Kraj

Ostry finisz przed wyborami

Fotorzepa, MW Michał Walczak
Walka o głosy wyborców trwała do ostatniej chwili. Telewizyjne orędzia w piątek wieczorem wygłosili premier i lider PiS Jarosław Kaczyński, marszałek Senatu Bogdan Borusewicz, a także szef Platformy Obywatelskiej Donald Tusk, który wykupił czas antenowy w trzech telewizjach.
Wszyscy apelowali o udział w głosowaniu. W poprzednich latach orędzia przed wyborami parlamentarnymi wygłaszali prezydenci.
Od północy 19 października obowiązuje już cisza wyborcza, która potrwa do niedzieli wieczór. Wtedy zostaną zamknięte lokale wyborcze. Uprawnionych do głosowania jest ponad 30 milionów Polaków. Według ostatnich sondaży na wybory może się wybrać nawet 85 proc. z nich. Frekwencja nie jest naszą najmocniejszą stroną. W 2005 r. głosowało niecałe 41 proc. uprawnionych, mimo że 60 proc. respondentów deklarowało, iż pójdzie na wybory.
–Frekwencja będzie pewnie teraz wyższa. Jednak cudów bym się nie spodziewał, tym bardziej że zapowiadana jest fatalna pogoda – mówi socjolog Jarosław Flis z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ale dodaje, że do urn może pójść ponad połowa uprawnionych. –Nie pamiętam, by kiedykolwiek była tak duża mobilizacja. Pierwsze wyniki poznamy w niedzielę tuż po godz. 20. Wtedy ogłoszone będą sondaże prowadzone przed lokalami wyborczymi. W nocy z niedzieli na poniedziałek wstępne wyniki poda także Państwowa Komisja Wyborcza. –Ostateczne poznamy w poniedziałek wieczorem albo we wtorek. Wszystko zależy od tego, jak szybko będą napływać wyniki z komisji okręgowych – mówi Miłosz Wilkanowicz z PKW. Konstytucja nakazuje prezydentowi zwołanie pierwszego posiedzenia nowego Sejmu nie później niż 15 dni po wyborach. Terminu tego zamierza dotrzymać Lech Kaczyński. – Wolą prezydenta jest, by zwołać pierwsze posiedzenie Sejmu VI kadencji na 5 listopada – zapowiedział już marszałek Ludwik Dorn. Dzień wcześniej skończy się obecna V kadencja Sejmu i znani nam od dwóch lat posłowie utracą swoje mandaty. – Przestanie ich też chronić immunitet –przypomina konstytucjonalista prof. Piotr Winczorek. Jedną z pierwszych czynności nowych posłów jest złożenie przysięgi, potem większość parlamentarna powoła nowego marszałka i wicemarszałków. – Zgodnie z tradycją prezydent spośród najstarszych posłów wybiera marszałka seniora – mówi Winczorek. Podczas pierwszego posiedzenia Sejmu premier składa też na ręce prezydenta dymisję rządu. Jednak Rada Ministrów pełni swoje funkcje aż do powołania nowej. Prezydent – zgodnie z deklaracjami – powierzy misję tworzenia rządu liderowi zwycięskiego ugrupowania i w ciągu dwóch tygodni od pierwszego posiedzenia Sejmu powoła go na premiera. Konstruowanie gabinetu będzie trwało co najmniej dwa tygodnie. Najkrócej, gdy jakiś klub zdobędzie 231 mandatów. Taka większość pozwala na samodzielne rządzenie. Jeśli desygnowany na premiera polityk zawiążekoalicję większościową i wybierze kandydatów na ministrów, wygłosi exposé i otrzyma od posłów wotum zaufania. Jeśli nie uda się stworzyć koalicji większościowej, w ciągu 14 dni Sejm sam wskaże następnego kandydata na premiera. A gdy i jemu się nie powiedzie, prezydent tę samą misję powierzy kolejnej osobie. Po trzecim fiasku musiałyby nastąpić kolejne wybory, ale prof. Winczorek przypomina, że nie zdarzyło się jeszcze wyjść poza pierwszy krok.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL