Sport

Fernando Alonso wygrał Grand Prix Singapuru

AFP
Po fantastycznym popisie jazdy w końcówce Grand Prix Singapuru Robert Kubica zdobył sześć punktów za siódmą lokatę. Drugie zwycięstwo z rzędu odniósł Fernando Alonso.
Efektowne manewry Polaka, który odrabiał starty po przebiciu prawej tylnej opony i nadprogramowej wizycie w boksie, raz po raz wywoływały burzę oklasków w biurze prasowym. W trudnym labiryncie ulicznego toru Kubica niemal na każdym okrążeniu wyprzedzał któregoś z rywali i przebił się z trzynastej lokaty na siódmą.
Od startu do mety prowadził Alonso, a po dwóch godzinach ścigania w temperaturze 30 stopni Celsjusza – mimo że wystartowano już po zmroku, o 20:00 miejscowego czasu – jego przewaga nad drugim na mecie Sebastianem Vettelem wyniosła zaledwie 0,2 sekundy. Czwarte w sezonie i drugie z rzędu zwycięstwo Hiszpana dało mu awans na drugą pozycję w punktacji. Prowadzi trzeci na mecie Mark Webber, a w walce o tytuł wciąż liczy się aż pięciu kierowców. Spośród kwintetu pretendentów punktów nie zdobył tylko Lewis Hamilton, który odpadł z wyścigu po kolizji z Webberem. Kubica przez cały weekend konsekwentnie utrzymywał, że w Singapurze nie czuje się faworytem. Dziennikarze uporczywie przypominali majowy wyścig w Monako, gdzie na ulicznym torze Polak uległ tylko kierowcom Red Bulla. – Ten wyścig był dawno temu – niczym mantrę powtarzał zawodnik Renault. – W Formule 1 wszystko bardzo szybko się zmienia. Jeszcze cztery miesiące temu moglibyśmy liczyć na dobry występ na ulicznym torze, ale teraz nie mamy szans na walkę z pierwszymi trzema zespołami.
Jego przewidywania się sprawdziły. Ósme miejsce wywalczone w kwalifikacjach – nie tylko za kierowcami trzech najmocniejszych ekip, ale także za Rubensem Barrichello z Williamsa i Nico Rosbergiem z Mercedesa – to było jego zdaniem maksimum. – Nie powinniśmy oczekiwać niczego więcej – mówił Kubica po kwalifikacjach. – Jestem zadowolony, bo uważam, że wyciągnąłem z naszego samochodu prawie wszystko, co się dało. Podobnie było w końcówce wyścigu – Polak jechał na szóstej pozycji, kiedy na 46. okrążeniu zaliczył nadprogramowy zjazd do boksu, aby zmienić przebitą prawą tylną oponę i spadł na 13. pozycję. Szybko poradził sobie z Jaime Alguersuarim, następnie zebrał brawa od dziennikarzy za wyprzedzenie Sebastiena Buemiego i chwilę potem wyrzucił z pierwszej dziesiątki Witalija Pietrowa. – Opony Massy mają 50 okrążeń – usłyszał następnie od inżyniera wyścigowego, Simona Renniego. Świetnie wykorzystał przewagę świeżego ogumienia i wyprzedził kierowcę Ferrari. Okrążenie później był już ósmy, po zwycięskim pojedynku z Nico Hulkenbergiem. Nie poprzestał na tym i rundę później wspaniałym atakiem od zewnętrznej poradził sobie z Adrianem Sutilem – szóstym wyprzedzonym przez niego kierowcą w ciągu dziesięciu okrążeń. Ostatecznie nieplanowany zjazd kosztował go tylko jedną pozycję, straconą na rzecz Rubensa Barrichello.Na początku wyścigu Polak poradził sobie z ruszającym dwie pozycje przed nim Brazylijczykiem i dobierał się do Nico Rosberga, ale ostatecznie musiał pozostać na siódmej pozycji. W ścisłej czołówce nie doszło do żadnych zmian i walcząca o mistrzowski tytuł piątka kierowców utrzymała swoje pozycje. Fernando Alonso jechał przed Sebastianem Vettelem, dalej pędził duet McLarena – Lewis Hamilton przed Jensonem Buttonem – i pierwszą piątkę zamykał lider punktacji, Mark Webber. Po trzech okrążeniach tradycyjnie na torze pojawił się samochód bezpieczeństwa – Vitantonio Liuzzi z Force India zatrzymał swój samochód za szykaną Singapore Sling. Wielu kierowców wykorzystało neutralizację do zmiany opon na twarde, z zamiarem przejechania na nich reszty wyścigu. Z czołówki taki manewr wykonał tylko Webber i dzięki temu Kubica przesunął się do pierwszej szóstki. Ściganie wznowiono po trzech okrążeniach. Uwaga wszystkich skupiła się na Australijczyku, który po zmianie opon spadł na jedenastą lokatę, ale z taktycznego punktu widzenia stał na niezłej pozycji. Gdyby do końca wyścigu nie było już neutralizacji, czołówka musiałaby zmieniać opony w czasie jazdy tempem wyścigowym, tracąc więcej czasu niż podczas jazdy za samochodem bezpieczeństwa. Jeśli kierowca Red Bulla zdołałby utrzymać kontakt z czołówką, nie tracąc do lidera więcej niż 20 sekund, miałby szansę na objęcie prowadzenia. – Możemy z tego wyjść – usłyszał Webber tuż przed restartem i szybko poradził sobie z Timo Glockiem, a po ładnej walce wyprzedził także Kamuiego Kobayashiego, przebijając się na dziewiątą pozycję. Na jedenastym okrążeniu kierowca Red Bulla zyskał kolejną lokatę, wyprzedzając Michaela Schumachera po błędzie byłego mistrza świata w trzecim zakręcie. Vettel tymczasem usłyszał przez radio niepokojącą wiadomość o przegrzewajacych się hamulcach. Rok temu wybuch tarczy hamulcowej wykluczył z wyścigu Webbera, zatem wicelider wyścigu miał poważne powody do zmartwienia. Tymczasem na celowniku Australijczyka znalazł się Barrichello. Nie miał jednak sposobu na wyprzedzenie najbardziej doświadczonego zawodnika w stawce i szansa na zysk po wczesnej zmianie opon powoli gasła. Kiedy przewaga liderującego Alonso wzrosła do pół minuty, stało się jasne, że Webber tego wyścigu nie wygra. – Ścigasz się z Lewisem, dzieli was 25 sekund – usłyszał Mark przez radio na 22. okrążeniu. Aby mieć szansę na podium, musiałby jednak poradzić sobie z Barrichello... O tym, jak trudne jest wyprzedzanie w ulicznym labiryncie Marina Bay, przekonali się kierowcy, którzy spędzili ponad 10 okrążeń za Timo Glockiem. Niemiec długo utrzymywał jedenastą pozycję, a kolejka dużo szybszych samochodów za nim nie mogła znaleźć sposobu na pokonanie kierowcy Virgina. Trudności z wyprzedzaniem w połączeniu z koniecznością chłodzenia poszczególnych podzespołów samochodów, z naciskiem na hamulce, sprawiły, iż kierowcy nie naciskali się nawzajem i odstępy między zawodnikami czołówki wzrosły do ponad trzech sekund. Jadący z przodu kierowca blokuje dopływ strugi powietrza, która pomaga zapobiec przegrzewaniu się silnika czy hamulców. Lepiej jest pozostać na swojej pozycji i uratować punkty, niż podejmować ryzykanckie próby ataku i dodatkowo narazić się na defekt auta. Dlatego morderczy, trwający niemal dwie godziny wyścig, zamienił się w procesję. Kierowcy chcieli po prostu dowieźć samochody do mety. Nie odpuszczała tylko pierwsza dwójka – tuż przed półmetkiem wyścigu Alonso i Vettel mieli już prawie pół minuty przewagi nad duetem McLarenów. Jako pierwszy z czołówki na stanowisko serwisowe zjechał Hamilton i po zmianie opon spadł za Webbera. Okrążenie później aleję serwisową odwiedzili Alonso z Vettelem oraz Button, który także stracił pozycję na rzecz lidera klasyfikacji mistrzostw świata. Plan Red Bulla się powiódł i wczesna zmiana ogumienia dała Webberowi awans z piątej lokaty na podium. Kubica i Barrichello jeszcze nie mieli zaliczonej zmiany ogumienia, kiedy na 32. okrążeniu Kobayashi rozbił swojego Saubera o barierę, a przeszkody nie zdołał ominąć Bruno Senna. Po restarcie między liderów zaplątały się dwa samochody Vigrin. Zdublowani kierowcy mają obowiązek ustępować pola, ale najwyraźniej Lucas di Grassi o tym zapomniał i przyblokował Webbera, stwarzając Hamiltonowi szansę do ataku. Kierowca McLarena na prostej przed siódmym zakrętem znalazł się już przed swoim największym rywalem w walce o mistrzowski tytuł, ale twardy Australijczyk nie zamierzał ustępować. Uderzył prawym przednim kołem w lewe tylne samochodu Lewisa i sam pojechał dalej, ale uszkodzenia w McLarenie były zbyt poważne. Wściekły Hamilton, zwycięzca ubiegłorocznej edycji Grand Prix Singapuru, zakończył tym samym swój udział w wyścigu, tracąc pozycję wicelidera mistrzostw. Sytuacja w mistrzostwach nadal jest bardzo wyrównana. Pierwszą piątkę dzieli 25 punktów, czyli równowartość jednego zwycięstwa. Zwycięstwo Alonso pozwoliło mu awansować na fotel wicelidera, kosztem Hamiltona. Kubica utrzymał ósmą lokatę, a kolejne starcie – po krótkim odpoczynku w Europie – odbędzie się za dwa tygodnie na japońskim torze Suzuka. [i]Mikołaj Sokół z Singapuru[/i]
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL