Polityka

Drzewiecki chce wrócić. Co z aferami?

Mirosław Drzewiecki (pierwszy z prawej) coraz częściej pojawia się w Sejmie
Fotorzepa, Darek Golik DG Darek Golik
Były minister będzie kandydować w wyborach? Na przeszkodzie mogą mu stanąć wciąż niewyjaśnione afery
Mirosław Drzewiecki będzie kandydował w wyborach parlamentarnych z PO. Ma zająć ostatnie miejsce na łódzkiej liście – twierdzi "Newsweek".
Informację tę niemal natychmiast zdementowała miejscowa Platforma. Jej szef Andrzej Biernat oświadczył: – Obecnie nazwiska Mirosława Drzewieckiego nie ma na naszej liście kandydatów do Sejmu. Według posła do rozmowy na ten temat będzie można wrócić, kiedy prokuratura wyjaśni rolę byłego ministra sportu w aferze hazardowej.
Część działaczy PO uważa, że nie trzeba na to czekać. – Mirek był fantastycznym ministrem sportu. Stworzył program budowy Orlików i sprawił, że nasze przygotowania do Euro 2012 przyspieszyły. Nie można przekreślać jego dokonań z powodu kilku nierozważnych znajomości – mówi "Rz" jeden z polityków PO. Od dłuższego czasu wśród polityków krążą informacje, że Drzewiecki zabiega o miejsce na liście. Jednak inni podkreślają, że rehabilitacja Drzewieckiego pokazałaby, iż w Platformie nie obowiązują wysokie standardy. – To byłaby dla nas tragedia. Nawet jeśli Drzewiecki pakował się w kłopoty nie z własnej winy, to ma na koncie taką liczbę wpadek, że powinien odejść z polityki – mówi inny poseł PO. [srodtytul]Z biznesu do polityki [/srodtytul] Drzewiecki, zanim trafił do polityki, był łódzkim biznesmenem z branży odzieżowej. Trafił na listę 100 najbogatszych Polaków tygodnika "Wprost". Sporo emocji wywołała sprawa łódzkiej kawiarni Wiedeńska, która należała do żony Drzewieckiego. W połowie lat 90. stała się ona miejscem spotkań gangsterów. Pojawiły się więc plotki na temat związków Drzewieckiego z mafią. – To były straszne bzdury. Ile nerwów straciliśmy przez tę kawiarnię, to szkoda mówić – wspominał Drzewiecki. Dlatego zdecydowali się z żoną ją sprzedać. Robił za to polityczną karierę. Był posłem KLD, UW, wreszcie PO. Sprawował bardzo ważną funkcję – skarbnika Platformy. Po wyborach 2007 r. został ministrem sportu w rządzie Donalda Tuska. W mediach był jednym z najlepiej ocenianych ministrów. Jego przyjaźń z Tuskiem i Grzegorzem Schetyną sprawiła, iż mówiło się, że jest "nie do ruszenia". [srodtytul]Polska to dziki kraj [/srodtytul] Wszystko się zmieniło po ujawnieniu przez "Rz" w październiku 2009 r. kulisów afery hazardowej. Okazało się, że ministra łączyły bliskie relacje z biznesmenem branży hazardowej Ryszardem Sobiesiakiem. To właśnie jego podpis widniał na słynnym piśmie do Ministerstwa Finansów, w którym proszono o wycofanie się z dopłat do automatów, na czym zależało branży hazardowej. Z pomocą szefa swojego gabinetu Marcina Rosoła miał też pomagać w załatwieniu córce Sobiesiaka pracy we władzach Totalizatora Sportowego. Tłumaczenia Drzewieckiego nie przekonały opinii publicznej i musiał podać się do dymisji. Część polityków PO dziś bagatelizuje jego udział w aferze. – Mirek nie ma zarzutów. Nie ma kompromitujących go rozmów z Sobiesiakiem – przekonują. Jednak nazwisko Drzewieckiego pojawia się także w innej aferze związanej z Sobiesiakiem – wyciągowej. Sobiesiak załatwiał z nim pomoc w uzyskaniu w Ministerstwie Środowiska decyzji umożliwiającej wycięcie drzew. Chodziło o teren w Zieleńcu, gdzie działa teraz należący do Sobiesiaka wyciąg narciarski. Drzewiecki obiecał mu pomoc. Aktywną rolę w sprawie po raz kolejny odegrał Rosół. Zachowały się kłopotliwe dla Drzewieckiego rozmowy z biznesmenem. I w tej sprawie nie postawiono mu zarzutów. Po odejściu z urzędu nie krył rozgoryczenia. – Jestem dowodem na to, że Polska jest w dalszym ciągu dzikim krajem – mówił na Florydzie polonijnemu dziennikarzowi. Zapewniał, że "gardzi polityką" i cieszy się, że ma z nią niewiele wspólnego. Teraz jednak coraz częściej pojawia się w Sejmie. – Jak widać, czas zmienił nieco jego zdanie i dzisiaj znów nie ma nic przeciwko zaangażowaniu w politykę. Zobaczymy, co na to Platforma. To będzie dla niej prawdziwy test – komentuje politolog Artur Wołek. Śledztwa dotyczące obu afer: hazardowej i wyciągowej, wciąż się toczą. [ramka][b] ZE STENOGRAMÓW CBA[/b] [b]Z Sobiesiakiem o wyciągu [/b] [b]Ryszard Sobiesiak:[/b] Dzień dobry, dalej zajęci? Sobiesiak się kłania. [b]Mirosław Drzewiecki:[/b] Cześć Rysia. [b]RS:[/b] A cześć panie ministrze. No to kurde mol ja już myślałem, że ty już kurna nie chcesz… to nie chcesz mi tu pomóc… nie zrobię tego wyciągu na zimę no… [b]MD:[/b] Proszę? [b]RS:[/b] No nie zrobię tego wyciągu na zimę jak k...! [b]MD:[/b] Słuchaj, już będę dzwonił, zaraz się dowiem, bo teraz przejeżdżam z jednego miejsca do drugiego (...) [b]RS:[/b] Proszę cię bardzo, bo ja już tu chciałem panu Reinertowi (Alojzy, producent okien – red.) dać, żeby dzwonił, żeby dzwonił do ciebie, bo ty ode mnie nie odbierasz. Nic nie potrzebujesz od pana Alojzego? [b]MD:[/b] Na razie nie, ale będę potrzebował okna jeszcze. [b]RS:[/b] Będziesz potrzebował jeszcze okna jeszcze… [b]MD:[/b] Duże takie jedno przesuwane, pięć metrów ponad. (...) [b]RS:[/b] To dobra, to nie przeszkadzam, Mirek weź proszę cię dopilnuj to. [b]MD:[/b] Dobrze, dobrze. [i]22.09.2008 r.[/i] [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL