fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Koniec z lokalnymi inwestycjami?

Uczestnicy debaty zastanawiali się, jak samorządy mają dalej finansować inwestycje, nie popadając w pułapkę nadmiernego zadłużenia
Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński
Nowe restrykcyjne limity zadłużania mogą w praktyce uniemożliwić lokalnym władzom zaciąganie kredytów
– Nowe limity zadłużenia samorządów, które wejdą w życie za ponad trzy lata, są tak restrykcyjne, że po 2014 r. właściwie żadna polska gmina nie zaciągnie już żadnego kredytu – alarmował w czasie zorganizowanej przez „Rz” debaty prezydent Poznania Ryszard Grobelny. – Albo parlament zmieni te przepisy, albo przez 10 – 15 lat nie będziemy finansować inwestycji z kredytów, czyli właściwie inwestycji nie będzie.
Tymczasem w ubiegłym roku wydatki inwestycyjne samorządów wyniosły 48,4 mld zł, a na ten rok planują ponad 59 mld zł. Debata o tym, jak finansować inwestycje, nie wpadając w pułapkę zadłużenia, była częścią gali rozdania nagród w 12. edycji ”Rankingu samorządów”.
[srodtytul]Tak źle i tak niedobrze[/srodtytul]
Obecnie samorządy nie mogą zadłużyć się na kwotę wyższą niż 60 proc. rocznych dochodów. A koszt obsługi zadłużenia musi być niższy niż 15 proc. tych dochodów. Przepisy te przez lata krytykowano, bo utrudniały inwestycje i wykorzystanie unijnych funduszy.
W ubiegłym roku w ramach noweli ustawy o finansach publicznych postanowiono, że od 2014 r. zacznie obowiązywać nowy wskaźnik, indywidualnie wyliczany dla każdego samorządu. Formuła jest bardziej skomplikowana i uwzględnia m.in. dochody i koszty spłaty zadłużenia oraz nadwyżkę operacyjną z poprzednich lat.
– Ustawowe wskaźniki nie mają nic wspólnego z rzeczywistą zdolnością samorządów do obsługi długów – podkreślał Maciej Bluj, wiceprezydent Wrocławia, a wcześniej skarbnik tego miasta. – Oczywiście jakieś limity powinny być, ale obecne przeszkadzają w rozwoju, bo faktyczna zdolność do obsługi długu np. we Wrocławiu jest dużo większa niż ustawowe progi – mówił Bluj. Podkreślał, że każde duże miasto opracowuje na swój użytek wewnętrzne wskaźniki obsługi zadłużenia i wie, z jakim długiem może sobie poradzić.
– Wskaźniki trzeba jak najszybciej zmienić. W przeciwnym razie sektor samorządowy może w latach 2011 – 2012 będzie jeszcze pozyskiwać pieniądze z rynku na finansowanie inwestycji, ale w 2013 r. to się skończy. A od 2014 r. zdolność do zaciągania długu będzie zerowa i na wkład własny do unijnych funduszy po prostu nie będziemy mieć pieniędzy – ostrzegał Grobelny.
Przypomniał, że rząd chce zrealizować Narodowe Strategiczne Ramy Odniesienia, gdzie planowane jest wysokie wykorzystanie funduszy UE. A jeśli samorządy z nich nie skorzystają, to cały program nie zostanie zrealizowany. – Chyba że rząd chce ograniczyć zaciąganie kredytów przez samorządy do zera, by zmniejszyć deficyt sektora publicznego, o co mógłbym po cichu podejrzewać ministra finansów – dodał Grobelny.
Co więc zrobić? – Przynajmniej do 2020 r. samorządy powinny mieć wolną rękę, czy korzystać ze starego czy z nowego wskaźnika, a w międzyczasie można wypracować nowe rozwiązania – uważa prezydent Poznania. Jak pisała już wcześniej ”Rz”, samorządy chcą, by przy wyliczania limitów brać pod uwagę prognozy dochodów, a nie tylko dane historyczne. Takie są zresztą i oczekiwania banków, np. wobec firm.
Bluj uważa z kolei, że poprawić można też klasyfikację różnych typów wydatków, bo to od niej też zależy, czy samorząd będzie miał nadwyżkę i jakiej wysokości. – Wydatki na kulturę też mogą być inwestycją, która przyciąga do miasta nowych ludzi i firmy – powiedział wiceprezydent Wrocławia.
[srodtytul]Rząd nie widzi zagrożenia[/srodtytul]
– Myślę, że w przypadku finansowanych z funduszy europejskich inwestycji ze świecą szukać takiego w kraju, który powie, że żałuje, że bardzo mocno zadłużył gminę. Bo inwestycje, jakie dzięki temu zrealizował, podnoszą standard życia mieszkańców i ludzie zaczynają to dostrzegać – mówił wiceminister rozwoju regionalnego Krzysztof Hetman.
– W dyskusji o wskaźnikach długu każdy ma rację i podaje słuszne argumenty. Czas chyba zasiąść do stołu i wypracować dobre rozwiązanie – mówił Hetman. Zagrożenia dla wykorzystania unijnych pieniędzy na razie nie widzi. – Bardzo wnikliwie analizujemy tę sytuację pod kątem wykorzystania środków z obecnej perspektywy finansowej, czyli do 2015 r. – mówi Hetman. – Dziś w większości obszarów mamy już złożonych więcej wniosków o dofinansowanie z zagwarantowanym wkładem własnym, niż mamy do podziału pieniędzy. Więc z punktu widzenia statystycznego zagrożenia nie widzę.
Tyle tylko, że te gwarancje to tylko deklaracje samorządów, a te mogą okazać się za parę lat bez pokrycia. – Zdarzają się przypadki, że mamy już podpisaną umowę o dofinansowaniu, ale w trakcie realizacji inwestycji nieoczekiwanie pojawia się kłopot z wkładem własnym. Jednak nie jest to teraz zjawisko powszechne – podkreślał Hetman.
Zdaniem nadzorujących samorządowe finanse regionalnych izb obrachunkowych sytuacja może być jednak gorsza, niż się teraz wydaje. – Bazując na starej ustawie, samorządy wciąż mogą się zadłużać i część jednostek robi to, nie zastanawiając się, co będzie po 2014 r. – mówił Ryszard Paweł Krawczyk, prezes Regionalnej Izby Obrachunkowej w Łodzi i szef Krajowej Rady Regionalnych Izb Obrachunkowych (RIO). Jego zdaniem samorządów, które za parę lat nie będą mogły nawet spłacać wcześniej zaciągniętych kredytów, może w tym roku przybyć.
– Jako RIO nie możemy tego zabronić, lecz jedynie sugerować lokalnym władzom zbliżający się problem – dodał Krawczyk. Zresztą i obecne szacunki nie są dobre. – Gdyby wskaźnik wchodził od początku 2010 r., a nie 2014 r., to aż 223 samorządy, czyli prawie 8 proc. wszystkich, zakończyłoby rok budżetowy deficytem operacyjnym – mówił Krawczyk. A to oznaczałoby, że nie tylko nie mogłyby zaciągać nowych zobowiązań, ale też spłacać kredytów już wcześniej zaciągniętych. Jednak 721 samorządów mogłoby na obsługę zadłużenia wydawać więcej.
[srodtytul]Zaciemnianie danych[/srodtytul]
Z otrzymanych wczoraj przez ”Rz” informacji resortu finansów uwzględniających także dane za I kw. 2010 r. wynika, że nowych wymogów nie spełniłyby teraz 503 jednostki samorządu, czyli aż 17,9 proc. Wśród gmin byłoby to 14,5 proc., wśród miast na prawach powiatu 13,8 proc. Jednak wśród pozostałych powiatów wymogów nie spełniłaby prawie połowa samorządów.
Krawczyk podkreślił też, że oficjalne zadłużenie samorządów szybko rośnie. Na koniec 2008 r. wynosiło ponad 28,7 mld zł, czyli 20,2 proc. dochodów. A na koniec 2009 r. – niemal 40,3 mld zł, czyli 26 proc. osiągniętych dochodów.
Jak samorządy radzą sobie ze wskaźnikiem? Coraz więcej, zwłaszcza dużych miast, balansuje na granicy 60 proc. Dlatego coraz częściej realizują inwestycje poprzez spółki samorządowe, np. odpowiedzialne za budowę stadionu czy wodociągów, ogłaszają też przetargi z cesją wierzytelności i tworzą z bankami inne bardziej skomplikowane instrumenty finansowe. Jednak i samorządowcy, i przedstawiciel nadzorujących ich RIO podkreślali, że powinno się unikać zaciemniana danych finansowych.
– Realizacja inwestycji przez spółki to pewne obejścia ustawowe, i wolelibyśmy go nie stosować, ale ustawodawca nie daje nam zbyt dużego wyboru – mówił Bluj.
Poznań za to stawia na formę, która w oficjalnym bilansie jest wykazywana, ale w mniej obciąża budżet. – W najbliższym czasie, gdy zdolności finansowania ze środków własnych, też kredytem dramatycznie spadną, ważne będzie podzielenie się ryzykiem z innymi partnerami – podkreślał Grobelny.
Duże nadzieje wiąże z realizowaniem inwestycji w formie partnerstwa publiczno-prywatnego. – Ukrywanie zadłużenia nic ekonomicznie nie daje, bo i tak trzeba je spłacać – mówił Grobelny.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA