Kosmos

Kto powita obcych na Ziemi

Fotorzepa, Krzysztof Łokaj Krzysztof Łokaj
Wiadomo, kto w naszym imieniu powie kosmitom „Witajcie na Ziemi”. Ambasadorem naszej planety ma być malezyjska astrofizyk dr Mazlan Othman
W hollywoodzkich filmach kosmici nieodmiennie kontaktują się z amerykańskim prezydentem, który zawsze przemawia (a czasem i strzela) w imieniu całej ludzkości. Najwyraźniej dla ONZ taki dyplomatyczny — na razie fikcyjny — monopol Stanów Zjednoczonych jest nie do przyjęcia.
Dlatego osobą odpowiedzialną za kontakty z pozaziemską inteligencją została 58-letnia Malezyjka Mazlan Othman. Amerykańskie gazety określają ją jako „nieznaną bliżej badaczkę”, ale dr Othman kieruje obecnie Biurem ONZ ds. Przestrzeni Kosmicznej (UNOOSA). Była również dyrektorem malezyjskiej Narodowej Agencji Kosmicznej Angkasa. Doprowadziła do wysłania na orbitę pierwszego kosmonauty z tego kraju. Za kilka dni dr Othman ma oficjalnie przedstawić plany zorganizowania delegacji przygotowanej do powitania kosmitów. Nieoficjalnie wiadomo, że ma powiedzieć, iż niedawne odkrycia nowych pozasłonecznych planet każą myśleć o „pierwszym kontakcie” jako o czymś całkowicie realnym. „Ciągłe poszukiwanie sygnałów od przedstawicieli pozaziemskiej inteligencji, i to przez kilka instytucji naukowych, pozwala mieć nadzieję, że pewnego dnia ludzkość wreszcie usłyszy tę wiadomość” twierdzi dr Othman. „Kiedy to się wreszcie stanie powinniśmy być przygotowani i mieć skoordynowany plan biorący pod uwagę wszystkie delikatne kwestie z tym związane. Organizacja Narodów Zjednoczonych ma taki gotowy mechanizm”.
O tym, czy UNOOSA stanie się jedyną instytucją odpowiedzialną za międzyplanetarne kontakty zdecyduje Zgromadzenie Ogólne ONZ. Obecnie Biuro ds. Przestrzeni Kosmicznej zajmuje się m.in. rejestrowaniem obiektów wynoszonych na orbitę oraz promowaniem pokojowego wykorzystania kosmicznych technologii. - Othman jest osobą, do której trafią kosmici, gdy zażądają „zaprowadźcie nas do swojego przywódcy” — komentuje dla „New York Post” prf. Rochard Crowther z brytyjskiej agencji kosmicznej. Ale zdaniem słynnego fizyka prof. Stephena Hawkinga, błędem byłoby zakładanie, że „pierwszy kontakt” może być tylko pokojowy. Przedstawicieli obcej cywilizacji należy traktować z wielką ostrożnością. — Wyobrażam sobie, że mogą oni przybyć w gigantycznych pojazdach, po wykorzystaniu wszystkich zasobów swojej macierzystej planety — tłumaczy prof. Hawking. — Dla nas oznaczałoby to mniej więcej tyle, co przybycie Krzysztofa Kolumba do Ameryki. Tubylcy nie wyszli na tym za dobrze. Skoro tak, to może lepiej zamiast ambasadora powołać zespół „facetów w czerni”?
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL