fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Medycyna i zdrowie

Trujący sposób na komary

ROL
Popularny środek odstraszający owady jest groźny również dla ludzi
Najpierw irytujące brzęczenie nad uchem w środku nocy, a później swędzący bąbel na skórze. To znak, że do sypialni udało się dostać komarom. Zwykle, żeby się przed tymi krwiopijcami obronić, stosujemy środek odstraszający owady w postaci spreju lub mleczka. Wystarczy się nim posmarować, żeby na kilka godzin komary (a właściwie samice komarów) straciły nami zainteresowanie.
Ostrożnie – alarmują naukowcy. Najpopularniejsza i najskuteczniejsza substancja chemiczna wykorzystywana do tego celu może być niebezpieczna i dla naszego zdrowia – zaburzać działanie układu nerwowego.
[srodtytul]Żołnierz nie śmierdzi[/srodtytul]
Chodzi o substancję DEET obecną w dużej części popularnych repelentów skutecznych m.in. wobec komarów, pcheł, kleszczy. DEET został opracowany na potrzeby amerykańskiego wojska. Żołnierze walczący w wilgotnych lasach zwrotnikowych korzystali z tej substancji już w połowie lat 40. ubiegłego wieku. Dopiero w 1957 roku preparat ten dopuszczono do użytku cywilnego. Ale nie bez oporów. Już żołnierze skarżyli się zarówno na nieprzyjemny zapach preparatu (to właśnie ten zapach odstrasza owady), jak i na przykre skutki uboczne – podrażnienie skóry czy pieczenie w miejscach uszkodzenia naskórka. – Przypominam sobie, że żołnierze bardzo niechętnie stosowali się do zaleceń naszych lekarzy – powiedział kmdr ppor. Jeff Stancil z Armed Forces Pest Management Board serwisowi ISNS. Mimo zagrożenia bolesnymi ukąszeniami i poważnymi chorobami (m. in. malarią) wojskowi nie chcieli go stosować.
Te wątpliwości sprawiły, że DEET poddano szczegółowym badaniom. W 1998 roku oficjalnie uznano, że jeśli substancja ta jest stosowana zgodnie z przeznaczeniem, nie ma negatywnego wpływu na zdrowie.
Ale przeczą temu badania specjalistów z Institut de Recherche pour le Développement w Montpellier. Zdaniem Vincenta Corbela i Bruno Lapieda DEET działa toksycznie na układ nerwowy człowieka.
– Odkryliśmy, że DEET nie tylko jest środkiem chemicznym modyfikującym zachowanie, ale również blokuje działanie kluczowego dla systemu nerwowego enzymu – acetylocholinesterazy. I to zarówno u owadów, jak i ludzi – mówi Vincent Corbel.
Efekt? W najlepszym wypadku łzawienie oczu, bóle głowy, zaburzenia widzenia i drżenie mięśni. W najgorszym, po przypadkowym połączeniu z innymi preparatami tego typu – drgawki i śmierć. Wyniki tych badań ukazały się w „BMC Biology”.
Entomolog Daniel Strickman z Departamentu Rolnictwa podczas zjazdu Amerykańskiego Towarzystwa Chemicznego przekonywał, że DEET jest najskuteczniejszym repelentem i jego głównym zadaniem jest zmniejszenie ryzyka ukąszeń przez owady przenoszące groźne choroby. DEET stosowany w wysokich stężeniach (30 – 50 proc.) polecają również specjaliści z Krajowego Ośrodka Medycyny Tropikalnej w Gdyni.
[srodtytul]Co w zamian[/srodtytul]
Co jednak mają zrobić osoby wyjątkowo źle reagujące na DEET? – Ten środek rzeczywiście ma ostatnio złą prasę – mówi Daniel Strickman. Sugeruje dwie możliwości. Pierwszą jest ikarydyna – prawie tak skuteczna jak DEET, ale mniej drażniąca. – Ludziom bardziej podoba się ten zapach. Jest trochę bardziej owocowy – mówi amerykański specjalista.
Jednak uwaga, to właśnie przed łączeniem tego preparatu z DEET ostrzegali naukowcy badający wpływ repelentów na układ nerwowy człowieka. Efekt ochronny preparatów zawierających opracowaną przez Bayera ikarydynę utrzymuje się przez dwie – osiem godzin.
Trzecim środkiem obecnym na rynku jest stworzony przez koncern Merck IR3535. – To jedyny repelent, który w badaniach nigdy nie miał negatywnych efektów ubocznych – twierdzi Strickman. W testach efekty działania IR3535 utrzymywały się od sześciu minut do dziesięciu godzin. Zdaniem specjalisty 20-proc. roztwór tego środka jest już wystarczająco skuteczny.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA