fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Szułdrzyński: Nowa wojna Tuska. Wojna z nienawiścią

Michał Szułdrzyński
Rzeczpospolita
Po zwycięskiej wojnie z pedofilami, hazardem i dopalaczami, premier Donald Tusk wraz z Platformą Obywatelską wypowiedział kolejną wojnę. Wojnę z agresją w polityce.
Ilekroć działy się w Polsce rzeczy wyjątkowe (afera hazardowa, fala zatruć dopalaczami, mord łódzki) premier Donald Tusk ze swymi współpracownikami natychmiast znajdywali tak złego wroga, że nawet przeciwnicy PO nie mogli go bronić. Gdy wróg zostawał dobrze zdiagnozowany, gdy społeczne emocje sięgały zenitu, premier ogłaszał wojnę. Szybkie kampanie pozwalały emocje uspokoić, premierowi zaś mienić się politykiem jeszcze skuteczniejszym i jeszcze bardziej lubianym. Bo kto nie lubi gości, którzy walczą ze złem?
Po wybuchu afery hazardowej wrogiem ogłoszono hazard i rozpoczęto szaleńczą pracę nad ustawą ograniczającą w Polsce ilość jednorękich bandytów. Równocześnie przez prasę przetoczyła się fala reportaży o ludziach uzależnionych od automatów do gry. Wspólny front walki z hazardem złączył rząd z opinią publiczną, zamykając usta opozycji. Po tamtej kampanii wszelkie próby wyjaśnienia afery hazardowej były skazane na porażkę.
Pierwsza fala emocji społecznych została osłabiona i ustalenie czy to Rycho dzwonił do Mira, czy też Grzesiek do Rycha, zupełnie przestało pasjonować opinię publiczną. Po wybuchu afery polała się krew, winni zostali ukarani (politycy wyrzuceni z rządu, właściciele automatów poskromieni). Fiasko komisji śledczej było więc nieuniknione.
Analogiczny mechanizm zastosowano przy walce z dopalaczami. Wzrost zatruć zbiegł się z debatą budżetową i oczekiwaniem opinii publicznej na ofensywę legislacyjną rządu. Natychmiast więc zdefiniowano zło: dopalacze i wypowiedziano im wojnę. W efekcie każdy, kto kto pytał o deficyt, o dług publiczny, kto pytał o obiecane reformy słowem każdy, kto nie poświęcał się wyłącznie walce z dopalaczami okazywał się ich sprzymierzeńcem.
W trybie natychmiastowym napisano ustawę i usatysfakcjonowano opinię publiczną symbolicznie krwią "handlarzy śmierci", którzy zostali publicznie napiętnowani (również przez premiera).
Według tego samego scenariusza przebiegały wydarzenia po zamachu na biuro PiS w Łodzi. Zbrodnia wywołała wielką falę społecznych emocji. By emocje te nie zaszkodziły Platformie do akcji wkroczyli dwaj najważniejsi politycy tej formacji: Donald Tusk i Bronisław Komorowski. Wspólnie wypowiedzieli wojnę nienawiści w polskim życiu publicznym. Zaczęto więc bredzić o komisjach etycznych, o cenzurowaniu mediów i internetu, tak by nikt nie miał już czasu na pytanie, kto doprowadził odpowiada z mord w Łodzi.
Okazało się, że za tę agresję dopowiedzialna jest niemal bezosobowa agresja i nienawiść. Niemal bezosobowa, bo skoro Jarosław Kaczyński odrzucił ofertę spotkania z prezydentem, skoro PiS domaga się komisji śledczej, to znaczy, że nie chce walczyć z nienawiścią. A skoro tak, to znaczy, że stoi po stronie nienawiści i agresji, które zabiły łódzkiego działacza. Odpowiedzialność za mord spada więc na nich.
Trzeba przyznać, że doradcy Donalda Tuska doskonale diagnozują społeczne zapotrzebowanie. I znów - jak się okazało - to PO lepiej rozumie Polaków niż PiS. Polacy deklarują niechęć do polityki w ogóle, a do agresji i nienawiści w wojnie PiS z PO w szczególności. Nikt nie chce zostać zaliczony do obozu nienawiści. Emocje i sympatie będą musiały być po stronie premiera, który nie będzie tolerował agresji w polityce.
Wojna z nienawiścią pozwoliła PO rozbroić bombę, jaką mógł się stać mord łódzki.
Tyle tylko, że ta wojna wcale nie sprawi, że polska polityka będzie lepsza. Przeciwnie, doprowadzi tylko do jej jeszcze większego zakłamania. Doprowadzi też PiS do poczucia jeszcze większej bezsilności i frustracji, który będzie spyrzjał agresji w tym środowisku. To zaś wywoła mechanizm samospełniającej się przepowiedni. PO miast walczyć z PiS będzie walczył z agresją, a wyjdzie na jedno. Demokracja nie będzie od tego lepsza.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA