Publicystyka

Kartagina nie została zburzona

Zdzisław Krasnodębski
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Nie będzie łatwego powrotu do stanu przed dwóch lat. PiS przegrało, ale zostało największą partią opozycyjną z dużymi szansami na powrót do władzy – pisze filozof społeczny
W Polsce, w kraju rzekomej putinowskiej dyktatury, opanowanej przez służby specjalnie, w Polsce rządzonej przez nieodpowiedzialnych populistów, odbyły się – na życzenie partii rządzącej – wybory. Wygrała opozycja, powstanie nowy rząd. Demokracja ma się więc jak najlepiej. Obserwatorzy OBWE powinni wyjechać zadowoleni, mimo potknięć Państwowej Komisji Wyborczej, mimo zastrzeżeń do telewizji publicznej.
Można powiedzieć jeszcze więcej – demokracja w Polsce nigdy jeszcze nie miała się tak dobrze. Świadczy o tym nie tylko frekwencja – choć nie była ona tak wysoka, jakby można sobie życzyć i jak się spodziewano. Polska demokracja doznała rewitalizacji, dlatego że w ciągu ostatnich paru lat upadło wiele dogmatów. Stały się one przedmiotem publicznych deliberacji i sporów politycznych.
Droga, jaką teraz pójdzie Polska, będzie rozumiana więc jako rezultat decyzji politycznej podjętej przez większość obywateli, a nie jako poddanie się nieubłaganej logice historii lub jako decyzja merytokratycznych elit. Pozytywnie trzeba także ocenić fakt, że z parlamentu wypadły ugrupowania skrajne, które przez ostatnie lata uchodziły za zagrożenie dla polskiej demokracji. Wyborcy Samoobrony i i LPR zagłosowali w niedzielę na partie o bardziej umiarkowanym programie. Można więc powiedzieć, że także elektorat bardzo tradycyjny lub ulegający hasłom populistycznym stał się bardziej dojrzały i rozsądny w swych wyborach. Wie, że jeśli chce innej Polski, nie może popadać w skrajności. Polska demokracja doznała rewitalizacji, dlatego że w ciągu ostatnich paru lat upadło wiele dogmatów Coraz wyraźniejszy jest schyłek politycznego postkomunizmu. Wprawdzie Aleksander Kwaśniewski ogłosił koniec IV RP, ale te wybory oznaczają raczej polityczny koniec samego Aleksandra Kwaśniewskiego. Przypomnijmy sobie spotkanie na Uniwersytecie Warszawskim, gdy szacowni intelektualiści skupili się wokół niego jako zbawcy ojczyzny, polityka światłego i europejskiego. Losy polityczne Aleksandra Kwaśniewskiego kończące się ostrym atakiem choroby filipińskiej symbolicznie odzwierciedlają wszystkie słabości III RP i jej elit. Bezpowrotnie odeszli także inni ważni postkomunistyczni politycy, tacy jak Józef Oleksy czy Leszek Miller. Ich odejścia nie zrównoważy powrót z Puszczy Białowieskiej Włodzimierza Cimoszewicza. Niezależnie od tego, czy hasło IV RP zniknie czy pozostanie w publicznej debacie, nie będzie łatwego powrotu do stanu przed dwóch lat. Na placu boju pozostał prezydent, który ma teraz szansę nadać swej prezydenturze wyraźny profil polityczny. Ośrodek prezydencki zyska na znaczeniu, szczególnie w polityce wewnętrznej. Ponadto wprawdzie PiS przegrało wybory, ale zostało największą partią opozycyjną z dużymi szansami na powrót do władzy. Wbrew wezwaniu Adama Michnika Kartagina nie została więc zburzona. Nad tym jego środowisko jeszcze będzie musiało popracować. Irlandia raczej pozostanie tam, gdzie była dotąd, a w Polsce niektórzy znowu zaczną „kręcić lody” Mimo ostrej krytyki i kontestacji ze strony większości elit po raz pierwszy od 1989 roku partia rządząca miała realne szanse na ponowne zwycięstwo i w pewnym momencie wyglądało, że jest ono w już zasięgu ręki. Dlaczego tak się nie stało? Przeważyła mobilizacja elektoratu negatywnego w dużych miastach oraz zbyt mała mobilizacja na polskiej prowincji, która nie doceniła efektów redystrybucji środków dokonywanej przez PiS. Ewidentny był błąd sztabowców PiS w debacie telewizyjnej z Donaldem Tuskiem. Przegrana w tej debacie, słabszy dzień premiera kosztował zwycięstwo w wyborach. Prawo i Sprawiedliwość za bardzo uwierzyło również, że wystarczy koncentracja na jednym, centralnym temacie – walce z korupcją. Tymczasem od pewnego czasu to właśnie walka z korupcja stała się także najbardziej podatnym na ataki ze strony opozycji punktem programu PiS. To sposób jej prowadzenia wywoływał coraz bardziej wiarygodnie brzmiące oskarżenia o dążenie do rządów autorytarnych i budowy państwa policyjnego. Gdy Platforma zręcznie zagrała na sentymentach i nastrojach, wysyłając przed kamery telewizyjne płaczącą i błagająca o litość posłankę Beatę Sawicką, ofiarę rzekomego uwodziciela z Centralnego Biura Antykorupcyjnego, wzmocniła negatywne nastawienie części polskiego społeczeństwa wobec PiS. Ale są także głębsze przyczyny porażki. Wyborcy odrzucili styl sprawowania władzy przez Prawa i Sprawiedliwości – brak spokoju i stabilizacji politycznej, nieustanne konflikty i kłótnie, po części bezproduktywne, brak medialnych i popularnych twarzy w partii rządzącej. PiS traciło systematycznie poparcie wśród inteligencji i młodzieży i nie podejmowało żadnych działań, aby powstrzymać tę tendencję. Powinno zatem przemyśleć swoją porażkę i dokonać niezbędnych zmian. Przede wszystkim musi popracować nad programem, uzupełnić braki kadrowe, wejść głębiej w środowiska inteligencji, zbudować zaplecze intelektualne, rozpocząć dialog z młodzieżą. Jednym słowem, lepiej przygotować się do przyszłego rządzenia niż w 2005 roku. Platforma Obywatelska skorzystała z tego, że była partia opozycyjną, nieobciążoną odpowiedzialnością za państwo. Mogła więc krytykować rząd, snuć wizje i formułować obietnice, nie troszcząc się o ich pokrycie. Wyciągnęła także kampanijne wnioski ze swoich błędów w czasie poprzednich wyborów. Donald Tusk włączył w swoje przemówienia elementy socjalne. Liberalizm Platformy nie był już twardym programowym neoliberalizmem, lecz liberalizmem współczującym, biorącym pod uwagę ludzi potrzebujących opieki ze strony państwa, użalającym się nad losem emigrantów, dbającym o podniesienie płac w sferze budżetowej. Otwartym pozostaje pytanie, jak bardzo to współczucie jest autentyczne, na ile Platforma będzie się trzymała tych obietnic. Wszystko wskazuje na to, że szybko o nich zapomni. Będzie rządziła ze swoimi przystawkami – wiejską, czyli PSL oraz ideologiczną, czyli LiD, odpowiednikami Samoobrony i LPR. Powinna więc mieć komfortową większość. Siły społeczne, które za nią stoją, będą ją pchały w stronę ekonomicznego liberalizmu i obyczajowej lewicowości. Nic nie wskazuje na to, że PO tym siłom stawi opór. Nazwiska kandydatów na ministrów, jakie pojawiają się w doniesieniach, wskazują na to, że zamierza ona sięgnąć do starych wypróbowanych kadr dawnego establishmentu. Młodzi wyborcy Platformy wkrótce więc się przekonają, że Irlandia raczej pozostanie tam, gdzie była dotąd, a w Polsce niektórzy znowu zaczną „kręcić lody”. Autor jest profesorem Uniwersytetu w Bremie oraz Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Opublikował m.in. „Demokrację peryferii” (2003) oraz „Drzemkę rozsądnych” (2006). Współpracuje z „Rzeczpospolitą”
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL