fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory prezydenckie 2010

Stary podział i niespodzianki

Izabela Kacprzak
Jerzy Haszczyński
Tak jak w pierwszej turze, Bronisław Komorowski wygrywał w zachodnich województwach, a Jarosław Kaczyński na wschodzie. Nie obyło się jednak bez niespodzianek. W powiecie bieszczadzkim górą tym razem był Komorowski. - To przez tych turystów, którzy w niedzielę zjechali z zaświadczeniami - żalą się w Ustrzykach Dolnych.
Dziewięć z 16 województw postawiło na Bronisława Komorowskiego. Największa przewagę nad Jarosławem Kaczyńskim kandydat PO miał w woj. Lubuskim (66,7 proc.), zachodniopomorskim (66,26 proc.) i opolskim (64,62 proc.). Wygrał we wszystkich stolicach regionów poza – nieznacznie - Lublinem. W Poznaniu kandydata PO poparło 72,31 proc. wyborców. W Gdańsku 67,8 proc., w Szczecinie 64,54 proc.
Dużo lepszy wynik uzyskał jednak na Śląsku. W 12-tysięcznej Wiśle, mieście skoczka Adama Małysza i pisarza Jerzego Pilcha, na Komorowskiego głosowało 84,95 proc. mieszkańców (w tym, 1,4 tys. przyjezdnych), na Kaczyńskiego tylko 15,04 proc. Na Komorowskiego głosowała praktycznie cała dzielnica Wiła Czarne - 406 osób (na Kaczyńskiego - 33), co daje wynik 92,48 proc.
- Od zawsze ceniliśmy sobie tolerancję i zgodę. Hasło wyborcze Komorowskiego "Zgoda buduje" nie tylko do nas trafia, my tak właśnie żyjemy i znamy wartość tej zgody - tłumaczy Andrzej Molin, burmistrz Wisły. W wyborach prezydenckich w 2005 r. także zdecydowanie wygrał kandydat PO (Donald Tusk), nad kandydatem PiS Lechem Kaczyńskim. Tusk miał tylko jeden procent mniej od Komorowskiego. Fenomen wyborczy Wisły tkwi w religijnym podziale mieszkańców. Jest to jeden z największych ośrodków luterańskich w Polsce, ponad połowa mieszkańców to protestanci, ponad 30 proc. to katolicy. - Ale są u nas także świadkowie Jehowy, zielonoświątkowcy i baptyści. Żyjemy w symbiozie - dodaje Molin.
Na Dolnym Śląsku zwycięstwo kandydata PO nad Jarosławem Kaczyńskim było równie zdecydowane jak w pierwszej turze wyborów. W niedzielnym głosowaniu opowiedziało się za nim 60,08 proc. poparcia. Jednak lider PiS zdobył w regionie swój przyczółek. Głosowano na niego w powiatach lubińskim i polkowickim. Z kolei w miedziowym powiecie głogowskim Kaczyński tylko nieznacznie przegrał z kandydatem PO. Dr Robert Alberski, politolog z Uniwersytetu Wrocławskiego zaznacza, że wpływ na ten wynik mogli mieć pracownicy miedziowej spółki KGHM. W 2007 roku liderzy PO przyjechali do Lubina specjalnie by zapewnić, że KGHM, jeden z największych na świecie koncernów miedziowych nie zostanie sprywatyzowany. Tymczasem w styczniu tego roku Skarb Państwa obniżył swoje udziały z ponad 40 do ok. 30 proc. — Sama załoga KGHM wraz z rodzinami to blisko 60 tys. osób. Potężny elektorat — zauważa Alberski. — Nie należy zapominać, że niemal każda rodzina w Zagłębiu Miedziowym związana jest w jakiś sposób z kombinatem bądź uzależnionymi od niego spółkami — kooperantami.
Alberski zgadza się, że dobry wynik Kaczyńskiego w Zagłębiu Miedziowym to efekt tzw. kłamstwa prywatyzacyjnego. — Ale z pierwszymi symptomami rozliczania za nie PO mieliśmy do czynienia już podczas eurowyborów — zauważa politolog. — Pracownicy KGHM, niezależnie od sympatii politycznych czują się oszukani i postrzegają działania PO w KGHM jako fundamentalne zagrożenie dla polskiego przemysłu miedziowego — twierdzi Józef Czyczerski, szef „S” w KGHM.
Podobnie jak w pierwszej turze Bronisław Komorowski najmniej zwolenników ma na Podkarpaciu. Marszałka Sejmu poparło zaledwie 34,23 proc. wyborców. Jarosława Kaczyńskiego dostał aż 65,77 proc. głosów (W pierwszej turze Komorowskiego poparło 26,69 proc. a Kaczyńskiego 54,09).
W niektórych powiatach (m.in. ropczycko-sędziszowskim, brzozowskim, kolbuszowskim i leżajskim) na prezesa PiS głosowało ponad 75 procent wyborców. Zaskoczeniem może być powiat leżajski, bo to właśnie z tym regionem związany jest i mieszka szef podkarpackiej PO, poseł Zbigniew Rynasiewicz. W jego rodzinnym Grodzisku Dolnym kandydata PO poparło niespełna 20 proc. głosujących. Podobnie jak w pierwszej turze, najwięcej osób głosowało na Jarosława Kaczyńskiego w gminie Jeżowe w powiecie niżańskim - 90.06 proc. To prawie identyczny wynik, jaki pięć lat temu w gminie Jeżowe w drugiej turze wyborów osiągnął Lech Kaczyński.
— My tu mamy swój system wartości i nie zmieniamy poglądów — mówi Henryk Cyrana, sołtys wsi Krzywdy w gminie Jeżowe.
Jedynym powiatem ziemskim na Podkarpaciu, w którym nieznacznie wygrał Bronisław Komorowski jest powiat bieszczadzki, choć w pierwszej turze rywalizację z prezesem PiS przegrał zaledwie 0 0.67 proc. — To przez tych turystów, którzy w niedzielę zjechali z zaświadczeniami i wypaczyli nam wynik — mówi pani Joanna ze sklepu spożywczego w Ustrzykach Dolnych, która głosowała na prezesa PiS.
Druga tura przyniosła też inne niespodzianki na Podkarpaciu. Jedną z nich jest nieznaczna wygrana Komorowskiego w Rzeszowie. W pierwszej turze niespełna dwoma procentami w stolicy województwa wygrał Kaczyński, a w niedzielę proporcje się odwróciły. Zdecydowało poparcie, którego przed drugą turą marszałkowi Sejmu udzielił lewicowy prezydent miasta Tadeusz Ferenc. — Znam się dobrze z panem Bronisławem Komorowskim i to jego osobowość zdecydowała, że wygrał w Rzeszowie — mówi prezydent miasta Tadeusz Ferenc. Przyznaje, że być może jego poparcie dla marszałka Sejmu byłą małą cegiełką, która przyczyniła się do wygranej kandydata PO. — Mnie głównie zależy na rozwoju miasta i z obecnym rządem dobrze mi się współpracuje — podkreśla. Pięć lat temu Ferenc głosował na Lecha Kaczyńskiego. Tłumaczy, że jako ówczesny prezydent Warszawy bardziej rozumiał problemy samorządów.
Szef rzeszowskiego PiS poseł Stanisław Ożóg uważa z kolei, że PO chciała zmazać plamę z pierwszej tury więc Rzeszów przeżył naloty dywanowe ministrów, którzy nagle przypomnieli sobie o Podkarpaciu i przyjeżdżali obiecując kolejne cuda. — Mam nadzieję, że przyszły prezydent spełni te obietnicy — podkreśla Ożóg.
Znaczącą przewagę Jarosław Kaczyński zdobył na Lubelszczyźnie, gdzie głosowało na niego prawie 63 procent wyborców. W samym Lublinie jedynej w kraju stolicą województwa gdzie zwycięzcą był Kaczyński, przewaga prezesa PiS była jednak minimalna i wyniosła 839 głosów. Szczególnie dużym poparciem Kaczyński cieszy się w powiecie janowskim na południu województwa lubelskiego. Tam zwolenników Bronisława Komorowskiego znalazło się jedynie 17 procent. W niemal każdej gminie powiatu poparcie dla Kaczyńskiego przekraczało 80 proc., a w gminie Chrzanów wyniosło prawie 94 proc. (przy 70-procentowej frekwencji).
Czesław Jaworski, wójt gminy Chrzanów tłumaczy, że wynik wyborów to efekt kilku czynników. - Ludzie boleśnie odczuwają spadek produkcji rolnej, a za złą sytuację na wsi winią rząd. Kiedyś działał tu mocno ruch ludowy, w którym mieli oparcie. Teraz jedynego wybawcę z ich problemów widzą w PiS – mówi „Rz” Jaworski. I dodaje: - Należy też pamiętać, że to tereny zamieszkiwane przez społeczeństwo wierzące z silnymi wpływami Kościoła. Choć ksiądz z ambony nie wskazywał konkretnego kandydata, to ludzie wiedzieli komu są bliższe ich wartości.
Kto mógł tam głosować na Komorowskiego? – Może parę osób związanych z SLD. Była też kiedyś grupa młodych osób, która próbowała tu zorganizować koło PO, ale chyba bez skutku – zastanawia się wójt Jaworski. W sąsiedniej gminie Godziszów frekwencja wyniosła ponad 78 proc. i była jedną z najwyższych w kraju. Tam też druzgocącą klęskę poniósł Komorowski (zdobył 6,7 proc. głosów).
Specjaliści podkreślają, że i te wybory pokazały iż podział polski na wschodnią i zachodnią wciąż jest aktualny. - Ukształtował się jeszcze w czasie zaborów i rzutuje na współczesność - uważa prof. Jacek Leoński socjolog z Uniwersytetu Szczecińskiego i dodaje, że zachodnie ziemi - tak zwana Polska A - były terenami znaczne bardziej rozwiniętymi cywilizacyjnie ukształtowanymi przez ludność napływową. - To społeczność podatna na idee postępowe, otwarta na świat. Tak zwana Polska B, to społeczność tradycyjna, gdzie ogromną role odgrywa rodzinna, religia, wspólnota parafialna. To także tereny słabsze ekonomicznie, choć to będzie się zmieniać - mówi prof. Leoński i zaznacza, że zanik podziału na Polskę wschodnią i zachodnią to kwestia jeszcze kilku pokoleń.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA