fbTrack

Edukacja

Student potrafi oszczędzać

Jednym ze sposobów na pokrycie wydatków na studiach jest kredyt studencki
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Zakup podręczników, opłacenie akademika i wpłata czesnego – w nowym roku akademickim studentów czeka sporo wydatków. Jak przetrwać bez rujnowania kieszeni i gdzie szukać oszczędności?
Studenckie życie bywa dość kosztowne. Z najnowszego raportu przygotowanego przez [link=http://SuperStudia.pl]SuperStudia.pl[/link] wynika, że najdrożej jest w Warszawie – średni koszt nauki w stolicy wynosi miesięcznie 2172 zł. Na taką kwotę składa się m.in. opłata za studia, cena wynajmu mieszkania i biletu miesięcznego. Z głównych miast akademickich w rankingu najkorzystniej wypadł Olsztyn (1201 zł) i Białystok (1222 zł). Podobnie jest w Bydgoszczy (1256 zł) oraz Lublinie (1356 zł). Natomiast ceny zbliżone do warszawskich mają m.in. Wrocław (miesięczny koszt studiów to 1657 zł) i Szczecin (1602 zł).
[srodtytul]Cztery ściany z sieci[/srodtytul] Najwięcej pieniędzy pochłania wynajęcie lokum. Szczęściarzami są ci, którzy zdołają załapać się na akademik. Współczesne domy dla studentów nie przypominają już szarych, obdrapanych budynków sprzed 10 lub 20 lat. Nie spotyka się już raczej starych meblościanek, skrzypiących łóżek i koedukacyjnych toalet. W wyremontowanych akademikach jest bezpłatny Internet, w każdym pokoju jest łazienka, a nawet zaplecze kuchenne. Bywają też baseny, siłownie i sauny.
Najtańsze miejsce w dwuosobowym pokoju kosztuje od 260 do 550 zł. Alternatywą jest wynajęcie pokoju lub mieszkania. W tym celu warto przestudiować tablice ogłoszeniowe na wydziale albo sprawdzić oferty ze studenckich biur kwater danej uczelni. Przed rozpoczęciem roku akademickiego nie brakuje ciekawych – co najważniejsze – atrakcyjnych finansowo propozycji. Można też zajrzeć na stronę ogólnopolskiej akcji „Chata żaka” pomagającej studentom w znalezieniu lokum [link=http://www.chatazaka.pl]www.chatazaka.pl[/link] albo przejrzeć serwisy internetowe agencji nieruchomości. Koszt wynajęcia mieszkania jednopokojowego jest różny w poszczególnych regionach Polski i waha się od 800 (w Olsztynie) do nawet 1700 zł (w Warszawie). Najlepszą opcją jest studiowanie w rodzinnym mieście – nie trzeba wtedy wydawać na mieszkanie – czynsz i opłaty pokryją kochani rodzice. – Na co dzień mieszkam razem z mamą, więc wszystkie opłaty mieszkaniowe mam z głowy. Generalnie nie płacę również za artykuły wypełniające moją lodówkę – mówi Bartosz Zaborski, student Politechniki Warszawskiej. [srodtytul]Kuchnia minimum[/srodtytul] Stałą pozycją w studenckich wydatkach jest również koszt biletu komunikacji miejskiej. Za ulgowy trzeba zapłacić od 32 do 50 zł. Żacy potrafią jednak oszczędzać nawet na biletach. Wybierają spacer – mając też siłownię czy fitness gratis. – Dojazdy nic mnie nie kosztują, bo albo korzystam z samochodu – a benzyny nie wliczam nigdy do rachunków, albo jeżdżę na gapę – opowiada Bartosz Zaborski. – Niemal przez cały rok jeżdżę na rowerze – w ten sposób oszczędzam rocznie kilkaset złotych – przyznaje Weronika Bet, studentka ASP w Poznaniu. Wielu żaków oszczędza też na jedzeniu. Studencką kuchnią rządzą trzy podstawowe zasady: tanio, szybko i smacznie. Na stołach królują głównie „chińskie zupki”, jajka na twardo, makarony, ziemniaki, omlety, parówki, paczkowana wędlina i sery, a także potrawy przywożone z domu: kotlety mielone, zrazy i gołąbki. – Unikam jedzenia na mieście, raz na trzy dni gotuję zupę i wtedy codziennie jem to samo – mówi Weronika Bet. – Lubię gotować i żywić się w domu oraz mieć pełną lodówkę. Na takie zakupy potrzebuję około 300 zł miesięcznie. Nie przepadam za fast foodami – dodaje Bartosz Zaborski z PW. Najtańsze jedzenie można znaleźć w studenckich stołówkach. Są na wielu wydziałach. Dwudaniowy posiłek (zupa plus danie główne) kosztuje od 10 do 15 zł. Kieszeni nie nadszarpną też bary mleczne. Można w nich znaleźć tanie i proste dania „domowe”, takie jak pierogi, pyzy czy kotlet mielony – porcja obiadowa to wydatek rzędu 4 – 8 zł. Niektórzy żacy stołują się też w „chińczykach” i „kebabach” serwujących egzotyczne dania za kilka złotych. Ich jakość pozostawia jednak często wiele do życzenia. Częstymi przegryzkami między wykładami są drożdżówki (ok. 1 zł) bądź też kajzerka z jogurtem lub kefirem (ok. 2 – 3 zł). Wielu studentów zjada też kanapki przygotowane w domu. Niektórzy zaglądają także do popularnych fastfoodowych sieciówek typu Mc Donald’s czy KFC. Za 10 – 14 zł można kupić zestaw (kanapka, frytki i napój). Studenci chętnie odwiedzają też festiwale i kiermasze z żywnością regionalną organizowane w różnych miastach – za darmo można spróbować smakołyków i skosztować tradycyjnych trunków. [srodtytul]Piwko zamiast spódniczki[/srodtytul] Żacy są skłonni jeść za mniejsze pieniądze, bo wolą je wydać na inne przyjemności np. piwo z przyjaciółmi w pubie. W wielu lokalach w określonych godzinach np. 13 – 17 (happy hours) można taniej wypić piwo (3 – 4 zł za 0,5 litra). Dobrym rozwiązaniem jest też kupienie całej zgrzewki piwa w supermarkecie w promocji i delektowanie się trunkiem w zaciszu akademika lub stancji. Studenci rezygnują zazwyczaj z droższych alkoholi, np. wódki czy whisky. Każdy grosz liczą także przy zakupach ubraniowych. Żacy kochają przede wszystkim buszowanie w second handach. W sklepach z używaną odzieżą można znaleźć prawdziwe skarby nawet za kilka złotych. Wiele osób korzysta też z aukcji internetowych, np. serwisu Allegro. Świetnym patentem na uzupełnienie studenckiej garderoby są też sezonowe wyprzedaże (czerwiec – lipiec oraz styczeń – luty) – wtedy ceny ubrań spadają nawet o 70 proc. – Nie wydaję pieniędzy na ubrania, większość rzeczy kupuję w second handach lub na wyprzedażach – potwierdza Weronika Bet. Innym rozwiązaniem są zakupy w popularnych sieciówkach, np. H&M. Niektóre firmy odzieżowe proponują stałe zniżki dla studentów, np. Topshop daje 10 proc. upustu przez cały rok. [srodtytul]Cenny plastik[/srodtytul] Studenci szukają też zniżek w kinach, teatrach i muzeach. Wyszukują np. tańsze seanse w kinach, które odbywają się w ciągu dnia, albo kupują bilety grupowe. Nie gardzą także DVD kupionym w tzw. taniej książce i oglądaniem filmów w domu. Niektórzy rezygnują też z zakupu drogich książek i podręczników – chętnie chodzą do bibliotek i tam korzystają z potrzebnej literatury. Podobne oszczędności robią też przy wydarzeniach kulturalnych. – Jeśli chodzę do galerii lub muzeów, to staram się to robić w dni, kiedy wejście jest bezpłatne – przyznaje Bartosz Zaborski. Często korzystają z uprawnień, jakie daje im legitymacja studencka. – Nasza legitymacja studencka może działać jako Warszawska Karta Miejska. Wygląda jak karta bankomatowa. Można na niej zakodować bilety okresowe, dzięki którym można podróżować autobusem, metrem, tramwajem czy pociągiem – tłumaczy Anna Korzekwa, rzecznik Uniwersytetu Warszawskiego. – Uprawnia również do korzystania z uniwersyteckiej biblioteki. Daje wiele zniżek w komunikacji miejskiej i kolejowej na terenie całego kraju. Dzięki niej można też kupić tańsze bilety do kin, teatrów – dodaje. Warto postarać się o kartę Euro26 student, uprawniającą do ponad 6,5 tys. zniżek na terenie kraju (m.in. w szkołach językowych, restauracjach czy dyskotekach) oraz ponad 10 tys. w całej Europie. Dokument potwierdza też ubezpieczenie zdrowotne w Polsce. Składka za rok wynosi ok. 50 zł. Wiele osób korzysta także z różnych kart lojalnościowych (np. w kawiarniach – zbierając stempelki za każdą wypitą kawę) czy programów partnerskich. Uzbierane punkty można wymienić na nagrody lub bony, albo otrzymać coś gratis (np. darmową kawę). Żacy korzystają też aktywnie ze studenckich kont. Nawet osoby bez stałych dochodów lub z niewielkimi pensjami mogą mieć kartę płatniczą, np. Visa Elektron, lub rachunek oszczędnościowy. Dodatkowo przy zakładaniu konta studenckiego większość banków nie pobiera prowizji, a także obniża lub rezygnuje z opłat za jego prowadzenie. Aby zaoszczędzić na bankowej ofercie, najlepiej zajrzeć do kilku placówek, wziąć ulotki i porównać ceny. [srodtytul]Rozbić skarbonkę[/srodtytul] Pieniędzy na naukę i studenckie wydatki można szukać nie tylko u rodziców, ale także na uczelni. Stypendium się należy, jeśli student osiąga świetne wyniki w nauce lub dochody w rodzinie są niskie. Zasady przyznawania (na cały rok lub na semestr) i wypłacania świadczeń oraz ich wysokość zależą od danej placówki. Szczegóły podane są w regulaminie. – Studenci pochodzący z rodzin o niższych dochodach mają możliwość korzystania ze stypendiów socjalnych, a także mieszkaniowych czy na wyżywienie. Oddzielne stypendia przysługują również osobom niepełnosprawnym – mówi Anna Korzekwa, rzecznik Uniwersytetu Warszawskiego. – Dla najlepszych są stypendia naukowe. Przysługują osobom, które osiągają średnią ocen powyżej 4,0. Z danej jednostki dydaktycznej otrzymuje je od 10 do 15 proc. studentów – tłumaczy. W całym kraju pomoc socjalną otrzymuje 237 tysięcy studentów, a stypendium za wyniki w nauce lub w sporcie – 247 tysięcy. Stypendium naukowe na uczelniach publicznych wynosi średnio 343 zł, stypendium socjalne ponad 240 zł. Studencki budżet można podreperować także dorywczą pracą. Nawet student „dzienny” jest w stanie wygospodarować w ciągu dnia kilka godzin na dodatkowe zajęcie. Bardzo popularnym zajęciem jest praca w barze, pubie lub restauracji. Pensja bywa wprawdzie niska (od 800 do 1200 zł), ale niezłe dochody można osiągnąć z napiwków. Można też rozdawać ulotki, udzielać korepetycji, opiekować się dzieckiem, sprzątać albo zostać DJ-em. Ofert można szukać m.in. w biurach karier działających przy wielu uczelniach. – Dorabiam już od początków liceum. Na początku było to zajęcie czysto hobbistyczne. A w trakcie studiów dziennych udało mi się nawet przez jakiś czas pracować na pełny etat. Na zarobki nigdy nie narzekałem. Ich wysokość zazwyczaj zależna była i jest od moich potrzeb i motywacji, ale jak się sprężę i warunki są sprzyjające, udaje mi się zarobić grubo ponad średnią krajową – komentuje Bartosz Zaborski. Innym sposobem na pokrycie wydatków jest kredyt studencki. Mogą się o niego ubiegać wszyscy studenci bez względu na typ uczelni (publiczna, niepubliczna) i formę studiów (studia stacjonarne, niestacjonarne). Muszą jednak rozpocząć studia przed ukończeniem 25. roku życia. Pierwszeństwo mają osoby w trudnej sytuacji materialnej. Pożyczka jest wypłacana przez 10 miesięcy w roku akademickim maksymalnie przez sześć lat, a w przypadku studiów doktoranckich – przez cztery. Spłata kredytu rozpoczyna się dwa lata od daty ukończenia studiów. Może być umorzony w 30 proc. żakom, którzy są w grupie najlepszych absolwentów uczelni, a nawet w 100 proc. osobom, które są w bardzo trudnej sytuacji życiowej. O pożyczkę można wystąpić m.in. do banku PKO Bank Polski lub Pekao SA. Studenci mogą też korzystać z tanich wyjazdów zagranicznych np. poprzez uczestnictwo w programach typu Work & Travel czy Erasmus. Program „Pracuj i zwiedzaj” daje możliwość legalnej pracy w USA oraz podróżowania po kraju. W czasie wyjazdu można doskonalić język angielski, poznać ludzi z całego świata oraz zobaczyć najbardziej interesujące miejsca w Stanach. Z kolei w ramach programu Erasmus studenci mają możliwość mieszkania i studiowania przez rok lub pół roku za granicą.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL