Katastrofa smoleńska

Wojskowi zmieniają zdanie w sprawie samolotu jak-40

Jak-40 wylądował na Siewiernym o godz. 7.22 czasu polskiego, kilka minut przed wylotem z Warszawy Tu-154 (z prawej)
Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
W czerwcu wojskowa komisja uznała, że piloci jaka nie złamali procedur. Teraz uznała, iż złamali
Tuż przed katastrofą 10 kwietnia na smoleńskim lotnisku wylądował jak-40 z dziennikarzami, którzy mieli relacjonować wizytę prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu. Czy lądując w gęstej mgle załoga złamała procedury? Na to pytanie odpowiedzi szukała sześcioosobowa komisja. Została powołana w maju, na wniosek Inspektoratu MON ds. Bezpieczeństwa Lotów przez nowego dowódcę Sił Powietrznych gen. Lecha Majewskiego.
[srodtytul]Piloci i minima [/srodtytul] Już w czerwcu, m.in. z zeznań kontrolerów, było wiadomo, że jak-40 wylądował poniżej minimum widzialności, czyli 500 m.
Jednak komisja uznała, że pilot błędu nie popełnił. "Komisja stwierdziła, że warunki pogodowe w momencie lądowania pozwalały na jego wykonanie, a piloci mieli do tego uprawnienia. Pilot nie złamał według komisji żadnych minimów" – odpowiedział 10 czerwca na pytania "Rz" ppłk Robert Kupracz, rzecznik Sił Powietrznych. Zaznaczył, że "komisja oparła się na zeznaniach świadków i dostępnych dokumentach". W poniedziałek, a więc po ponad siedmiu miesiącach, ten sam rzecznik stwierdził, że komisja zakończyła prace. I zaznaczył w rozmowie z PAP: "Jedną z konkluzji była ta, że piloci złamali regulamin lotniczy, schodząc niżej niż minimalna wysokość określona dla lotniska w Smoleńsku". Podkreślił, że "po zapoznaniu się z wynikami badania incydentu dowódca Sił Powietrznych polecił wyciągnąć konsekwencje dyscyplinarne". – Ustalenia komisji w mojej sprawie, m.in. informację, że złamałem minima, otrzymałem 4 stycznia – mówi "Rz" dowódca załogi jaka-40 por. Artur Wosztyl, któremu grozi nawet wyrzucenie ze służby. – Od decyzji komisji się odwołałem – zaznacza. Kupracz zapewnia dziś "Rz", że komisja zmieniła zdanie po tym, jak w listopadzie dostała materiały z wyjaśniającej przyczyny katastrofy komisji, której przewodniczy minister Jerzy Miller. – Dzięki temu miała pełniejszą wiedzę – zaznacza rzecznik. Inne powody wymienia jeden z wojskowych pilotów. – Na początku chciano sprawę własnej winy uciszyć i zrzucić na stronę rosyjską. Nie udało się, więc trzeba, dla przykładu, pilotów ukarać, by pokazać, że działamy czysto i nie zamiatamy niczego pod dywan – mówi "Rz". Według naszych rozmówców z pierwotnej tezy się wycofano, bo o sprawie jaka-40 (m.in. o tym, że załoga nie słuchała poleceń z wieży) zrobiło się zbyt głośno, na jaw wyszły dowody winy pilotów (zeznania kontrolerów, zapisy z czarnej skrzynki Tu-154). Jak mówi "Rz" jeden z wojskowych pilotów, sprawę lądowania jaka-40 włączono w zakres badań komisji ministra Millera. Zaznacza, że wojskowa komisja wyciągnęła inne wnioski, bo bała się kompromitacji, gdyby jedna komisja ustaliła coś innego od innej. A tak mogło się stać, biorąc pod uwagę dowody ujawnione w sprawie jaka. [srodtytul]Nieprofesjonalnie? [/srodtytul] Stanisław Wziątek (SLD), szef Sejmowej Komisji Obrony Narodowej, jest zaskoczony. – Trudno racjonalnie wytłumaczyć tak odmienne oceny komisji – przyznaje. – Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś, komu na sercu leży bezpieczeństwo lotów, mógł działać tak, powiem łagodnie, nieprofesjonalnie. – To ewidentny przykład mataczenia strony polskiej przy wyjaśnianiu tej katastrofy i próba zrzucenia odpowiedzialności z siebie na stronę rosyjską – twierdzi Tomasz Hypki, ekspert wojskowy. Dodaje, że dzieje się tak dlatego, iż w MON i Inspektoracie ds. Bezpieczeństwa Lotów nadal pracują osoby odpowiedzialne za zły stan lotnictwa wojskowego. – Uważam to za niedopuszczalną rzecz – ocenia. Kupracz odmawia podania nazwisk członków komisji powołanej przez dowódcę Sił Powietrznych. – Działała z rozkazu niejawnego – tłumaczy. Jak mówi, przewodniczącym został starszy inspektor bezpieczeństwa lotów, inni członkowie także pochodzili z wojskowych instytucji, m.in. Dowództwa Sił Powietrznych i Wojskowego Instytutu Medycyny Lotniczej.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL