjalnego – uważa komisarz Vladimir Spidla. Według niego warto kontrolować przedsiębiorstwa, ale to niejedyna metoda – najpierw trzeba zmniejszyć pozapodatkowe obciążenia kosztów pracy i odbiurokratyzować procedury zatrudnienia.Z oceny przedstawionej przez Komisję Europejską wynika, że skala czarnego rynku w krajach nowej UE była większa niż w starej. Ale wraz ze spadkiem bezrobocia sytuacja w Polsce i innych krajach naszego regionu się poprawia.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL