fbTrack

Plus Minus

Ułożony radykał

Jarosław Kaczyński i Antoni Macierewicz znają się od 1977 roku
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Gdy Antoni Macierewicz chce zakosztować samotności, ucieka w Gorce. Ma tam chatkę szałas, w której odizolowuje się od świata polityki. W ubiegłym roku spędził w niej latem kilka tygodni. Teraz się obawia, że do górskiej chatki nie pojedzie.
Jest człowiekiem bardzo rodzinnym, jak zgodnie mówią jego znajomi. I w prywatnych kontaktach bardzo ułożonym. Takie oblicze Macierewicza musi dziwić tych, którzy znają go tylko z występów w mediach.

W lipcu został przewodniczącym zespołu ds. katastrofy smoleńskiej. I choć zespół ma działać rok, Macierewicz uważa, że każdy stracony dzień może oznaczać groźbę utraty dowodów bądź ich części. Chodzi o zabezpieczenie terenu, znajdujących się tam szczątków itp.
W miniony piątek Macierewicz poleciał do USA. Po co? – No comments – odpowiada „Rzeczpospolitej”.
Cel tej podróży wydaje się jednak jasny. Chce zapewne przygotować wizytę Petera T. Kinga, wpływowego kongresmena z Nowego Jorku. Wszystko wskazuje na to, że King spotka się we wrześniu z zespołem wyjaśniającym katastrofę. Ma pomóc parlamentarzystom w tym, by międzynarodowe organizacje nadzorowały prace rosyjskiego MAK i aby Amerykanie przekazali Polsce wszystkie możliwe materiały, które pomogą w śledztwie dotyczącym tragicznego lotu prezydenckiej delegacji. – Mamy już potwierdzenie, że pan senator będzie u nas na początku września – zapewnia Macierewicz. Wizyta Kinga może być o tyle ważna, że jest on autorem istotnej dla Polski rezolucji. Domaga się w niej, aby obie izby amerykańskiego parlamentu opowiedziały się za tym, żeby przyczyny smoleńskiej katastrofy zbadały niezależne międzynarodowe instytucje. [srodtytul]Twarz PiS[/srodtytul] Odkąd w połowie lipca Macierewicz został przewodniczącym zespołu, niemal codziennie pojawia się w mediach. Nieobecny publicznie podczas kampanii prezydenckiej teraz stał się główną twarzą PiS. W ostatniej kampanii Jarosława Kaczyńskiego był „schowany”, bo sztab postawił na miękki wizerunek prezesa PiS. Macierewicz z publicznym image radykała nijak do tego wizerunku nie pasował. – Przez lata postać Macierewicza zdiabolizowano, a on przystał na taki wizerunek – ocenia Eryk Mistewicz, konsultant polityczny. Czy to oznacza, że po 10 kwietnia Macierewicz w ogóle nie funkcjonował politycznie? Oczywiście, że nie. Był aktywny już w pierwszym dniu po katastrofie. Kontaktował się z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze ze Smoleńska. Pojechał tam pociągiem z grupą parlamentarzystów, dla których tak jak dla niego zabrakło miejsca w prezydenckim samolocie. Próbował radzić prezesowi, m.in. jak kontaktować się z Rosjanami. A gdy wrócił do Polski, od razu zainteresował się losem swojego aneksu do raportu z weryfikacji WSI, który od wielu miesięcy leżał w sejfach prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego. I w ogóle tym, co się działo w kancelarii Lecha Kaczyńskiego, nagle osieroconej. Miał tam przyjaciół, jak choćby Jana Olszewskiego, prezydenckiego doradcę. I choć podczas samej kampanii Jarosława nie był członkiem sztabu, pomagał mu. – Przygotowywał merytorycznie prezesa do wystąpienia w sprawie gazu łupkowego – ujawnia sztabowiec europoseł PiS Ryszard Czarnecki. – Ściągał różne informacje, m.in. od Brytyjczyków – dodaje. Macierewicz zapowiedział, że wstąpi do PiS. Dotychczas nie był członkiem tej partii. Stał na czele stworzonego przez siebie Ruchu Katolicko-Narodowego. Tak było, gdy był weryfikatorem WSI i wiceministrem obrony narodowej w rządzie PiS. Tak było też, gdy z sukcesem startował z list partii Kaczyńskiego do Sejmu w 2007 roku. Oprócz niego z Ruchu Katolicko-Narodowego do parlamentu weszła jeszcze jedna osoba – Krystyna Grabicka. Dlaczego teraz zdecydował się na akces? Tłumaczy, że po smoleńskiej tragedii siły niepodległościowe powinny się łączyć, zgodnie z zasadą „wszystkie ręce na pokład”. Do PiS we wrześniu ma się przyłączyć nie tylko sam Macierewicz, ale i Ruch, któremu prezesuje. Co charakterystyczne, wszystkie kolejne partie, które zakładał, gdy wyrzucono go z ZChN w 2004 roku, miały w nazwie słowo „ruch”. [srodtytul]Kontakty z Kaczyńskim[/srodtytul] Z Jarosławem Kaczyńskim znali się od 1977 roku, gdy ten przyniósł swój tekst do „Głosu”, pisma, które współzakładał w czasach KOR razem z Adamem Michnikiem. Relacje z Michnikiem szybko jednak przerodziły się we wzajemną wrogość, która trwa do dziś. Lewica KOR-owska zarzucała Macierewiczowi, że przywłaszczył sobie „Głos”. Ale „przywłaszczył” go sobie na tyle skutecznie, że wydaje go do dziś. Teraz jednak już tylko w formie internetowej. Trwająca od ponad 40 lat znajomość z Kaczyńskim, choć dość bliska, nie przerodziła się w przyjaźń. Obaj zresztą mają sporo podobnych cech charakteru. Kaczyński w „Alfabecie braci Kaczyńskich” ocenił Macierewicza tak: „Sprawiał wrażenie człowieka o wyraźnie wodzowskim zacięciu”. To dość trafna ocena. Potrzeba bycia wodzem tkwiła w nim zawsze. Walczył o przywództwo podwórkowej drużyny w dzieciństwie, chciał być liderem kolejnych ugrupowań, które współzakładał. Gdy to się nie udawało, odchodził. Jako szef kontrwywiadu wojskowego miał wizytówkę, na której pod jego nazwiskiem znajduje się tylko jedno krótkie słowo – „szef”. Sam Macierewicz obrusza się jednak, gdy przypisuje mu się skłonności do szefowania. Obraził się nawet na mnie, gdy w jednym z tekstów opisałam tę wizytówkę. Jeszcze większą jego irytację budzą teksty o nim, w których opisywany jest jako nieustraszony tropiciel spisków. To opis w wersji light. Bo w wersji hard pojawiają się takie określenia, jak oszołom, człowiek z nienawiścią w oczach, niebezpieczny fanatyk. Prasa rzeczywiście Macierewicza nie oszczędza, kreując go na czarnego luda polskiej polityki. Gdy został szefem smoleńskiego zespołu i zaczął pojawiać się niemal co dzień w mediach, główne tygodniki przedstawiały jego obszerne sylwetki. I mimo że były różne, choć zdecydowanie negatywne, zawsze pojawiały się w nich dwa wątki. Wypowiedzi o Macierewiczu zamieszczone w książkach Jacka Kuronia. I zafascynowanie Che Guevarą. Niektórzy dziennikarze pisali nawet, że Macierewicz dostał za swoją pracę magisterską nagrodę jego imienia. To nieprawda. Kuroń faktycznie nazwał go kiedyś człowiekiem chorym z nienawiści, a w swoich wspomnieniach pisał o Antku, który ma szaleństwo w oczach. Ale jest to tylko jedna z tysięcy ocen wystawionych Macierewiczowi. [srodtytul]Moment przełomowy[/srodtytul] Na czarną etykietę Macierewicz zapracował sobie, gdy jako szef MSW w 1992 roku ujawnił listę zasobów archiwalnych, nazywaną listą agentów. Umieścił na niej nie tylko ówczesnego prezydenta Lecha Wałęsę, ale także marszałka Sejmu i szefa ZChN, czyli partii, do której należał. Macierewicz do dzisiaj z tamtej decyzji się nie wycofuje (choć sąd lustracyjny Chrzanowskiego z tych zarzutów oczyścił). Uważa ją jednak za jedną z najtrudniejszych w swoim życiu. Wielu polityków i media nie mogą Macierewiczowi tamtych działań zapomnieć. Pamiętają łzy i rozpacz tych, którzy znaleźli się na liście. Jerzy Wenderlich (SLD) twierdzi jednak przewrotnie, że Macierewicz stał się w ten sposób kilerem lustracji. Posuwa się nawet o krok dalej. – Wszyscy TW (tajni współpracownicy – red.) powinni go wziąć na swojego patrona, bo strywializował lustrację. Ale tak jak w każdej sprawie związanej z Macierewiczem, także w tym przypadku zdania są podzielone. Część polityków i komentatorów uważa, że gdyby nie tamta akcja Macierewicza, lustracji w Polsce w ogóle by nie było. [srodtytul]Drugi come back[/srodtytul] Przez następne lata Macierewicz jest raczej na obrzeżach polityki. Do Sejmu w 1997 roku dostaje się z list Ruchu Odbudowy Polski Jana Olszewskiego. Podobnie zresztą jak Kaczyński, który nie chciał startować z ramienia AWS. W następnej kadencji z list LPR, której patronem był ks. Tadeusz Rydzyk, dyrektor Radia Maryja. Szybko rozstaje się z Romanem Giertychem, rzeczywistym szefem Ligii. Spotykają się jednak w sejmowej komisji śledczej ds. Orlenu. I tam zaczynają kolejną rywalizację, kto będzie lepszym śledczym, częściej pokazywanym przez media. Mrówcza praca Macierewicza w tej komisji sprawiła, że ponownie ściągnął na siebie światła jupiterów. Obok Giertycha był jej największą gwiazdą. Do następnego Sejmu z list swojego Ruchu jednak się nie dostał. Mimo wsparcia ks. Rydzyka, który uczynił go jednym z najczęściej występujących gości. Powrócił jednak na pierwsze strony gazet, gdy premier Kaczyński mianował go w 2006 roku weryfikatorem WSI. Znowu robił to, co lubi najbardziej. U Macierewicza na każdym kroku przebija dusza historyka. Jest nim nie tylko z wykształcenia. Skłonność do przeszukiwania dokumentów przejawiła się także w jego pracy szefa komisji weryfikacyjnej. Spędził setki godzin, buszując w archiwach WSI. – Jeśli trzeba rąbać las, to wysyła się drwala, a nie baletnicę – wyjaśniał wtedy tę kontrowersyjną dla wielu nominację strateg PiS Michał Kamiński. Bo skłonność do siedzenia w papierach nie ma w przypadku Macierewicza nic wspólnego z zamiłowaniami mola książkowego. Jego raport z weryfikacji WSI stał się kolejnym megawydarzeniem politycznym. Po jego publikacji przez prezydenta Kaczyńskiego posypała się fala pozwów sądowych. Sądy powództwa wobec Macierewicza oddalają, najczęściej nakazują przeprosić osoby umieszczone w raporcie Ministerstwu Obrony Narodowej. Ostatnio Macierewicz wygrał w sądzie najwyższym proces z TVN, związany z tym, co o ludziach wymienionych w raporcie mówił w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”. I zaczął się pojawiać w TVN i TVN 24, czego od lat nie robił. [srodtytul]Dlaczego Macierewicz[/srodtytul] Nim formalnie został przewodniczącym smoleńskiego zespołu, już gromadził różne dokumenty w tej sprawie. Zespół był jego pomysłem. Nie chce potwierdzić, że była to indywidualna decyzja Jarosława Kaczyńskiego. Tylko konsultowana z różnymi kolegami, którzy ją zaakceptowali. Znając jednak Jarosława Kaczyńskiego, to oczywiste, że on zapalił zielone światło dla zespołu i jego szefostwa przez Macierewicza. Z jakiego powodu tak zrobił, choć zapewne ma pełną świadomość, jak Macierewicz jest odbierany przez opinię publiczną? W wyjaśnieniu tej sprawy moi rozmówcy są dość zgodni. Profesor Jadwiga Staniszkis: – Macierewicz ma bardzo cenną wiedzę o mechanizmach działania państwa i służb specjalnych, jest bystry i nastawiony na walkę, inteligentnie kompiluje dostępne dane, potrafi naciskać na polityków. – W ekstremalnych sytuacjach potrzeba ekstremalnych rozwiązań – dodaje. Ma jednak nadzieję, że PiS powraca do koncepcji dwutorowości. Z jednej strony liberalizmu widocznego w kampanii, a z drugiej radykalizmu, który uosabia Macierewicz. Marek Migalski, europoseł PiS: – Wzrastająca rola Macierewicza jest kontynuacją uznania, że wyjaśnienie tragedii smoleńskiej jest priorytetowe. Cenię jego radykalizm w dociekaniu do prawdy i niezłomny charakter. Cieszę się jednak, że występuje ostatnio w mediach co drugi dzień, a nie codziennie. Bo inaczej może tak się stać, że jeśli nawet wnioski jego zespołu będą porażające, to nikt może w nie nie uwierzyć. Nawet lewicowy polityk Wenderlich, który w młodości grał w zespole bigbitowym wynajmowanym przez ks. Rydzyka, ocenia, że uczynienie Macierewicza przewodniczącym było dla Kaczyńskiego decyzją bolesną, ale również racjonalną. – Teraz Janusz Palikot musi walczyć nie tyle z PiS, ile z Macierewiczem. W ten sposób PiS się od Palikota uwalnia.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL