fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Wybory: nawet urzędujący prezydent mógł przegrać

Prezydent Bydgoszczy Konstanty Dombrowicz był atakowany przez kontrkandyda- tów za to, że nie zrealizował w mieście kluczowych inwestycji. Na zdjęciu w 2006 r. otwiera budynek nowego technikum
GAZETA POMORSKA, Tomek Czachorowski Tomek Czachorowski
Izabela Kacprzak
Urzędujący prezydenci miast na ogół wygrywali. Znalazło się jednak kilku takich, którzy ponieśli porażki w ostatnich wyborach
– Bycie urzędującym prezydentem dużego miasta stanowiło w tych wyborach olbrzymi handicap – uważa dr Bartłomiej Biskup, politolog z UW. – Ustawiało ich to na pozycji faworytów. Byli bardziej rozpoznawalni od konkurentów, mieli szeroki dostęp do mediów i mogli pochwalić się wieloma inwestycjami współfinansowanymi przez Unię – wylicza. Jego zdaniem niewygranie wyborów w takich warunkach było prawdziwą sztuką.
Niektórym włodarzom miast ta sztuka się udała. Prezydent największego z nich – Bydgoszczy – Konstanty Dombrowicz (niezależny), rządzący miastem od 2002 r., musiał uznać wyższość kandydata PO Rafała Bruskiego. Przegrał spektakularnie, bo blisko 18 pkt proc.
[srodtytul]Kłótnie z radą miasta[/srodtytul]
– Pan Dombrowicz był po prostu słabym prezydentem – uważa bydgoski poseł Platformy Paweł Olszewski. – Zadłużył miasto, ale nie zrealizował żadnej z kluczowych inwestycji. Mostem przez Brdę oraz linią tramwajową na największe bydgoskie osiedle Fordon chwalił się tylko na zdjęciach.
Dodaje, że prezydent nie umiał znaleźć wspólnego języka ani z mieszkańcami, ani lokalnymi mediami, ani radą miasta, z którą cały czas się kłócił. – Do tego nie zrobił nic, by wypromować Bydgoszcz. Nawet w trakcie wyborów ogólnopolskie media emocjonowały się pojedynkami w dużo mniejszych miastach niż 400-tysięczna Bydgoszcz – mówi Olszewski.
Dombrowicz nie ma sobie nic do zarzucenia. Twierdzi, że zostawia Bydgoszcz w dużo lepszym stanie, niż ją zastał. Porażkę tłumaczy tym, że jako kandydat niezależny przegrał z polityczną<\f>koalicją PO – SLD. – Po ośmiu latach wraca partyjne oblicze Bydgoszczy, która znajdzie się we władzy jednej wielkiej partii i drugiej mniejszej – mówił na pożegnalnej konferencji prasowej.
[srodtytul]Zmęczenie materiału [/srodtytul]
Kandydaci PO pokonali także urzędujących prezydentów w Elblągu i Pile. Henryk Słonina rządził Elblągiem od 1998 r. Początkowo był członkiem SLD, później startował jako kandydat niezależny. – Nie sposób odmówić mu zasług. Miasto za jego czasów bardzo się rozwinęło – przyznaje poseł PO Adam Żyliński. – Ale z czasem nastąpiło chyba zmęczenie materiału. Nie bez znaczenia jest fakt, że prezydent Słonina ma już ponad 70 lat. Wyborcy chcieli świeżej krwi.
Podobnie przyczyny swojej porażki tłumaczy prezydent Piły Zbigniew Kosmatka związany z SLD. – Przeciwnicy wypominali mi wiek, a wielu moich zwolenników chyba zbyt łatwo uwierzyło, że jestem ewidentnym faworytem – podkreśla.
65-letni Kosmatka rządził miastem od 12 lat. W tradycyjnie lewicowej Pile uchodził za kandydata niezatapialnego. Nie zaszkodziła mu nawet jego przeszłość. Choć w czasie poprzedniej kampanii wyborczej jego przeciwnicy ujawnili, że za komuny pracował w Służbie Bezpieczeństwa, wygrał. Dlaczego tym razem było inaczej? – Kluczowa była ostatnia kadencja. Piła w porównaniu z innymi miastami Wielkopolski zupełnie straciła dynamikę – uważa senator PO Mieczysław Augustyn.
– Jego kampania była niemrawa. Był zbyt pewny siebie – twierdzi poseł Stanisław Stec z SLD.
Kosmatka przegrał z senatorem PO Piotrem Głowskim już w pierwszej turze wyborów. Prawdziwą sensacją tegorocznych wyborów jest przegrana prezydenta Chorzowa Marka Kopla, który rządził miastem od 1991 r. Według politologa dr. Tomasza Słupika z Uniwersytetu Śląskiego Kopel zlekceważył przeciwnika. – Widać było przed drugą turą, że nie ma ducha walki. Albo był pewny przegranej, albo zmęczony tą 19-letnią kadencją. Ostatnie cztery lata nazwałbym stagnacją – mówi politolog.
– Niektórzy nawet twierdzą, że wyborcy nie głosowali na mnie, tylko przeciwko Koplowi. Miasto w ostatnich latach przestało się rozwijać – mówi "Rz" Andrzej Kotala (PO), nowy prezydent Chorzowa, który zwyciężył zaledwie 281 głosami. Potknięcia Kopla wymienia jednym tchem: brak przebudowy estakady w centrum miasta, brak obwodnicy.
Przed decydującym starciem przeciwko Koplowi porozumienie zawiązały wszystkie komitety i partie: od SLD, PiS, PO po Ruch Autonomii Śląska.
Koalicja wszystkich przeciwników przyczyniła się też do porażki prezydenta Płocka Mirosława Milewskiego (PiS). – Niestety, zdecydowała ogólnopolska polityka, a nie lokalne sukcesy – mówi lokalny poseł PiS Marek Opioła. – Miasto w ciągu ośmiu lat prezydentury Milewskiego bardzo się rozwinęło, powstało wiele inwestycji.
Milewski przyznaje, że być może prowadził za mało atrakcyjną dla mieszkańców kampanię. – Płocczanie postanowili zmienić osobę zarządzającą miastem. Muszę to uszanować i pogodzić się z tym – podkreśla.
[srodtytul]Prezydenci z zarzutami[/srodtytul]
Prawdziwą klęskę poniósł niezależny prezydent Łomży Jerzy Brzeziński, który w pierwszej turze wyborów zdobył zaledwie 12 proc. głosów. Może to mieć związek z tym, że w 2009 r. prokuratura przedstawiła mu zarzuty dotyczące przestępstw urzędniczych.
Prezydenci z zarzutami często w tych wyborach mieli problemy. Ryszard Zembaczyński w Opolu i Jacek Karnowski w Sopocie co prawda ostatecznie wygrali. Ale minimalnie. – Te przegrane to sygnał dla innych, wieloletnich prezydentów, że są oceniani za pracę i nic nie jest im dane na zawsze – podkreśla dr Słupik.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA