Kraj

Zjazd PO: Donald Tusk zbeształ działaczy

ROL
Dziś PO może być zagrożeniem sama dla siebie – grzmiał premier do przeszło tysiąca działaczy
Odświętnie było tylko na początku. Najpierw na telebimie w hali sportowo-widowiskowej Arena w Warszawie pokazano przesłanie Bronisława Komorowskiego do kolegów z jego byłej partii. – Zostawiam znaczną część serca w Platformie, ale też w Platformie lokuję moją część nadziei na przyszłość. Nadzieję, że będziemy wspólnie modernizowali Polskę – mówił prezydent. I dziękował za pomoc w kampanii.
W pierwszym rzędzie słuchali go Donald Tusk i marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna. Przewodniczący partii szybko zmienił nastrój. – Jeśli ktokolwiek na tej sali, na której są przywódcy PO, w sukcesie Platformy i zaufaniu Polaków szuka sposobu na realizację własnej ambicji, pomylił sale, nie powinien wśród nas siedzieć – grzmiał Tusk.
Podkreślał, że zwycięzcy biorą na siebie ciężki obowiązek. – Wystarczającą nagrodą jest dla polityka zdobycie zaufania ludzi, nasze działania mają być zawsze ważniejsze niż osobiste ambicje. Przekonywał, że PO potrafi – jak żadna inna partia – otwarcie i bez hipokryzji mówić m.in. o swoich "błędach i zaniechaniach", ale dodał, że parlamentarzyści nie powinni zajmować wyborców swoimi sprawami i wątpliwościami. Zapewniał, że w Platformie miejsce jest dla wszystkich, ale nie chciałby, żeby ważną rolę odgrywali niedojrzali politycy. – Swoimi działaniami doprowadziliby do tego, że PO przegra wybory i odda władzę swojemu konkurentowi – przestrzegał Tusk. – Ktoś, kto uzna, że PO jest na tyle dużą partią, by się dzielić, trafi do politycznego piekła. Mobilizował działaczy do jedności, bo tylko tak uda się nie dopuścić, by PiS wrócił do władzy. – Dla mnie PiS to pesymizm i strach – ironizował Tusk. Apelował: nie dopuśćmy do "recydywy ponurej polityki". – Są koleżanki i koledzy, którzy wiedzą, że do nich bardziej kieruję te słowa – mówił. – Najpierw trzeba pomyśleć, a potem udzielać wywiadu. [srodtytul]Palikot w przeciągu [/srodtytul] Ten fragment działacze odczytywali w kontekście pomysłu Janusza Palikota na założenie własnej partii, ale przede wszystkim wywiadu, którego w przeddzień zjazdu udzielił "Polsce. The Times" Andrzej Halicki. Ten bliski współpracownik Schetyny ostro skrytykował Tuska, mówiąc, że upokarza przyjaciół i otaczają go lizusy. A jeszcze kilka dni temu Tusk zapewniał, że sporów na sobotnim zjeździe nie będzie. I rzeczywiście podczas oficjalnych wystąpień ich nie było, ale dyskusja o tarciach wewnątrz ugrupowania toczyła się w kuluarach. – 90 proc. z nas uważa, że Halicki zachował się fatalnie – mówi "Rz" jeden z polityków PO. Wywiad odebrano jako manifestację siły otoczenia Schetyny. Jego relacje z premierem od czasu dymisji z rządu są nie najlepsze. Dodatkowo sprawę zaognił pomysł premiera, by na zjeździe zmienić statut. Działacze szeptali nawet w kuluarach o zimnej wojnie liderów. – Przecież Halicki to wierny żołnierz Grzegorza Schetyny i nikt nie uwierzy, by samodzielnie odważył się na taki gest – mówi poseł PO z otoczenia premiera. Dlatego jego zdaniem przestrogi szefa rządu były skierowane do polityków głównie z kręgu marszałka. – Premier mówił od serca. PO to nie jest partia dla spełniania ambicji działaczy, tylko dla Polaków – mówi "Rz" Waldy Dzikowski, wiceszef Klubu Platformy. Tusk zapewnił, że w partii, którą kieruje, nikt nie będzie karany za słowa. – U nas, jeśli się zastanawiamy, czy trzeba z PO kogoś wyrzucić, podziękować, to nie za to, że brutalnie atakuje lidera PO, ale za to, że zbyt brutalnie atakuje naszą konkurencję. Trudne, ale zobaczcie, kto wygrywa – zwrócił uwagę. Jednocześnie ostrzegł Janusza Palikota, zapowiadając, że nie pozwoli na tandetny antyklerykalizm. – Jak się spotkamy, to mu powiem: chłopie, nie stój dłużej w przeciągu i zamknij drzwi, bo trochę wieje – mówił premier dziennikarzom. [srodtytul]Kto do nowych władz [/srodtytul] W swym wystąpieniu premier poświęcił chwilę planom rządu. Sugerował, że nie ulegnie namowom ekonomistów na radykalne reformy. Podkreślał, że chce zakończyć program budowy autostrad, wybudować elektrownie jądrowe, sieć żłobków i centra sportowe w każdej gminie. – Chcę być premierem nie tylko tę kadencję – deklarował. Na koniec IV Konwencji Krajowej Platformy wybrali 277 członków Rady Krajowej. Ta w ciągu dwóch tygodni wybierze nowy zarząd Platformy. Nie tak jak chciał premier liczący ponad 30 osób, lecz w kompromisowym wariancie – 25 polityków. Schetyna straci funkcję sekretarza generalnego partii, ale zostaje pierwszym wiceprzewodniczącym. Oprócz Tuska do zarządu ma wejść 16 szefów regionów. Poza tym ośmiu członków wybierze rada krajowa. Tusk chce, by wiceprzewodniczącymi były m.in. minister zdrowia Ewa Kopacz i prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL