fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Moskwa ociepla klimat

Prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew przy każdej okazji podkreśla, że zależy mu na zagranicznych inwestorach
AP/Ria Novosti
Iwona Trusewicz
Władze na Kremlu próbują przekonać zagranicznych inwestorów, że robić biznes w Rosji będzie coraz łatwiej. Jednak będzie to wymagało nie tylko zmian w prawie, ale i mentalności urzędników różnych służb
Poprawienie warunków dla zagranicznych inwestorów to najważniejsze zadanie, które stoi dzisiaj przed Rosją – mówił prezydent Dmitrij Miedwiediew podczas Międzynarodowego Forum Ekonomicznego w Petersburgu.
W wystąpieniu nie było zwyczajowej krytyki dolara jako waluty światowej czy ataków na Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Przeciwnie, Rosja prezentowała światu postawę otwartą i przekonywała: zmieniliśmy się.
Czy na pewno?
[srodtytul]Doing business in Russia [/srodtytul]
O kulisach biznesu w Rosji mało kto mówi otwartym tekstem, w myśl starej maksymy „ciszej jedziesz, dalej zajedziesz”.
Ale ostatnio zagraniczni inwestorzy coraz częściej tracą cierpliwość. Kilka miesięcy temu na korupcję i biurokrację panującą w Rosji poskarżyli się niemieccy przedsiębiorcy. W oświadczeniu rozpowszechnionym przez Niemiecko-Rosyjską Izbę Handlu Zagranicznego padły nazwy najgorszych służb: urzędu celnego, gdzie rządzi postawa roszczeniowa i samowola, oraz wszechwładnej skarbówki.
RFN to największy partner handlowy Rosji i piąty co do wielkości nakładów inwestor zagraniczny. Działa tu ponad 5 tys. firm niemieckich, w tym tacy giganci jak Volkswagen, BMW, Daimler, Opel, Siemens, Axel Springer, Dresdner Bank czy Metro Group. Głos Niemców nie mógł więc pozostać bez odpowiedzi. W listopadzie premier Władimir Putin spotkał się z największymi inwestorami skupionymi w radzie ds. inwestycji zagranicznych.
Goście nie bawili się w dyplomację. – System wydawania licencji, pozwoleń, certyfikatów (obowiązują na 46 proc. sprzedawanych w Rosji towarów – red.) szkodzi atrakcyjności Rosji. Do tego dochodzą problemy z transportem i infrastrukturą – wyliczali biznesmeni.
Potwierdził to raport Banku Światowego „Doing business in Russia”. Np. w Moskwie uzyskanie pozwolenia na budowę wymaga zebrania 54 dokumentów, a trwa dwa lata. W 2006 r. Kreml wprowadził wymóg osobistego poświadczania przez inwestora wyższego wykształcenia na uczelni, którą skończył. – To dotyczy też prezesów czy dyrektorów największych światowych koncernów – mówili oburzeni przedsiębiorcy.
Najbardziej straszą biurokracja i korupcja. – Mam swojego „opiekuna” w milicji – opowiada zachodni biznesmen pragnący zachować anonimowość. – Kiedyś żalił się, że władza rozpętała walkę z korupcją i monitoruje funkcjonariuszy. Poprosił, bym podpisał deklarację, że nigdy nie byłem przez milicję zmuszany do płacenia łapówek. Po czym schował ją i powiedział, że zbliża się święto milicji i potrzebne jest wsparcie, jakieś 50 – 60 tys. rubli (ok. 2 tys. dol.) – mówi.
– Praktyki korupcyjne są w Rosji powszechne. Inaczej nie da się wygrać dużych, szczególnie budżetowych, przetargów. Wiedzą o tym wszystkie koncerny zagraniczne wchodzące na nasz rynek – mówi „Rz” Aleksandr Potawin, analityk firmy IT Invest w Moskwie. W rankingu korupcji 2009 Transparency International Rosja znalazła się na 146. miejscu na 180 państw. Wielkość rosyjskiej korupcji organizacja oszacowała na 300 mld dol.
– Biznes w Rosji jest oparty na prostej zasadzie „babło pobieżdajet zło”, czyli kasa zwycięża zło – śmieje się Lech Łysenko, szef przedstawicielstwa hiszpańskiej firmy Instrumentation Laboratory (grupa kapitałowa CH WERFEN) sprzedającej sprzęt medyczny.
– Jak to wygląda? Ktoś siedzi naprzeciwko i patrzy ci głęboko w oczy. Tego się nie da zrobić, no po prostu się nie da, przekonuje, chociaż ty dobrze wiesz, że się da. Albo mówi: bez mojej zgody tego nie załatwicie. Czyli: płać albo do widzenia – tłumaczy jeden z rozmówców „Rz”. – Każdy przetarg, który wygrywa nasza firma, jest wcześniej ustawiony – wyznaje.
Są jednak i tacy, którzy chwalą wprowadzony niedawno system anonimowych przetargów. – Naprawdę pomogło – mówi jeden z polskich przedsiębiorców.
Ireneusz Król, prezes Centrozapu, największego dziś polskiego inwestora w Rosji, przekonuje „Rz”, że da się tam robić interesy bez łapówek. Wystarczy: nigdy nie kłamać w rozmowach; znaleźć zaufanego i sprawdzonego partnera rosyjskiego; nigdy nie dać łapówki.
– To nieprawda, że trzeba dawać, żeby być na rynku. Jest to podstawowa zasada, jaką przyjęliśmy w naszym rosyjskim biznesie i zapewniam, że jest to możliwe – mówi „Rz” Dorota Liszka, rzeczniczka wadowickiego Maspeksu. Firma ma od dziewięciu lat w Kaliningradzie fabrykę cappuccino, czekolady, kakao. Podstawową marką jest sok przecierowy Kubuś (pod nazwą Tedi).
[srodtytul]Bliskość władzy pomaga[/srodtytul]
Z tego co mówi „Rz” Król, kluczem do sukcesu na rosyjskim rynku jest bycie blisko najwyższej władzy. – Latałem do Rosji z prezydentem Kwaśniewskim, premierem Tuskiem i wicepremierem Pawlakiem. Nasz program inwestycyjny został zaakceptowany przez rząd Putina. Nikt nawet nie pomyślał, by zasugerować temat łapówki czy specjalnie nam działania spowalniać. W Rosji jest większy szacunek dla władzy. W Moskwie i Petersburgu zapadają decyzje, prowadzi się rozmowy, ale biznes robi się w regionach – mówi „Rz” Król.
Centrozap robi więc biznes w republice Komi, gdzie buduje zakład przerobu drewna za prawie 300 mln zł. Jest jedyną polską firmą, która zdobyła dostęp do rosyjskich lasów na najbliższe 49 lat. Inwestycja została wpisana do rządowego programu inwestycji priorytetowych, dzięki czemu władze wydzierżawiły Polakom ponad 600 tys. ha lasów.
– Rosjanie wychodzą naprzeciw inwestorom, jeśli nie zależy im tylko np. na wycięciu ile się da surowca i wywiezieniu, ale gdy przywozi się nowoczesne technologie. A taki będzie budowany przez nas zakład. Dlatego nasze opłaty za dzierżawę lasów zostały obniżone o połowę, a cena za wycinkę o 1/3. Mamy też ulgi podatkowe na dziewięć lat, m.in. w połowie zwracany VAT – wylicza Król.
Zdaniem Konrada Kozika, członka zarządu UniCredit Bank Russia, Polska mogłaby bardziej dbać o tzw. miękkie elementy. – Klimat inwestycyjny to nie tylko ulgi podatkowe czy uproszczenia biurokratyczne. W ciągu ostatnich kilku lat Zachód prześciga się właśnie w miękkich inicjatywach. Rok 2010 to Rok Rosji we Francji. 2011 – we Włoszech. Konferencje, targi, wymiany – to przełamuje lody, sprzyja kontaktom – mówi Kozik.
Poza tym, zapewnia, rosyjski rząd przysłuchuje się inwestorom. – W ramach FIAC (Foreign Investment Advisory Council) przez cały rok toczą się tam dyskusje rząd – biznes o propozycjach ustawodawczych, o regionach postrzeganych jako trudne, itd. – tłumaczy. – Na Kremlu i w rządzie jest kilka nazwisk, jak choćby Arkadij Dworkowicz (doradca prezydenta ds. ekonomicznych – red.) czy minister gospodarki Elwira Nabiullina. Na Zachodzie są one świetnie znane, w Polsce – chyba nie. A dobrze byłoby właśnie takie osoby zaprosić np. na Forum Ekonomiczne w Krynicy.
[srodtytul]Polskie problemy[/srodtytul]
Poważnym problemem polskich inwestorów jest brak umowy dwustronnej o wzajemnej ochronie inwestycji. Aby móc się ubezpieczyć, Centrozap spółkę, która jest oficjalnym inwestorem w Komi, zarejestrował w Austrii,bo Rosja i Austria umowę o ochronie mają. – Umowa jest negocjowana od kilkunastu lat bez rezultatu. W efekcie polski biznes inwestuje w Rosji nie tyle, ile by mógł – mówił „Rz” Henryk Cuga, sekretarz Rady Biznesu Polska – Rosja.
– Najtrudniejsza była i jest biurokracja, np. bardzo rozbudowane kontrakty, długi proces rejestracji marek i zatrudnienia specjalistów w Rosji, obwarowania dot. przelewów zagranicznych itp. Wiele kwestii, wydawałoby się nieistotnych, typu odprawa paszportowa na lotnisku czy też zameldowanie się w hotelu, urasta do wielkich procedur – mówi Dorota Liszka z Maspeksu.
Doskwierają częste zmiany w przepisach. – W tym roku dostaliśmy karę za niewysłanie na czas jakiejś deklaracji. Wkrótce okazało się, że wysłaliśmy pod zły adres, bo w międzyczasie zmieniła się odpowiadająca za te deklaracje instytucja – opowiada szef dużej polskiej firmy w Rosji.
Ale są i pewne zmiany na lepsze. – Zliberalizowano cła na nasze produkty, ucywilizowł się handel, wprowadzono niski podatek liniowy 13 proc. dla przedsiębiorstw i osób prywatnych, poprawił się poziom edukacji rosyjskich menedżerów i pracowników – wylicza rzeczniczka Maspeksu.
O ból głowy od zawsze przyprawiały biznes niezliczone inspekcje. – Teraz w dużych firmach nie może być niezapowiedzianych kontroli. Wszystkie terminy można sprawdzić w Internecie – mówi jeden z naszych rozmówców. Przyspieszyły niektóre procedury. – Trzy lata temu przerejestrowanie firmy zajęło mi pięć miesięcy. W tym roku już tylko miesiąc. I na rejestrację samochodu wystarczy już jeden dzień zamiast trzech. Można się nawet zapisać przez Internet – opowiada.
Frank Schauff, szef Association of European Businesses, stowarzyszenia zrzeszającego ponad 600 dużych europejskich firm działających w Rosji, chwali nowe ułatwienia wizowe dla wysoko kwalifikowanych pracowników uchwalone niedawno przez Dumę. – Do otrzymania przez taką osobę trzyletniej wizy uprawnia kontrakt gwarantujący pensję min. 2 mln rubli rocznie (ok. 51 tys. euro). To zmiana w dobrym kierunku – mówi „Rz” Schauff.
[srodtytul]Rosyjskie dylematy [/srodtytul]
Rosja to ogromny rynek, o który warto walczyć. Rosjanin, jeśli chce coś mieć, musi to dostać. Kupują po zawyżonych cenach. Kupują, gdy mają pieniądze. A jeśli nie mają, to też kupują – mówi Lech Łysenko. – Ale koszt wejścia jest wysoki. Biznesmen, nawet z bardzo dużym doświadczeniem na Zachodzie, nie da sobie tu rady. Rosji trzeba się nauczyć. Mnie zajęło to 25 lat – wyznaje.
Atrakcyjność rosyjskiego rynku kontra biurokracja i korupcja – to wybór, przed którym staje każdy przedsiębiorca. – Długa kolejka zachodnich inwestorów więcej mówi o klimacie w Rosji niż często przesadzone negatywne opinie w zachodnich mediach – uważa Kozik. – To, co do Rosji przekonuje, to rozmiar rynku, rosnąca klasa średnia, PKB liczony per capita jest tu większy niż np. w Chinach, poza tym rosyjscy klienci mają profil europejski – argumentuje.
Rosyjscy urzędnicy zapewniają, że klimat inwestycyjny w Rosji się poprawia. – Widać stopniowe zmiany na lepsze – mówi „Rz” główny analityk Uralsib Christofer Weafer, zaznaczając, że w dużej mierze to efekt poprawy w globalnej gospodarce po recesji. Ale „klimatyczna” kampania władz także ma ogromne znaczenie. – W zasadzie jaskółką było samo pojawienie się Miedwiediewa (w 2008 roku – red.) zapowiadającego otwarcie Rosji i liberalizację – przypomina Weafer. Paradoksalnie, kryzys zagrał na korzyść biznesu. – Bo zmusił władze do przejścia od fazy teoretycznej do praktycznej – podkreśla.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA