fbTrack

Muzyka

Edyta Bartosiewicz i Courtney Love na Orange Warsaw Festiwal

Edyta Bartosiewicz znów jest w kapitalnej formie wokalnej
Fotorzepa, Danuta Matloch Danuta Matloch
Warsaw Orange Festival. Rewelacyjny powrót Edyty Bartosiewicz. Courtney Love dała pokaz rockowego luzu
– To co: gramy? – zapytała Edyta Bartosiewicz, wchodząc na estradę. Jakby jeszcze droczyła się z fanami czekającymi na nią dziesięć lat. Albo żartowała z tych, którzy do ostatniej chwili podawali w wątpliwość jej comeback.
Ubrana w skórzaną kurtkę biodrówkę, dżinsy i kozaki emanowała spokojem. Była zrelaksowana, pewna siebie. Uśmiechała się z błyskiem w oku – pod brwiami zrośniętymi jak dawno zagojona rana. Przed laty Grzegorz Ciechowski napisał dla Lady Pank słowa przeboju "Zostawcie Titanica". Prosił, by nie dręczyć pasażerów legendarnego liniowca, bo oni śnią swój niezatapialny sen, bawią się i tańczą.
Byli tacy, którzy myśleli już o Edycie jak o "Titanicu" polskiego rocka. Mówili, że odpłynęła od nas zbyt daleko, by móc powrócić. A może nawet poszła na dno. Tymczasem śniła swój niezatapialny sen. Płynęła wolniej, ale trzymając azymut. Uparcie, własną drogą, zmierzając do portu. Wracając, zaśpiewała w sobotę "Madame Bijou", piosenkę o tytule nawiązującym do jednej z bohaterek filmu Jamesa Camerona. [srodtytul]Lodowa góra samotności [/srodtytul] Ze sceny popłynęła przepiękna liryczna kompozycja o samotności. Edyta Bartosiewicz śpiewała o niej wiele razy. Nawet wtedy, gdy nie była sama. Samotność była jak lodowa góra, o którą rozbijały się wszystkie marzenia i plany. W "Madame" pojawił się promyk nadziei, a wręcz pewność, że znajdzie miłość życia: znajdzie się w ramionach ukochanego mężczyzny. Przygotowując program sobotniego koncertu, Bartosiewicz napisała pamiętnik ostatniej dekady i wcześniejszych lat. "Dokąd odeszłaś/Moja piękna/Co z tobą stało się" – śpiewała na przywitanie słowa "Niewinności". Premiera tej piosenki odbyła się w 2002 r. Zapowiadała kolejną płytę. Musieliśmy się zadowolić teledyskiem. "Chciałbyś chociaż przez chwilę wstrzymać zegar bezlitosny (...) Wskazówkę ujmij w dłoń i cała wstecz!" – przypomniała chwilę potem słowa "Zegara". Rówieśnicy wokalistki mogli się poczuć, jakby naprawdę cofnął się czas. A potem pomyśleć tak jak ona: "Cała naprzód!". Okazji dostarczył dynamiczny "Szał", w zmienionej aranżacji, z mocniejszą perkusją. Zgodnie z tym, co śpiewała – rozpierała ją energia. Była w kapitalnej wokalnej formie. Między piosenkami rozmawiała z fanami – w większości o wiele od niej młodszymi – o tym, że gdyby nie ich wsparcie, trudno byłoby powrócić. Przypomniała "Tatuaż", ale zaskoczyła też piosenkami wcześniej niegranymi – własną interpretacją "Just the Way It Is, Baby" grupy The Rembrandts i drugą premierową kompozycją "Upaść, żeby wstać". Ma to być pierwszy singel z nowej płyty "Tam, dokąd zmierzasz". "Jenny" nie straciła mocy. A po "Ostatnim" Bartosiewicz musiała bisować aż cztery razy. Usłyszeliśmy m.in. przepiękny "Blues for You" i "Skłamałam". Tytułu nie trzeba brać zbyt dosłownie. Powrót Bartosiewicz już jest faktem. Teraz czas na płytę. [srodtytul]Głód rocka [/srodtytul] Courtney Love przedstawiła się słowami przeboju The Rolling Stones "Sympathy for the Devil". Śpiewała zniszczonym głosem Marianne Faithfull i brzmiała równie znakomicie jak ona: mocno, ostro, zdecydowanie. Zaraz potem wykonała "Skinny Little Bitch" z najnowszej płyty. Imponowała swobodą, profesjonalizmem, odwagą. W pewnym momencie zapytała, co chcemy usłyszeć. Kiedy fani zażądali "Jeremy" – zaśpiewała przebój Pearl Jam nie gorzej niż Eddie Vedder. Kilka bisów zagrała na akustycznej gitarze. Najmocniej zabrzmiał finałowy "Never Go Hungry". Courtney zaspokoiła nasz apetyt na rocka.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL