fbTrack

Publicystyka

Ostatni tydzień oczami Rafała Ziemkiewicza

Rafał A. Ziemkiewicz
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Ostatni wakacyjny wypad dobiegł końca, trzeba na powrót zanurzyć się w naszym politycznym bajorku i zobaczyć, czego naniosły ostatnie dni
Więc przeglądam zaległą prasę. TVP ma dwa zarządy… normalka. Żona jednego z ministrów dostała bez przetargu od jego kolegi z rządu kontrakt na 7,5 miliona… Normalka, zresztą, co to jest 7,5 miliona? Na waciki kosmetyczne. Kolega obu ministrów Stefan Niesiołowski orzeka, że Jarosław Marek Rymkiewicz jest grafomanem, bo napisał o „złodziejach” ? pogratulować, że były symbol katolickiego fundamentalizmu tak od razu bezbłędnie rozpoznał w tym ferajnę, w którą zaprowadziła go obsesyjna nienawiść do Kaczyńskiego… Też nic zaskakującego, wciąż ten sam niesmak, że media męczą człowieka autentycznie chorego psychicznie, którego Tusk zrobił wicemarszałkiem Sejmu chyba dla jaja, jak Kaligula konia senatorem.
CBŚ ściga zorganizowaną grupę przestępczą, która podkradała kruszywo spod autostrady A-1. Hm, prawdę mówiąc, ściganie grupy, która okrada budowy autostrad interesuje mniej, niż tej, która na uruchomienie tych budów przyznawała koncesje. A tu: polskie koleje potrzebują 47 miliardów złotych, aby „przywrócić liniom kolejowym parametry, do których zostały zaprojektowane”, oznajmił w wywiadzie prezes PKP/PLK, jednej z niezliczonych spółek, które, jak robaki z trupa, wyroiły się w III RP z peerelowskich Polskich Kolei Państwowych, każda dźwigając wieloosobowe zarządy, rady nadzorcze i z punktu obrastając wysysającymi z nich państwową kasę spółkami i spółeczkami krewnych i znajomych. Znaczące, że mówimy już nie o „modernizacji” polskich kolei, nie o żadnych tam „szybkich pociągach” na wzór francuskich TGV, mówimy o przywracaniu parametrów, do których te tory były projektowane – a były projektowane za głębokiej komuny, jeśli nie za zaborców. I nawet to przywracanie okazuje się ponad siły. Za czasów Wokulskiego tzw. koleją wiedeńską z Warszawy do Łodzi jechało się godzinę i kwadrans, pięć lat temu dwie i pół, ale po długotrwałej modernizacji i zakupie nowoczesnych składów udało się prawie już dorównać czasom carskim – jedzie się półtorej godziny. Za to jedna czwarta torów jest w takim stanie, że pociągi mogą po nich jechać tylko w tempie roweru ? 30 kilometrów na godzinę. Ale, pociesza prezes, można je przeznaczyć dla pociągów towarowych, tam prędkość jazdy nie jest taka ważna. Pomysł jak pomysł, trzeba jakoś kombinować, jak się jest prezesem, bo 47 miliardów po str0nie „ma” nie znajdzie w budżecie żaden Sherlock Holmes. Też normalka. Normalką jest i fakt, że niemal wszystkie gazety radośnie informują nas o wspaniałym wzroście PKB – jest trzy procent a będzie jeszcze lepiej. Słaby złoty pomaga i pieniądze z Unii. Kto nie bardzo wie, co mierzy wzrost PKB i co z tego wynika, może się cieszyć. Natomiast oficjalne dane ze strony ministerstwa finansów o wzroście zadłużenia na czołówki gazet nie trafiają. Bo i po co? Że w czerwcu zadłużaliśmy się tempie 300 milionów złotych dziennie? 9 miliardów w ciągu jednego tylko miesiąca? 668,2 mld na dzień 30 czerwca 2010 (a i to grubo zaniżone kreatywną księgowością ministra Rostowskiego). Chce się komuś przeliczyć, ile to na głowę? Rząd Tuska rozpaczliwie zaciąga długi już tylko na bieżącą spłatę odsetek. W tym tempie oficjalny plan, czyli, jak pięknie nazwał to Krzysztof Rybiński, „strategia gołodupców”, zakładająca, że dzięki wyprzedaniu do imentu majątku publicznego za pięć lat utrzymamy dług na poziomie „zaledwie” 900 miliardów, wydaje się dalece nazbyt optymistyczny. Po pierwsze, skoro weszliśmy już w takie rolowanie odsetek, to nawet autentyczny i wysoki wzrost gospodarczy nie wygeneruje wystarczających wpływów do budżetu, a po drugie, nawet poniżej biliona finanse państwa po prostu się załamią. Chyba, że ktoś z zewnątrz w porę przechwyci podstawowe instrumenty do sterowania tym żywiołem. Wtedy będziemy mieli historyczną powtórkę sytuacji, którą najbardziej uwielbiamy: okupant Starynkiewicz buduje nam kanalizację i oświetla ulice, a Polacy piją, grają Szopena i narzekają na swe geopolityczne przekleństwo. W związku z tym cała ożywiona dyskusja o OFE nie ma żadnego sensu. Wizja OFE jako niezależnych instytucji pomnażających powierzone im pod państwowym przymusem kapitały obywateli, każdego z osobna, to już od dawna pic i narracja. OFE pakują państwa składki w przytłaczającej większości w państwowe obligacje. Każdy z państwa mógłby sobie sam iść na pocztę i kupić te obligacje, które i tak prędzej czy później staną się stertą papieru, ale wtedy krewni i znajomi z OFE nie dostaliby od takiego zakupu swoich 7 procent. Dlatego OFE muszą być. No, i po to, żeby Tusk mógł się pobawić w Putina czy Łukaszenkę i publicznie zrugać ich szefów, że źle zarządzają. Piszę „pobawić się”, bo Putina czy Łukaszenki dyrektorzy kołchozów i kombinatów mają powód autentycznie się bać, a Tusk groźny jest tylko dla zwykłych, uczciwych obywateli. Tym dobrze poustawianym może sobie pourągać dla piaru, ale to wszystko, co im może. Przy okazji owego rugania Tusk ogłosił kolejny wiekopomny pomysł ? żeby emerytury waloryzować kwotowo, a nie procentowo. Taki z niego liberał ? każdemu równo. A wynika z tego to właśnie, co się rymuje, ten pomysł miał już PiS (wtedy oczywiście był to oburzający populizm, teraz już jakby nie oburza), ale z punktu wyjaśniono mu, że sprawę uwali Trybunał. Emerytury to nie zasiłki, tylko prawa nabyte, od dziesięciu lat wmawia się przecież ludziom, że każdy sam zarabia na swoją emeryturę, każe obliczać kapitały początkowe etc. – oczywiście, że to wszystko pic, ale pod ten pic ustawiono prawo. Znając Tuska i jego chłopców z podwórka sądzę zresztą, iż to, co zniechęciło PiS do forsowania głupiego pomysłu, ich właśnie zachęca. Narobią z całą swą medialną psiarnią huku, jak to rząd chce dobrze zrobić emerytom, wszystkim po równo, a potem rozłożą ramiona ? no bo tak dobrze chcieliśmy, a ten pisowski Trybunał konstytucyjny nie pozwolił. Od czasu orzeczenia w sprawie ubeckich emerytur nie jest to już bowiem ten jedynie słuszny TK od uwalania lustracji, który nie podlegał krytyce, a wątpliwości wobec jego nieomylnych wyroków były zamachem na demokrację. Teraz to trybunał pisowski i wolno, a nawet trzeba wykazywać jego szkodniczą rolę. O czym tu pisać na warszawskim bruku? Wszystko po staremu, nic nowego, jak w żydowskim kawale ? piesek wpadł pod koła… Nie będę opowiadał, kto chce, niech se wygugla. A propos – „Dziecko z google’a” to tytuł filmu dokumentalnego, który przypadkiem obejrzałem w tiwi akurat po powrocie. O jednym obrotnym gościu z Izraela, który uruchomił globalny biznes na dzieciach z próbówki. Bogaci klienci z Zachodu chcą sobie zrobić dzidziusia, a to jedna 57-letnia pani czuje się samotna, a to parka perwersów ma życzenie posiadać bliźniaki, ale tak, żeby jeden był z plemnika pana-pana, drugi zaś pana-pani, co oczywiście nie jest problemem, firma wszystko załatwi, w Europie angażuje dawczynię jajeczek (jak ją naszprycować odpowiednimi hormonami, można zebrać ze dwadzieścia o jednego kopa), bo jajeczko i plemnik muszą być białe, potem się te sekrecje w Indiach implantuje kolorowym „surogatkom”, bo kolorowe są tańsze w utrzymaniu, a żeby przyoszczędzić, implantuje się jednej od razu kilka embrionów. Jeśli przypadkiem przyjmie się więcej niż jeden, to się nadmiar abortuje. Pomyślałem sobie, że powinien sobie obejrzeć ten film autor bon-motu „jestem katolikiem, a więc jestem za życiem, a więc popieram in vitro” ? ale nie będę się upierał. Film zrobiony był w duchu zachwytu nad organizatorem całego przedsięwzięcia, jak to przedsiębiorczy człowiek uszczęśliwia ludzi z całego świata – bogaci perwersi dostają dzidziusia na obstalunek, służba zdrowia w kraju rozwijającym się dostęp do najnowocześniejszych technologii, kolorowa biedota pieniądze na posag dla córki etc. Nasz „wesoły Bronek” zaprezentował się już wielokrotnie jako tej klasy umysłowość, że zapewne kupiłby ten optymistyczny przekaz. Więc może lepiej mu nie pokazywać. Chyba dla uzyskania (ale po co?) dowodu, że taki sam z niego katolik, jak z Tuska liberał. Trzysta milionów dziennie. Komu smutno i ponuro, niech sobie zajrzy na stronę [link=http://zegardlugu.pl" "target=_blank]zegardlugu.pl[/link], od razu zobaczy najnowsze sondaże we właściwych proporcjach. Najnowsze sondaże: PO może liczyć na samodzielne rządy, prezydent Komorowski cieszy się największym społecznym zaufaniem. Normalka ? jak mawiają Amerykanie, nie ma nic przyjemniejszego, niż jazda do piekła. Ogólną radość mąci tylko świadomość, że w końcu się dojedzie na miejsce, ale kto by się tym przedwcześnie zamartwiał… PS. A dlaczego, zastanawia się miły czytelnik, w tytule jest o niemieckiej filozofii? Przez Jana Pietrzaka, oczywiście, i jego frazę z czasów głębokiego „prylu”: „cały ten interes stoi tylko niemiecką filozofią ? kantem i niczem”.
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL