fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Konkurs chopinowski - kontrowersyjny werdykt dla Rosji

Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Jury warszawskiego konkursu postąpiło w sposób zachowawczy, jakby przestraszyło się wskazać, który z indywidualistów jest najlepszy – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”
Specjaliści udzielają nam dziś podpowiedzi w każdej dziedzinie. Nie tylko w co powinniśmy się ubierać i jakich kosmetyków używać, ale także na jaką partię oddać głos. Wiemy, kto jest najlepszym aktorem (zdobywca Oscara) i jakiej muzyki warto słuchać (z list przebojów). Czy mamy zaś czas na to, by samemu pójść do księgarni i godzinami kartkować nowości, szukając literatury, która przypadnie nam do gustu? Lepiej od razu sięgnąć po bestseller czytany przez wszystkich, bo wtedy oszczędzamy czas i mamy złudną nadzieję, że nie przegapiliśmy czegoś ważnego.
W nieustanną chęć zaliczenia wszystkiego, co istotne, którą narzucił nam współczesny świat, doskonale wpisuje się Konkurs Chopinowski. Większość tych, którzy w tym roku emocjonowali się finałowymi rozgrywkami, dyskutując, kto lepszy: Austriak Ingolf Wunder czy Bułgar Ewgenij Bożhanow, na co dzień nie potrafi wymienić nazwisk swoich ulubionych pianistów. Dzięki konkursowi jednak nareszcie wiemy, kto najlepiej gra na fortepianie – przynajmniej przez najbliższych pięć lat.
[srodtytul]Śmierć dawnych ideałów[/srodtytul]
Z rejonów elitarnej sztuki Konkurs Chopinowski przechodzi w rejony kultury masowej. Jak dobrze, że jego pomysłodawca profesor Jerzy Żurawlew tego nie doczekał. Kiedy w 1927 r. doprowadził do pierwszej rywalizacji młodych pianistów, chciał, by nieśli oni w świat wzorcowy model interpretacji muzyki Chopina, zniekształcanej przez mniej lub bardziej zdolnych wirtuozów traktujących polskiego kompozytora wedle własnego uznania. Pierwszy konkurs rozdał oczywiście nagrody, ale profesorowi Żurawlewowi bliskie były przede wszystkim ideały olimpijskie. Ważny był sam udział w tej rywalizacji, a nie zwycięstwo.
[wyimek]Putin postawił na promocję rosyjskiej kultury. Ogromne pieniądze na swoją działalność otrzymuje szkolnictwo artystyczne, zwłaszcza muzyczne[/wyimek]
Co z tych szlachetnych haseł ostało się we współczesnym sporcie, doskonale wiemy, dlaczego zatem w innych dziedzinach ma być inaczej? Za Konkursem Chopinowskim nie stoją potężne firmy. W porównaniu z mundialem dysponuje on śmiesznie małymi funduszami, ale zwycięzca oprócz 30 tys. euro dostaje tyle propozycji koncertowych w Nowym Jorku, Londynie czy Tokio, że warto powalczyć.
Bardziej istotną zmianą jest to, że chopinowskie ideały interpretacyjne obchodzą dziś właściwie tylko jurorów, a nie publiczność i – w mniejszym stopniu niż kiedyś – samych pianistów. By zwrócić na siebie uwagę, trzeba mieć w sobie coś, co odróżnia od innych. W czasach postępującej uniformizacji i globalizacji ta tendencja nabiera niekiedy groteskowego charakteru, głównie w świecie celebrytów i gwiazdek masowych mediów. W muzyce zwanej poważną widz również oczekuje, że każdy artysta będzie miał własny indywidualny charakter.
Czasy, gdy młodym pianistom marzącym o udziale w Konkursie Chopinowskim wpajano u nas, że ma on być jedynie przekaźnikiem myśli kompozytora, dawno minęły. Z takim podejściem do sztuki nie zrobi się obecnie kariery.
[srodtytul]Pojedynek fanów[/srodtytul]
Jedni mają wyrazistą osobowość, inni próbują zabłysnąć efektownymi sztuczkami. W recitalach muzycznych gwiazd nowej generacji jest coraz więcej elementów show. Liczą się strój, fryzura, także gesty oraz spojrzenia kierowane ku publiczności. Ten rodzaj estradowego zachowania starał się wprowadzić podczas konkursu Bułgar Ewgenij Bożhanow.
Nie to jednak przysporzyło mu takiej popularności, ważniejszy był fakt, że okazał się świetnym, błyskotliwie grającym pianistą. A rywalizacja była ciekawa i rozpaliła wyjątkowo wiele emocji, ponieważ w gronie finalistów znalazło się kilka naprawdę wyrazistych i różniących się między sobą osobowości.
Publiczność miała wybór i dlatego podzieliła się na stronnictwa gotowe bronić swych idoli przed krytyką. Jednych zachwycał wirtuozowski Bożhanow, innych Austriak Wunder, który zagrał porywająco koncert, dystansując rywali. Mieli licznych fanów liryczny Danił Trifonow oraz rozczulający chłopięcym wyglądem Nikołaj Chozjainow.
O żadnym z nich nie można jednak powiedzieć, iż traktował Chopina ze szczególną estymą. Umieli jednak zachować równowagę między przywiązaniem do tradycji a nadaniem romantycznej muzyce własnego, współczesnego oblicza. Za to polubiła ich publiczność i dlatego teraz tak trudno się jej pogodzić z werdyktem jury, które najwyżej oceniło Juliannę Awdiejewą.
Nikt nie kwestionuje jej umiejętności, doskonałego warsztatu, muzykalności, ale reprezentuje ona typ bezpiecznej pianistki, bez odważniejszych prób szukania własnych możliwości interpretacyjnych. Jury postąpiło w sposób zachowawczy, jakby przestraszyło się wskazać, który z indywidualistów jest najlepszy. Rozminęło się w ten sposób z oczekiwaniami publiczności.
[srodtytul]Rosyjskie imperium[/srodtytul]
Niektórzy, szukając przyczyn takiego werdyktu, gotowi są wpisać tegoroczny Konkurs Chopinowski w kontekst wielkiej polityki i naszych skomplikowanych relacji polsko-rosyjskich. Pojawiło się nawet pytanie, czy przypadkowo Rosjanie, którzy w przeszłości tyle razy triumfowali w tej rywalizacji, właśnie teraz, po 25 latach przerwy, znowu sięgnęli po zwycięstwo.
Rzeczywiście, nie ma w tym przypadku i można nawet dodać, że sprawił to Władimir Putin. Jeszcze jako prezydent postawił na mocną promocję rosyjskiej kultury w świecie i politykę tę kontynuuje. Narodowe instytucje, takie jak Teatr Maryjski w Petersburgu czy Teatr Bolszoj w Moskwie, otrzymują ogromne pieniądze na działalność. Podobną opieką otoczone są niektóre dziedziny szkolnictwa artystycznego, zwłaszcza muzycznego.
Rosyjska szkoła pianistyczna ma bowiem ogromne tradycje, przez dziesięciolecia należała do najlepszych w świecie. Po rozpadzie Związku Radzieckiego i otwarciu granic większość znakomitych pedagogów wyjechała i dziś pracuje w Niemczech, Hiszpanii czy USA. Niemal połowa uczestników tegorocznego konkursu kształci się u Rosjan, tyle tylko, że w Hanowerze, Zurychu czy Nowym Jorku.
Obecny sukces Rosjan, którzy zdobyli w sumie cztery nagrody, potwierdza jednak, że Moskwa i Petersburg odbudowały swe dawne pedagogiczne imperia. A tej umiejętności dbania o to, co w narodowej kulturze cenne i może służyć budowaniu prestiżu państwa w świecie, możemy Rosji pozazdrościć.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA