fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Objadanie się to nałóg

Fotorzepa, BS Bartek Sadowski
Jedzenie nie koniecznie z powodu głodu, czyli o przyczynach objadania się
Zdarza nam się czasem toczyć walkę o zgrabną i szczupłą sylwetkę, stosować ciągle nowe diety, po których zwykle wracamy do tej samej wagi. Dla niektórych z nas jest to bardzo poważny problem, zadręczamy się poczuciem winy, śledzimy ilość spożywanych kalorii, zajmujemy się na przemian kontrolowaniem wagi i odchudzaniem. Nawet najbardziej skuteczna dieta ułożona przez fachowego dietetyka, będzie tylko chwilowym rozwiązaniem. Prawdopodobnie zgubimy nadmiar kilogramów, żeby go potem bardzo szybko odzyskać. Jeśli nie uporamy się z prawdziwymi przyczynami nadmiernego najadania się czyli nie rozwiążemy naszych prawdziwych, emocjonalnych problemów, wkrótce znów powrócimy do starych, znajomych zachowań.
[srodtytul]Wszystko zaczyna się w głowie[/srodtytul]
Dlaczego ludzie jedzą za dużo? Czemu sięgają po przekąski lub słodycze nawet wtedy, gdy zupełnie nie są głodni? Otóż bardzo często czujemy się przemęczeni, przeciążeni i zestresowani. Smakowity batonik jest wtedy dla nas chwilowym zrelaksowaniem się, błogą chwilą przyjemności dla siebie. Niestety jest to złudna przyjemność, bo właśnie krótkotrwała i nie przynosząca prawdziwej ulgi. Możemy pochłonąć góry takich batoników, a nie staniemy się dzięki temu bardziej wypoczęci i spokojni. Zwłaszcza, że dojdzie nam dodatkowy kłopot w postaci poczucia winy i niechęci do siebie i swojej otyłej sylwetki.
W sytuacjach towarzyskich - kiedy czujemy się niepewnie wśród nieznanych sobie ludzi - jedzenie sałatek, kanapek czy chipsów daje zajęcie oraz złudzenie rozładowania napięcia i zdenerwowania. Najprościej mówiąc, jemy dla przyjemności. Zwłaszcza słodycze dostarczają nam miłych wrażeń, dają wrażenie szczęścia. Dzięki przemianom chemicznym zachodzącym w mózgu obniża się na chwilę poziom stresu i zmęczenia, poprawia się samopoczucie. Wydaje nam się, że robimy dla siebie coś dobrego i miłego, ale czekolada czy lody z bitą śmietaną to lek, który działa bardzo krótko i pomaga tylko doraźnie. Nigdy nie zaradzi naszym prawdziwym problemom, kryzysom czy niezrealizowanym potrzebom. One i tak upomną się o swoje.
[srodtytul]Błędne koło[/srodtytul]
Poważny problem zaczyna się wówczas, gdy tych porcji jest coraz więcej i więcej. Jemy i jemy i nie potrafimy przestać. Po napadzie objadania się dopadają nas wyrzuty sumienia. Zadręczamy się poczuciem winy, planujemy dietę, a potem w przypływie gorszego nastroju znów sięgamy po nasze słodkie lekarstwo, żeby poczuć się lepiej. To trochę jak u alkoholika, który najpierw pije, bo rzeczywistość go boli i chce się znieczulić. Potem już pić musi, aby zagłuszyć poczucie winy i wstręt do samego siebie.
Paradoksalnie, skupienie się na kontroli wagi, planowaniu diet, odchudzaniu, nadmiernym jedzeniu, a potem na martwieniu się z tego powodu, odciąga naszą uwagę od rzeczywistych problemów życiowych i pomaga nam przetrwać. Takie zachowanie skupia nas na problemie nadwagi i pozwala uciec od istotniejszego problemu, jakim może być na przykład zdradzający od dawna mąż, rozpadający się i niesatysfakcjonujący związek, niespełnione potrzeby. Zajmujemy się nieświadomie problemem zastępczym a nie tym, czego się obawiamy i z czym trudno nam się zmierzyć.
[srodtytul]Nieuświadamiane korzyści z objawu[/srodtytul]
Z tego właśnie wynikają częste niepowodzenia związane z odchudzaniem. Pewna pacjentka, młoda, atrakcyjna i bardzo inteligentna dziewczyna, powiedziała podczas sesji: „Tak naprawdę to ja chyba wcale nie chcę schudnąć. Wtedy byłabym atrakcyjniejsza dla mężczyzn, mogliby się mną zainteresować, a nie chcę mieć kłopotów z facetami. Już wiem czym to pachnie, zraziłam się i boję się teraz wejść w jakikolwiek związek. Mam takie doświadczenia, że to nic dobrego”.
Uświadomienie sobie własnego lęku przed bliskością i ponownym zranieniem pozwala zrozumieć mechanizm objadania się i odchudzania. Nadwaga pacjentki chroni ją przed konfrontacją z własnym strachem i w ten sposób spełnia dla niej pozytywną funkcję. Oczywiście jest to pozorne, bo tak naprawdę ta wartościowa dziewczyna utrudnia sobie znalezienie czułego i kochającego partnera.
Uchwycenie prawdziwej przyczyny problemu daje nam w pewnym sensie utraconą kontrolę nad własnymi zachowaniami i jest to pierwszy krok do rozwiązania, poczucia ulgi i szansy na lepsze, bardziej świadome życie.
[i]Adriana Klos, psycholog, psychoterapeuta[/i]
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA