fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Semka: Ślask - autonomizm czy separatyzm

Piotr Semka
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Idei śląskiego autonomizmu nie sposób oderwać od tez o odrębnym narodzie. A to już, niestety, rodzi podejrzenia o separatyzm – pisze publicysta "Rz"
Jerzy Gorzelik, szef Ruchu Autonomii Śląska, dziwi się, że jego ugrupowanie budzi kontrowersje. Oburza się, gdy Ruchowi przypisuje się rolę piątej kolumny. Ale czy RAŚ niesłusznie budzi obawy?
Nie tak dawno temu Ruch znajdował się bardzo blisko Związku Ludności Narodowości Śląskiej (ZLNŚ). Tego samego, który wystąpił do UNESCO z wnioskiem o niezmienianie nazwy obozu w Auschwitz. Chodziło o to, aby nie podkreślać jego niemieckiego charakteru, gdyż – jak stwierdził jeden z działaczy ZLNŚ – "po wojnie był to polski obóz koncetracyjny". To z tego środowiska dochodziły także głosy, że nie należy czcić rocznic powstań śląskich.
Bliskie związki między RAŚ a ZLNŚ powodują zaś, że wiele agresywnych zachowań tych drugich idzie na konto ugrupowania Gorzelika. Takie hasła jak: "Śląsk dla Ślązaków" czy powtarzane na forach internetowych śląskich autonomistów opinie, że przyznanie Polsce Śląska po I wojnie światowej było niczym "danie małpie zegarka", zapadają w pamięć większości Ślązaków czujących się Polakami oraz tych, którzy na Śląsk przybyli z innych stron Polski.
[srodtytul]Sentyment do niemieckiej tradycji [/srodtytul]
Sam RAŚ robi zresztą wiele, by umocnić wrażenie, iż woli nawiązywać do tradycji niemieckiego Śląska. Przykłady? Gdy toczyła się burzliwa dyskusja, czy w Gosławicach na pomniku poległych w czasie I wojny światowej mieszkańców powinien pojawić się motyw żelaznego krzyża, ruch pomysł gorąco popierał. Innym razem skierował do PZPN protest przeciw zakazowi umieszczania przez część kibiców Ruchu Chorzów banerów z napisami "Oberschlesien".
– Nie jesteśmy ani Ślązakami, ani Polakami – podkreślają działacze RAŚ. – Jeśli bronimy symboliki związanej z epoką pruską lub niemieckiej nazwy Górnego Śląska, to jedynie dlatego, że szanujemy historyczną tożsamość tej ziemi.
Czyżby? To dlaczego śląscy autonomiści z równym szacunkiem nie traktują tradycji tych Ślązaków, którzy czując się Polakami, walczyli w powstaniach? Jeśli spojrzeć na reklamowane na stronach RAŚ publikacje uderza jedno – promowani są tacy śląscy Niemcy jak poeta Joseph von Eichendorff, ale z podobnym sentymentem nie traktuje się już Karola Miarki czy Józefa Lompy – śląskich Polaków.
Taki gest jak ufundowanie tablicy upamiętniającej polskiego patriotę księdza Józefa Gawlinę to wyjątek, nie reguła.
[srodtytul]Kto jest banerowym Ślązakiem[/srodtytul]
Historycznym fetyszem, zarówno dla RAŚ, jak i dla ZLNŚ, zdaje się być autonomia, jaką się cieszył Śląsk przed II wojną światową. To prawda, odegrała ona pozytywną rolę w dziejach regionu, ale była fenomenem swego czasu. Przyznanie Śląskowi autonomii było ukłonem powstającego państwa polskiego wobec odmienności regionu. Fakt, że po części wymuszonym żądaniami wielkich mocarstw i postulatami niemieckiej mniejszości.
Dziś jednak po ośmiu dekadach przynależności Śląska do państwa polskiego, nie ma powodu, aby akurat ten jeden region cieszył się autonomią. Jerzy Gorzelik łączy dziś kwestię autonomii Śląska z ideą federacyjną państwa. Przekonuje, że każdy region powinien mieć swój parlament. Problem w tym, że żadna inna część Polski takich postulatów nie zgłasza. Dlatego idei śląskiego autonomizmu nie sposób oderwać od tez o odrębnym narodzie. A to już, niestety, rodzi podejrzenia o separatyzm.
Państwo polskie nie ma obowiązku tej tezy akceptować. Śląscy autonomiści przegrali zresztą w tej sprawie proces przed Trybunałem w Strasburgu.
Poza tym Ślązacy uważający się za osobny naród stanowią mniejszość. Cztery lata temu RAŚ w województwie śląskim liczącym 4 miliony 654 tysięcy ludzi zdobył 4,35 proc. głosów (58 9191). Tegoroczny wynik – 8,49 proc. głosów – oznacza, że RAŚ reprezentuje 122 781 wyborców. Dlatego wielką nieuczciwością jest stawianie tezy, że Bronisław Komorowski, krytykując zawarcie przez PO koalicji z RAŚ w sejmiku, obraził Ślązaków i "dał im po pysku".
Tyle że obrońcy RAŚ w niuanse się nie bawią. Tych, którym nie podoba się styl "niepokojącej inności" (jak nazwał działalność RAŚ Jerzy Buzek), odsądzają od czci i wiary. Kazimierz Kutz takich Ślązaków, jak: Jerzy Buzek, Maria Pańczyk, Dorota Simonides, Jan Miodek czy Helena Synowiec, nazwał ludźmi wyalienowanymi ze śląskości, którzy zatracili ową "niepokojącą inność" i stali się "banerowymi" Ślązakami nadającymi się tylko na "śląskie podmioty plakatowe w Warszawie".
Z takim sojusznikiem jak Kutz, Jerzy Gorzelik musi się liczyć z wezwaniami do politycznej izolacji jego Ruchu. I trudno się temu dziwić.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA