Publicystyka

Kościół w szponach polityki

Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Choć swoje polityczne upodobania deklarują tylko nieliczni ludzie Kościoła, to właśnie oni są widoczni. Z jednej strony mamy Radio Maryja wspierające PiS, z drugiej strony bp. Tadeusza Pieronka stwierdzającego, że władza Kaczyńskich „zagraża podstawom demokracji”
I to właśnie wypowiedzi obu stron tego konfliktu: ostre, niesprawiedliwe i niebędące w stanie oddać choć minimalnej sprawiedliwości drugiej stronie, tworzą obraz silnego zaangażowania politycznego Kościoła.
Najlepszym przykładem takiego zaangażowania (by nie ograniczać się wyłącznie do sprawy Radia Maryja, o której pisano już wielokrotnie) są publiczne i jak najbardziej polityczne wypowiedzi biskupa Tadeusza Pieronka. Wystarczy wspomnieć wywiad tego hierarchy dla „Dziennika”, w którym zdecydowanie zaatakował PiS, określając jego rządy jako „nieetyczne”, „zagrażające podstawom demokracji”, „przypominające praktyki z poprzedniej epoki” itd. Nie ulega wątpliwości, że w ten sposób bp Pieronek przekroczył granice jasno wyznaczone przez Konferencję Episkopatu w cytowanym już słowie na wybory. „Duszpasterze (...) zobowiązani są uczynić wszystko, co możliwe, by unikać czynienia sobie wrogów z powodu zajmowanego stanowiska politycznego, co mogłoby spowodować zmniejszenie zaufania i oddalanie się od nich wiernych powierzonych ich duszpasterskiej misji” – napisali w tym dokumencie biskupi.
Zmniejszenie zaufania czy oddalanie się od wiernych nie jest jednak jedynym niebezpieczeństwem stwarzanym przez nieostrożne wypowiedzi hierarchów. O wiele istotniejsze wydaje się to, że polityczne wypowiedzi są natychmiast podchwytywane przez polityków partii, z którymi czasem biskupi nie chcieliby mieć wiele wspólnego. Tak stało się właśnie z wywiadem z biskupem Pieronkiem, którego słowa stały się politycznym argumentem dla SLD. – Biskup Pieronek powiedział prawdę. Wielu hierarchów Kościoła milczy. To pierwszy, który się odważył powiedzieć prawdę, odsłonić i nazwać to, co złe w IV RP. PiS zamiast się oburzać, powinno po prostu ze spuszczoną głową posłuchać słów biskupa. Moim zdaniem biskup Pieronek zrobił dobry uczynek dla Polski i Polaków – mówił twierdzi sekretarz generalny SLD Grzegorz Napieralski. Podobnie rozgrywany politycznie jest czysto kościelny spór o Radio Maryja. Z jednej strony PiS i sam premier często deklarują się jako jego obrońcy, chcąc uzyskać głosy marginalizowanych i wyśmiewanych (czego ostatnim przykładem może być akcja „zabierz babci dowód”) słuchaczy toruńskiej rozgłośni; z drugiej PO buduje część swojego przekazu na odrzuceniu „katolicyzmu toruńskiego” czy podkreślaniu wierności kard. Stanisławowi Dziwiszowi w jego walce z „polityzacją katolickich mediów”. Wykorzystywanie tak przez rząd, jak i opozycję sporów wewnątrzkościelnych w bieżącej polityce przeszkadza Kościołowi w rozwiązywaniu problemów związanych choćby z Radiem Maryja. Z konfliktu dotyczącego granic zaangażowania duchownych w politykę przekształca się on bowiem w spór o to, czy katolicy są za, czy przeciw IV RP. W ten sposób dzieli się katolików na „łagiewnickich” i „toruńskich” – budując mury, tam gdzie ich w istocie nie ma. Takie upartyjnienie debat wewnątrzkościelnych utrudnia również wprowadzenie do debaty publicznej rzeczywistych interesów Kościoła katolickiego. Jeśli bowiem problem obecności Kościoła w sferze publicznej sprowadzić do oceny Radia Maryja (pozytywnej u PiS, negatywnej w PO) – to w zasadzie nieistotne stają się kwestie statusu embrionów ludzkich, sprzeciwu wobec pornografii czy polityki prorodzinnej – których nie należy sprowadzać wyłącznie do zapomóg. Skrajne upartyjnienie debaty publicznej i uprzedmiotowienie Kościoła prowadzi do tego, że stawianie tych problemów traktowane jest nie tyle jako wyraz wierności nauczaniu Kościoła, ile jako gra polityczna toczona za lub przeciw III/IV RP. Zjawiska, o których mowa, dotyczą jednak głównie sfery medialnej. Zdecydowana większość biskupów i duchownych nie próbuje nawet w nie wchodzić. Arcybiskupi Kazimierz Nycz, Stanisław Gądecki czy nawet niestroniący w przeszłości od polityczno-społecznego zaangażowania Tadeusz Gocłowski coraz częściej pokazują, że społeczne zaangażowanie Kościoła może dokonywać się poza sferą partyjno-polityczną. Ich ostrożność w ocenach i politycznym zaangażowaniu, choć może być dla wielu zaskoczeniem, jest chyba jedyną drogą do zachowania autorytetu Kościoła. Ten inny (można powiedzieć lustigerowski – od kard. Jeana-Marie Lustigera, nieżyjącego już arcybiskupa Paryża) model zaangażowania społecznego Kościoła, by pozostał skuteczny, musi być jednak uzupełniony o jeszcze jeden element: silną formację świeckich. Bo jeśli kiedyś rzeczywiście będzie można mówić o nowym zaangażowaniu katolików w życie społeczne, to zostanie ono dokonane ni
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL