Świat

Prezydent, który robił, co chciał

Wieloletni prezydent Słowenii, wycofuje się z życia politycznego
– Nie mam już politycznych ambicji – oświadczył rok temu. Dowiedział się, że jest chory na raka, porzucił prezydencki pałac i ukrył się w chacie pod Lublaną. Przez ostatnie miesiące mało kto go widział. Nie udzielał wywiadów, nie pokazywał się w telewizji, nie organizował konferencji prasowych. Słoweńcy już od pewnego czasu mówili o nim „eksprezydent”. Wielu nie mogło mu darować, że ignorował uroczyste obchody świąt narodowych, np. Dnia Niepodległości. Ale jego zwolennicy, których nadal ma wielu, twierdzą, że ma prawo żyć, jak chce, i robić, co chce. W niedzielę Słoweńcy wybierali jego następcę. Drnovszek odetchnie z ulgą. – Jakby czekał na ten dzień – słychać w Lublanie. Nie interesuje go to, że jego następca od stycznia stanie na czele UE. Słowenia, jako pierwsza spośród nowych członków UE, obejmie wtedy rotacyjne przywództwo Unii.57-letni Drnovszek żyje dziś jak pustelnik. Sam piecze chleb, żywi się owocami i warzywami, urządza parodniowe głodówki. Do takiego stylu życia zachęca rodaków. Przekonuje, że świat zmierza ku katastrofie (zniknie za 20 lat), mówi o sile świadomości, energii z kosmosu, wewnętrznej równowadze i zdrowym trybie życia. „Co zrobić, gdy czujesz się nieszczęśliwy? Żyj dniem dzisiejszym, tylko on istnieje” – napisał w swojej książce. W styczniu zrezygnował z członkostwa w swojej partii i utworzył nowe ugrupowanie: Ruch na rzecz Sprawiedliwości i Rozwoju, którego celem jest zmienić świat w lepsze miejsce do życia. Miesiąc wcześniej dowiedział się, że ma nieślubną, 19-letnią córkę. Drnovszek był pierwszym premierem niepodległej Słowenii. Przez osiem lat szefował rządowi. Prezydentem został w 2002 r. Ostatnio prowadził otwartą wojnę z premierem. Ich niechęć od dawna nie jest tajemnicą – mówi nam jeden ze słoweńskich dziennikarzy. W Słowenii rola prezydenta jest głównie reprezentacyjna, ale Drnovszek często przekraczał swoje kompetencje. Bez uzgodnień z rządem wysłał do Sudanu swego wysłannika, którego Sudańczycy skazali na dwa lata więzienia za nielegalne przekroczenie granicy. Musiała interweniować Unia Europejska.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL