fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Jak ptaki przygotowują się do lotu

Rybitwa (fot. Alan Vernon)
Flickr
Jaki jest ideał pierzastego podróżnika? Jak się przygotowuje do podróży?
„Wsiądź do pociągu byle jakiego, nie dbaj o bagaż, nie dbaj o bilet...” – śpiewała Maryla Rodowicz. Taka recepta może się sprawdzić w przypadku człowieka, lecz idący za jej radą ptak skazałby się na pewną śmierć. U skrzydlatych wędrowców podróż na zimowiska poprzedza długi i skomplikowany proces przygotowań, bez których daleko by nie zalecieli.
[srodtytul]Pióra do wymiany[/srodtytul]
Każdy lubi mieć zadbane włosy i paznokcie. Jeśli nie poświęcimy im wystarczającej uwagi, z odsieczą może nadciągnąć fryzjer albo kosmetyczka. Ozdoby naszych głów i dłoni zbudowane są z białka – keratyny, podobnie jak ptasie pióra. Ptaki na pielęgnacji upierzenia spędzają sporo czasu, ale nie zmienia to faktu, że po kilku miesiącach intensywnego użytkowania jest ono bardzo zniszczone i nadaje się tylko do wymiany. A jaskółka czy bocian nie pójdą przecież po nowe do sklepu. Muszą zrzucić stare pióra i czekać, aż nowe im wyrosną. Ten proces ornitolodzy nazywają pierzeniem. U większości gatunków nowe pióra zastępują stare stopniowo – gwarantuje to ciągłą lotność. Jednak u niektórych grup (m.in. łabędzi, gęsi, kaczek) wszystkie lotki pierzone są równocześnie, przez co ptaki przez trzy – cztery tygodnie pozostają nielotne. Dzięki odpowiednio wczesnej wymianie ptaki wyruszające na zimowiska są wyposażone w zestaw piór gwarantujący im maksymalnie efektywny lot.
[srodtytul]Wielkie żarcie[/srodtytul]
W regulacji pierzenia ważną rolę pełnią hormony, które sterują również szeregiem innych zjawisk pozwalających przygotować się do długiej i niebezpiecznej podróży. Jednym z nich jest hiperfagia – prostymi słowami można ją opisać jako „wielkie żarcie”. Ptaki w tym czasie intensywnie żerują, aby zgromadzić pod skórą odpowiednio bogatą warstwę tłuszczu. Tak jak żaden zmotoryzowany podróżnik nie ruszy w drogę z pustym bakiem, tak samo ptak nie rozpocznie migracji bez zgromadzenia zapasów energetycznych. Niektóre gatunki, np. niewielka gajówka (normalnie ważąca 12 g), dzięki hiperfagii stają się dwa razy cięższe. Gajówce w bezwietrznych warunkach pozwala to na pokonanie w ciągu pięciu dni 4000 km. Obfita warstwa tłuszczu działa również jak polisa ubezpieczeniowa – skrzydlatemu tłuściochowi łatwiej będzie przeżyć, jeśli silne wiatry zepchną go z obranego kursu lub jeśli długo nie będzie miał możliwości uzupełnienia strat energetycznych. Nie można jednak przesadzić – zbytnia otyłość utrudnia sprawną ucieczkę przed latającymi drapieżnikami.
[srodtytul]Serce rośnie[/srodtytul]
Tłuszcz to najważniejszy, ale niejedyny bagaż, w jaki ptaki muszą się zaopatrzyć przed rozpoczęciem migracji. Długotrwałe machanie skrzydłami wymaga dużego wysiłku fizycznego, dlatego ptaki inwestują w rozwój masy mięśni piersiowych (ich masa wzrasta nieraz o 20 proc.). Zgromadzone w nich białka mogą zostać wykorzystane jako substrat w procesie produkcji glukozy, niezbędnej dla zapewnienia prawidłowej pracy mózgu. W trakcie rozpadu białek powstaje również tzw. woda metaboliczna. To główne źródło tej życiodajnej substancji dla wędrujących ptaków, które w czasie migracji bardzo rzadko mogą sobie pozwolić na luksus zaspokojenia pragnienia w inny sposób.
Intensywnie pracujące mięśnie wymagają dostarczania dużej ilości tlenu. Jeszcze przed początkiem migracji we krwi ptaków wzrasta liczba trombocytów – komórek odpowiedzialnych za wiązanie i transport tego pierwiastka. Więcej trombocytów automatycznie oznacza bardziej gęstą krew – aby ją skutecznie pompować, powiększeniu ulega serce. Na tym jednak zmiany się nie kończą. Musimy pamiętać, że im wyżej, tym niższe jest parcjalne ciśnienie tlenu (dlatego himalaiści muszą przy zdobywaniu najwyższych szczytów wspomagać się butlami tlenowymi). Reakcją ptasiego organizmu jest zwiększona liczba oddechów, z którymi zwierzęta usuwają zwiększoną ilość dwutlenku węgla. Odczyn krwi staje się bardziej zasadowy, co skutkuje tzw. efektem Bohra – zwiększeniem powinowactwa tlenowego, dzięki czemu pobieranie tlenu z powietrza wzrasta.
[srodtytul]Szlamnik jak samolot[/srodtytul]
Dzięki tysiącom lat ewolucji ptaki jak żadne inne organizmy przystosowały się do pokonywania trudnych do wyobrażenia odległości. Rekordzistą pod tym względem jest rybitwa popielata.
[wyimek][link=http://www.otop.org.pl]Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków[/link][/wyimek]
Gniazduje w arktycznej strefie Ameryki Północnej i Eurazji. Z końcem polarnego lata ptaki lecą wzdłuż wybrzeży na południe, by czas naszej zimy spędzić na bogatych w pokarm wodach wokół bieguna południowego. Czas obfitości jest jednak krótki i wkrótce trzeba wrócić do Arktyki. Rocznie rybitwa popielata pokonuje do 40 tys. km – w ciągu życia może przelecieć dystans równy dwóm odległościom między Ziemią a Księżycem.
Rekord podróży bez międzylądowań należy do innego północnego gatunku – szlamnika. Zbadano, że w ciągu dziewięciu dni samica szlamnika jest w stanie przelecieć 11 700 km z zimowisk na Nowej Zelandii na lęgowiska na Alasce. Półkilogramowemu ptakowi udaje się to, co nie udaje się ważącemu wiele ton boeingowi 767 AWASC – on bez międzylądowań może przelecieć 10,3 tys. km. W tym przypadku „wielkie ptasie serce” nabiera zupełnie nowego znaczenia.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA