fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Magiczny trójkąt Napieralskiego

Fotorzepa, Darek Golik DG Darek Golik
Szef SLD jeszcze długo nie będzie mógł lekceważyć opinii Kwaśniewskiego czy Millera. Musi ich pozyskać, a im silniejsze będzie miał oparcie w samej partii, tym będzie to łatwiejsze – uważa socjolog
Grzegorz Napieralski w tych wyborach uzyskał blisko czternastoprocentowy wynik. Zdobył głosy bardzo różnych wyborców, w tym także znacznego odsetka ludzi młodych, którym nie podobał się – jak mówili – „gajowy” Bronisław Komorowski, ale tym bardziej Jarosław Kaczyński.
[srodtytul]Języczek u wagi[/srodtytul]
Co oznacza to dla SLD i dla samego przewodniczącego partii? Co się stanie z SLD po tych wyborach prezydenckich? Można podejrzewać, że miejsce lewicy na powyborczej scenie politycznej się nie zmieni. Natomiast trzecie miejsce Napieralskiego w pierwszej turze wzmocniło jego osobiście i frakcję jego sprzymierzeńców w Sojuszu. Prominentni i doświadczeni działacze SLD, którzy jeszcze nie tak dawno dystansowali się od plastikowej i tanecznej kampanii ich przewodniczącego, milczą dziś, bo wynik wyborczy jest także wsparciem pozytywnego wizerunku SLD.
Napieralski, podejmując decyzję o niewspieraniu w drugiej turze żadnego z kandydatów, dał do zrozumienia, że chce wykorzystać powstanie politycznego trójkąta, jaki się wytworzył. Liczy, że teraz skorzysta na konflikcie obu głównych kandydatów, i to właściwie niezależnie od wyniku wyborów. Nowa sytuacja będzie służyła dążeniu przewodniczącego SLD do tego, by jego partia stała się taką trzecią siłą, mogącą decydować o pozycji głównych aktorów sceny politycznej.
Socjologicznie to bardzo interesująca sytuacja, którą wspaniale opisał żyjący na przełomie XIX i XX wieku niemiecki filozof i socjolog George Simmel. Aby taką politykę realizować, konieczne są jednak dodatkowe warunki – na przykład gwarancja tego, że działania i przekonania SLD będą w miarę jednolite. A o to nie będzie łatwo. Nawet gdyby Napieralskiemu się udało, to i tak mam wątpliwości, czy Polacy zaczną ponownie postrzegać SLD jako ważnego gracza na polskiej scenie politycznej. Niemniej jednak sprzyjający układ sił może wykreować znacznie silniejszą pozycję SLD, niż wynikałoby z poparcia społecznego.
[wyimek]Lider lewicy zdawał sobie sprawę, że jego elektorat będzie głosować raczej na Komorowskiego, dlatego nie było powodu, by do tego nawoływać[/wyimek]
Zapewne lider lewicy doskonale zdawał sobie sprawę, że jego elektorat, lewicowy i postkomunistyczny, z całą pewnością będzie bardziej skłonny głosować na Komorowskiego niż na Kaczyńskiego, dlatego też nie było powodu, by do tego nawoływać. Korzystne dla szefa SLD były też desperackie kroki w kampanii Jarosława Kaczyńskiego, by pozyskać choć część elektoratu postkomunistycznego – sprzyjały bowiem wejściu roli lewicy w rolę „języczka u wagi”.
[srodtytul]Pozyskać historycznych liderów[/srodtytul]
Po to, aby magiczny polityczny trójkąt sprzyjał i jemu, i SLD, Napieralski poświęcił się kontynuowaniu kampanii prezydenckiej, przed drugą turą, która formalnie w ogóle go nie dotyczyła. Ale po pierwsze liderowi SLD zależy na zbudowaniu i umocnieniu swoich wpływów w terenie. Jest to szczególnie ważne w kontekście zbliżających się wyborów samorządowych. Po drugie przewodniczący Sojuszu liczy na stworzenie w ramach samego SLD własnego obozu działaczy gotowych go wesprzeć.
Pomysł zbudowania przez Grzegorza Napieralskiego własnego zaplecza w SLD jest godny uwagi. Lider musi mieć grono działaczy sobie przychylnych, ale nie mogą być to osoby skonfliktowane z politykami o ugruntowanych pozycjach. Napieralski jeszcze długo nie będzie mógł pozwolić sobie na lekceważenie zdania takich polityków jak Aleksander Kwaśniewski czy Leszek Miller. Musi ich pozyskać, a im silniejsze będzie miał oparcie w samej partii, tym będzie to łatwiejsze.
Strategia, jaką lider lewicy przyjął dla wzmocnienia swojej pozycji, ale też pozycji własnej partii, jest godna uznania. Pierwsze rezultaty tego posunięcia były już widoczne. Przedstawiciele obu sztabów walczących w II turze wyborów – Jarosława Kaczyńskiego oraz Bronisława Komorowskiego – ewidentnie starali się o poparcie Grzegorza Napieralskiego. Gra toczyła się zresztą od pewnego czasu, a powołanie Marka Belki na prezesa Narodowego Banku Polskiego przez Bronisława Komorowskiego i rządzącą PO, było znakiem dalekosiężnego myślenia o polityce.
Pamiętajmy, że wybory parlamentarne już za rok. Jeśli Platforma Obywatelska chce uruchomić ważną kolejną falę reform instytucjonalnych, musi mieć parlamentarnych sojuszników. Druga strona politycznego sporu, czyli Prawo i Sprawiedliwość, nie może w ogóle marzyć o samodzielnych rządach. Jeśli miałaby kiedyś sprawować władzę, to będzie musiała stworzyć koalicję i zabiegać o wsparcie ze strony innych aktorów politycznych.
Napieralski dobrze więc zdefiniował sytuację. Gdyby udało mu się jeszcze wzmocnić pozycję SLD, jego partia mogłaby włączyć się w rozwiązywanie problemów społecznych – na co najpewniej przyjdzie czas po wyborach prezydenckich. Lewica mogłaby zrehabilitować się wobec wyborców, wspierając reformę służby zdrowia, gdyż – przypomnijmy – to postkomunistyczny rząd zniszczył reformę systemową rozpoczętą za rządów Jerzego Buzka.
[srodtytul]Sojusznik w reformach[/srodtytul]
Inną kwestią wymagającą współpracy wielu partii są głębokie zmiany w dziedzinie edukacji. Wprawdzie minister Katarzyna Hall zaczęła już je realizować, ale kształt tej reformy wykluwa się powoli i jest w tej materii wiele kwestii, w których SLD i PO mogą współpracować. Na przykład sprawa objęcia opieką przedszkolną większości polskich dzieci, szczególnie tych z terenów wiejskich, czy po prostu kwestia zwiększenia liczby przedszkoli.
Rządząca Platforma będzie też potrzebowała sojuszników przy porządkowaniu sposobu zarządzania gospodarką państwową, tak by uczynić ją efektywną i przynoszącą korzyść wszystkim, a nie tylko obciążającą budżet.
Wreszcie możliwość wypracowania kompromisu z SLD widzę, gdy chodzi o pełną realizację praw człowieka oraz szeroko rozumianych praw obywatelskich dla rozmaitych mniejszości. Niezagospodarowanym polem do współdziałania jest także sprawa uregulowania metody in vitro, która wymaga stanowczych decyzji, i oddzielenia myślenia państwowego od kościelnego. W tej dziedzinie zbliżenie z Sojuszem Lewicy będzie jednak możliwe tylko wtedy, gdy Platforma zdecyduje się być partią bardziej konsekwentnie realizującą pakiet praw człowieka.
[i]—not.mog[/i]
[i]Ireneusz Krzemiński jest profesorem socjologii, kierownikiem Pracowni Teorii Zmiany Społecznej w Instytucie Socjologii na Uniwersytecie Warszawskim. Wykłada także na innych polskich uczelniach[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA