Opinie

Radziszewska, konserwatywna minister ds. równości

Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Atak, jaki przypuszczono na Elżbietę Radziszewską, był tak brutalny i gwałtowny, iż musi się rodzić podejrzenie, że chodzi o coś więcej niż o dwie wypowiedzi, może i niezręczne – pisze publicysta „Rz”
Jak wielkie zdziwienie i wściekłość wywołuje to, kiedy stanowiska, takie jak: rzecznik praw obywatelskich, rzecznik praw dziecka czy minister ds. równości, przejmują osoby, które nie są wyznawcami jednej, bardzo konkretnej i dość skrajnej ideologii. Według wiodących – czytaj lewicowo-liberalnych – ośrodków, takie urzędy z natury rzeczy powinny przysługiwać postępowcom.
[srodtytul]Europejczycy tyle nie rodzą[/srodtytul] Powołanie osoby o innych poglądach na to stanowisko uważane jest za sprzeczne z duchem tych instytucji. Bo wiadomo, jaki ma być ten duch. Jakiej wizji prawa mają bronić urzędnicy. Jeśli są zagorzałymi lewicowcami – są właściwymi osobami na właściwym miejscu. Jeśli bliższe są im wartości konserwatywne – są osobami niewłaściwymi, a wręcz niekompetentnymi. Poddawane są od razu atakowi, w którym używa się tyleż argumentów merytorycznych, ileż ośmieszania, kpin i manipulacji.
Jako argumentu z wyższej półki używa się zwykle sformułowań typu wartości europejskie, choć na temat tego, jakie są te wartości europejskie, do jakich tradycji Europa się odwołuje, z jakiej kultury wywodzi, gdzie są jej korzenie, o tym mniej chętnie toczy się dyskusje. Kiedy rzecznikiem praw dziecka została matka sześciorga dzieci Ewa Sowińska związana z Ligą Polskich Rodzin, stała się natychmiast przedmiotem wściekłego ataku. Nie twierdzę, że była to osoba idealna. Ale ataki, z jakimi się spotkała, były niewspółmierne do jej wpadek. Czy głosiła w sprawie wychowania i ochrony praw dzieci bardzo kontrowersyjne poglądy? Przypomnę kilka jej opinii z wywiadu dla „Dziennika Łódzkiego”: – Co jest ważniejsze – prawa czy obowiązki dziecka? „Prawa są bardzo ważne, ale nie należy zapominać o obowiązkach. Dzieci należy wychowywać zgodnie z ich prawami, ale stopniowo dokładać obowiązków”. – Ma pani sześcioro dzieci. Czy oglądają one telewizję? „Starałam się, by zawsze robiły to w ograniczonym zakresie. W mediach i Internecie jest za dużo przemocy, pornografii, brakuje pozytywnych wzorców rodziny. W tym zakresie liczę na dobrą współpracę z Krajową Radą Radiofonii i Telewizji”. – Czym chciałaby się pani zająć w pierwszej kolejności po objęciu stanowiska? „Złym posunięciem było usunięcie opieki medycznej ze szkół. Zniknęły pielęgniarki, dentyści. Opieka medyczna jest w szkole tylko raz w tygodniu. Będę się starała zmienić obecny stan”. Czy to poglądy kuriozalne? Tak, mówiła także, że klapsy są dopuszczalne. Ja sam nie jestem entuzjastą klapsów, ale nie przyszłoby mi do głowy, że ta sprawa nie podlega dyskusji. Sowińską jednak od początku spotkał frontalny atak. Po pierwsze była katoliczką, po drugie te dzieci… sześcioro... kto to widział? Nienormalna jakaś. Przecież Europejczycy nie rodzą tyle. To trochę obciachowe. No i miała niepoprawne poglądy na temat homoseksualistów. Poglądy, z którymi ja się zresztą nie zgadzałem. [srodtytul]Nie mówić o prawach katolików[/srodtytul] Janusz Kochanowski, nieżyjący już rzecznik praw obywatelskich, był mniej wyrazisty w wygłaszaniu swoich poglądów, ale ponieważ nie należał do liberalnego mainstreamu prawniczego, spotykały go ataki niemal za wszystko. Tak jak Elżbietę Radziszewską atakowało się za to, że „za mało” robi, tak Kochanowski robił „za dużo”. Ile to jest w sam raz? Tyle by nie mówić o prawach katolików, mówić za to o prawach muzułmanów, homoseksualistów i kobiet. Żeby było jasne – nie uważam, że kobiety, homoseksualiści czy muzułmanie nie mają rozmaitych problemów, w których należy im pomóc i ich wesprzeć z należnym im szacunkiem. Ale też nie uważam, że jedynym wskaźnikiem tego, czy ktoś dobrze wypełnia swą rolę obrońcy praw człowieka, praw dziecka czy urzędnika ds. równości, jest jego afirmacja dla wszelkich działań środowisk homoseksualnych, opowiadanie się za ich prawem do małżeństw, za wprowadzaniem parytetów dla kobiet na listach wyborczych, a niezauważanie problemu nierówności w dostępie do edukacji czy prawa do opieki w ludzkich warunkach w domach dziecka. Dlaczego podstawowym problemem czołowych polskich mediów jest to, czy ktoś jest entuzjastą parad gejowskich, a nie to, co zrobić, by zakończyć hańbę, jaką jest istnienie wielu straszliwych państwowych domów dziecka, które są symbolem wszelkich możliwych nierówności? Spójrzmy, za co poddana jest tak zmasowanemu atakowi Elżbieta Radziszewska? Nie chcę występować jako jej obrońca, nie oceniam tu całości jej dokonań czy ich braku. Ciekawi mnie, za co jest obecnie krytykowana? Co stało się przedmiotem gigantycznej publicznej awantury? Czy to, że nie zrobiła wiele w celu zlikwidowania nierówności w dostępie dzieci do edukacji? Że nie zajęła się nierównym traktowaniem przez państwo rodzin wielodzietnych wydających ogromne pieniądze m.in. na naukę? Że nie rozpoczęła akcji mającej na celu wspieranie w pracy matek, które są traktowane gorzej niż inni pracownicy? Że nie zajmuje się osobami, które mają problemy w pracy z powodu swoich poglądów politycznych? Że nie przeciwstawia się dyskryminowaniu zwolenników lustracji w środowiskach naukowych? Znane są takie przypadki. Ale to dla przeciwników pani Radziszewskiej nie problem. Bo przecież cywilizowana część ludzkości jest przeciw lustracji. [srodtytul]Zaangażowany agitator[/srodtytul] Nie, zbrodnią jest to, że wyłożyła w jednym z wywiadów sens tego, co zawarto w przyjętej przez rząd niewystarczająco awangardowej ustawie o równym traktowaniu. Zbrodnią jest też – przyznaję, niezręczna – jej wypowiedź w telewizji, w której ujawniła orientację seksualną swojego polemisty. Zgoda, tego nie powinno się robić. Jednak niemal natychmiast za to przeprosiła i wytłumaczyła, skąd się wzięła taka wypowiedź. Niemniej się okazało, że to hańba i zbrodnia, mimo że osoba, o której mówiła, publicznie występuje w wielu dyskusjach jako reprezentant środowisk homoseksualnych. Spójrzmy na to od innej strony. Radziszewska twierdzi, że podczas wcześniejszego oficjalnego spotkania osoba, o której mowa, otwarcie przyznała się do swojej orientacji. W czasach, kiedy wielu homoseksualistów publicznie ujawnia swoje preferencje, dokonuje „coming outów”, ja też pewnie pomyślałbym, że Krzysztof Śmiszek nie ukrywa swojej orientacji. A skoro nie ukrywa i bierze udział w wielu publicznych dyskusjach, to zwrócenie uwagi, że nie jest bezstronnym komentatorem, a zaangażowanym – także w swoją sprawę – agitatorem, nie jest chyba wielkim grzechem. Załóżmy jednak na moment, iż pan Śmiszek nie chciał ujawniać tego, że jest gejem. W takim przypadku wypowiedź pani minister byłaby niezręcznością. Choć równocześnie podanie informacji, iż uczestnik dyskusji jest osobiście zaangażowany w jakąś sprawę, powoduje, że jego stanowisko staje się bardziej czytelne. Wiem, że to sprawa nieporównywalna z ujawnieniem preferencji seksualnych, ale chciałbym podać przykład ze swojego doświadczenia. W jednej z dyskusji broniłem prawa blogerów do anonimowości w sieci. Ktoś wtedy zwrócił uwagę, że jestem współwłaścicielem portalu, na którym publikują anonimowi blogerzy, więc mogę mieć w obronie „anonimów” interes. Uważam, że mój polemista miał pełne prawo wskazać na ten fakt. Atak, jaki przypuszczono na minister Radziszewską, był tak brutalny i gwałtowny, iż musi rodzić się podejrzenie, że chodzi o coś więcej. Nie tylko o tę wypowiedź, może i niezręczną. Z jakiego powodu w jednym wydaniu „Gazeta Wyborcza” tej właśnie sprawie poświęciła kilka tekstów? [srodtytul]Pani minister poniża[/srodtytul] Otóż można się domyślać, że nie chodzi o parę zdań w wywiadach, ale o minister Elżbietę Radziszewską. Osobę, która głosi o niebo łagodniejsze poglądy niż Ewa Sowińska i nie drażni liberalnych elit, co zdarzało się śp. Januszowi Kochanowskiemu. Jednak nie spełnia głównego warunku, jaki powinien spełniać – zdaniem lewicowo-liberalnych elit – minister do spraw równości. Nie jest ani frontmenką ruchu LGBT, ani zaprzysięgłą feministką. O zgrozo, nie popiera także parytetów płciowych. A ostatecznie dyskwalifikuje ją fakt, że... jest katoliczką i – co gorsza – tego nawet nie ukrywa. Ktoś taki nie może zajmować się równością czy nierównością! Katolik? A fe! Jasno wykłada to w „Gazecie Wyborczej” Magdalena Środa: „Na stanowisko, które powinno mieć charakter awangardowy – bo w całej Europie prawa obywatelskie należą do priorytetów – powołano osobę o bardzo konserwatywnych poglądach, która nie czuje problematyki równościowej. Mam o to pretensje do premiera Tuska”. I dodaje: „To tak, jakby ministrem obrony zrobić pacyfistę”. „Gazeta” wzmacnia ten przekaz, powołując się na niewymienionych z nazwiska działaczy Platformy: „Wielu polityków PO przyznaje, że powołanie na pełnomocnika rządu ds. równego traktowania osoby mocno wierzącej i związanej z Kościołem było błędem”. Dorzućmy fragment komentarza Ewy Siedleckiej również w „Wyborczej”: „Elżbieta Radziszewska kontestująca równościową politykę Unii nie może być pełnomocnikiem rządu do spraw równości. A minister do spraw równości, która poniża ludzi z powodu ich orientacji seksualnej, to już wstyd i hańba”. Szkoda, że zabrakło konkretów. Ciekawe, jak Radziszewska „poniża ludzi z powodu ich orientacji”. Warto, by red. Siedlecka opisała szerzej okrutne praktyki pani minister. [srodtytul]Ministerstwo dla konserwatysty[/srodtytul] Niestety, filozofia lansowana przez przeciwników Elżbiety Radziszewskiej prowadzi na manowce. Wniosek bowiem jest następujący: ministrem obrony może być wyłącznie gorący zwolennik rozwiązań militarnych. Przypomnę to prof. Magdalenie Środzie, kiedy rządy w Polsce obejmą lewicowcy. Rodzą się jednak wątpliwości co do innych resortów. Szef Ministerstwa Edukacji powinien pewnie – podobnie jak minister ds. równości – mieć poglądy postępowo-lewicowe. Ale co z ministrami sportu czy finansów? Czy tu konserwatysta – oczywiście umiarkowany – mógłby zostać dopuszczony?
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL