Świat

Młodzi towarzysze walczą o władzę

W Pekinie zaczyna się XVII Zjazd Komunistycznej Partii Chin. Sposób wyboru przywódców to pilnie strzeżona tajemnica
Ponad 2200 delegatów zbierze się dziś w stolicy Chin na otwarciu tygodniowego zjazdu KPCh. W politycznym kalendarzu nie ma ważniejszej imprezy. Odbywa się raz na pięć lat, czyli rzadziej niż prezydenckie wybory w USA, i nadaje polityczny ton następnej połowie dekady.Dla większości Chińczyków to okazja, by się przekonać, jak daleko w tyle za gwałtownie zmieniającą się rzeczywistością w Chinach pozostaje ustrój tego kraju oraz używany przez najwyższych przywódców ezopowy język. Ale dla sinologów to prawdziwa gratka. – Szykują się zmiany kadrowe na dużą skalę – przewiduje w rozmowie z „Rz” profesor Li Cheng z waszyngtońskiego Brookings Institution.
Według „New York Timesa” w kierownictwie partii do ostatniej chwili spierano się o awanse na najwyższe stanowiska partyjne. Gra toczy się o dużą stawkę: politycy młodszego pokolenia, którzy teraz obejmą najważniejsze funkcje partyjne, za pięć lat w pełni przejmą władzę w najludniejszym kraju świata.
Rządzący niemal jak cesarz Mao Zedong przed śmiercią wyznaczył następcę, którego jednak szybko odsunął od władzy Deng Xiaoping, były przeciwnik polityczny Mao. Deng unikał kultu jednostki i wolał rządzić zza kulis, ale jego wpływy były tak wielkie, że nie tylko utorował drogę do władzy swemu następcy Jiang Zeminowi, lecz także wyznaczył Hu Jintao na następnego w kolejce do władzy. Gdy więc przed pięcioma laty Hu przejmował szefostwo partii z rąk odchodzącego na emeryturę Jianga, była to pierwsza planowa sukcesja władzy w historii ChRL. Ale tym razem nie wiadomo, kto przejmie stery z rąk Hu podczas następnego zjazdu za pięć lat. – To, że nie ma wyraźnego faworyta, namaszczonego „następcy tronu”, pokazuje, jak bardzo zmieniła się chińska polityka w ostatnich latach. Era władców, jak Mao czy Deng, którzy wyznaczali swego następcę, to przeszłość. Na dobre nastała epoka zbiorowego przywództwa, gdzie obowiązują mechanizmy wzajemnej kontroli i równowagi – tłumaczy nam profesor Li Cheng. Jak działają te mechanizmy, nikt dokładnie – poza kierownictwem partii – nie wie. Wszelkie informacje na ten temat są w Chinach traktowane jak tajemnica państwowa. Za jej ujawnienie grożą poważne konsekwencje. Przekonał się o tym chiński asystent w pekińskim biurze „New York Timesa” Zhao Yan, który za przekazanie redakcji wiadomości o przesunięciach kadrowych na szczytach władzy zapłacił trzema latami więzienia. Niektóre rzeczy jednak wiadomo: Chinami rządzi partia, a partią Komitet Centralny. Jego elitą jest Biuro Polityczne, a w nim najważniejszy jest składający się z dziewięciu osób tzw. stały komitet, czyli wierchuszka wierchuszek. Jeden wakat w komitecie powstał latem w wyniku śmierci jednego z członków. Trzech lub czterech innych odejdzie zapewne ze względu na wiek (partia wprowadziła limity wieku na najwyższych stanowiskach, by zapobiec gerontokracji). Na ich miejsce wejdą politycy młodszego pokolenia, mający dziś około pięćdziesiątki. Kluczowe znaczenie ma kolejność w hierarchii politbiura, która przekłada się na funkcje państwowe, a te z kolei – na przyszłe awanse. I tak „młody” polityk, który teraz zostanie – w wyniku awansu do stałego komitetu – wicepremierem, ma niemal jak w banku awans na premiera za pięć lat. Na tego, który obejmie fotel wiceprzewodniczącego państwa, prawdopodobnie za pół dekady czeka większy zaszczyt: przejęcie sterów partii i państwa z rąk Hu. Przez długi czas wydawało się, że pewniakiem jest Li Keqiang, sekretarz partii prowincji Liaoning i bliski współpracownik Hu. Ale jak wynika z doniesień prasy zachodniej i hongkońskiej, ostatnio na czoło wyścigu wysunął się sekretarz miejskiej organizacji partyjnej w Szanghaju Xi Jinping. Przyczyną tej niespodziewanej zmiany jest rozproszenie władzy. W partii od lat ścierają się dwie wielkie frakcje o mniej więcej równej sile. Niektórzy sinolodzy mówią o frakcji elitystycznej i populistycznej, które różnią się podejściem do swobód politycznych i roli rynku. Hongkoński znawca chińskiej polityki Willy Wo-lap Lam twierdzi jednak, że różnice ideologiczne przestały mieć większe znaczenie, a obu grupom zależy niemal wyłącznie na wpływach personalnych, politycznych i gospodarczych. Związana z Hu frakcja skupia przede wszystkim byłych wysokich urzędników Ligi Młodzieży Komunistycznej, której Hu był kiedyś szefem. Tak zwana grupa szanghajska ma potężnego mentora w osobie Jiang Zemina. Sędziwy Jiang rządził Chinami przez prawie dekadę, więc wciąż wielu ludzi na wysokich stanowiskach zawdzięcza mu swe kariery. Dlatego wciąż ma ogromne wpływy, a przynajmniej może skutecznie utrudniać życie ludziom Hu. Ewentualny triumf szanghajczyka Xi Jinpinga byłby sukcesem frakcji Jianga. Wielu członków partii niepokoi brak jasnej metody wyłaniania władz. – Obecne kierownictwo obawia się gwałtownych przemian, ale w obrębie partii istnieje coraz silniejsze dążenie do zmian, do stworzenia bardziej przejrzystego systemu wyboru nowych władz – mówi nam Li Cheng. Nie ma oczywiście mowy o wyborach powszechnych, bo mimo pojawiających się tu i ówdzie w partyjnych dyskusjach apeli o liberalizację, o demokratyzacji przywództwo na razie nie chce słyszeć. – Chodzi o wybory w obrębie KC. Bo obecnie partii coraz trudniej zdecydować, czemu towarzysz A ma być lepszy od towarzysza B i dlaczego obaj są gorsi od C. Gdy więc jedna siła promuje A, inne starają się go blokować i tworzą się sytuacje patowe – wyjaśnia profesor Li. Bez względu na ewentualną potrzebę zmian na górze, partia nie zamierza poluzowywać stalowego uścisku na dole. Według Human Rights Watch przygotowaniom do zjazdu towarzyszą jak zwykle przy takich okazjach prześladowania osób uznawanych za zagrożenie „porządku publicznego”, w tym pobicia i zatrzymania dysydentów. Władze wydały też wojnę istniejącemu jeszcze od czasów cesarstwa obyczajowi składania petycji przez obywateli, którzy uważają, że wyrządzono im krzywdę. Od wieków przybywali oni do Pekinu z całego kraju, by złożyć skargi. We wrześniu władze miejskie przystąpiły do rozbiórki rozległych slumsów, w których pomieszkiwali przybysze składający petycje. Wielu z nich na czas zjazdu zamknięto w aresztach. W ostatnich miesiącach rząd wydał też oficjalną wojnę „nieprawdziwym informacjom”. Jeden z przedstawicieli władz oświadczył, że chodzi o zapewnienie „zdrowego i harmonijnego klimatu dla udanego zjazdu partii”. Internetowa policja zamknęła już ponad 18 tysięcy stron internetowych i blogów. Istotnym tematem zjazdu będzie też Tajwan, który dryfuje ku formalnej niezależności od Chin. Władze wyspy, uważanej przez Pekin za prowincję ChRL pozostającą tymczasowo poza kontrolą rządu centralnego, planują referendum w sprawie wystąpienia o członkostwo ONZ pod nazwą Tajwan, co jest przez Chiny postrzegane jako bardzo niebezpieczny krok. Jeden z obserwatorów w Pekinie mówi „Rz”, że jedyna różnica zdań co do Tajwanu, jaka występuje w partyjnym przywództwie, dotyczy tego, czy na „tajwańską prowokację” odpowiedzieć ostro czy bardzo ostro. Przykrym zgrzytem dla przywódców w Pekinie będzie mająca odbyć się w Waszyngtonie w środę, a więc w trzecim dniu zjazdu, uroczystość wręczenia Złotego Medalu Kongresu USA przywódcy tybetańskiego rządu na wygnaniu – Dalajlamie. To najwyższe odznaczenie, jakie nadaje Kongres. W ceremonii weźmie udział George W. Bush. Będzie to pierwszy w historii przypadek uczestnictwa urzędującego prezydenta USA w oficjalnej ceremonii z udziałem dalajlamy. – Chiński rząd stanowczo sprzeciwia się nadaniu Dalajlamie przez Kongres USA tej tzw. nagrody – oświadczył już rzecznik chińskiego MSZ Liu Jianchao.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL