fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory prezydenckie 2010

Druga debata, ostre starcie

Bronisław Komorowski i Jarosław Kaczyński przed środowym spotkaniem
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Jędrzej Bielecki
Kaczyński lepiej przygotowany niż w niedzielę, Komorowski – bardziej koncyliacyjny
– Był remis, z niewielkim wskazaniem na Kaczyńskiego – ocenia dr Rafał Mrówka, specjalista ds. public relations ze Szkoły Głównej Handlowej.
Sztabowcy Jarosława Kaczyńskiego nie kryli radości po debacie. Adam Bielan umieścił w serwisie Twitter zdjęcie prezesa PiS z uniesionym do góry kciukiem. – Dzisiaj wyraźnie się przygotował i był w lepszej kondycji, więc i dyskusja była ciekawsza – mówił po debacie Bronisław Komorowski. Podkreślał jednak, że czuje się zwycięzcą w „dwumeczu debat”.
– Większa interakcja, zdarzały się uszczypliwości, ale nie było chwytów poniżej pasa – podsumował debatę dr Bartłomiej Biskup, politolog z UW. Podzielona na trzy części debata (sprawy społeczne, gospodarka i polityka zagraniczna) zaczęła się o godz. 20. Transmitowały ją telewizja publiczna na trzech kanałach, TVN 24 i Polsat News. Pytania kandydatom zadawali dziennikarze tych stacji – Joanna Lichocka, Katarzyna Kolenda-Zaleska i Jarosław Gugała.
Mówiąc o polityce społecznej, Komorowski przekonywał, że wie, jak dzielić pieniądze, bo jako ojciec piątki dzieci musiał tak gospodarować, by jednemu kupić rower, innemu buty. Kaczyński gratulował mu rodziny. Wypomniał jednak kilka głosowań, w których Komorowski był przeciw przyznawaniu środków na pomoc dla studentów, na szklankę mleka dla uczniów czy na leczenie dzieci.
Komorowski po dłuższej chwili zaprotestował, że PO pięciokrotnie zwiększyła wydatki na onkologię. Sam zarzucał zaś Kaczyńskiemu, że dużo obiecuje, ale nie realizuje swoich obietnic. Między rywalami zaiskrzyło też, gdy Komorowski wspomniał o zmarłym prezydencie Lechu Kaczyńskim, choć unikał tego do tej pory w kampanii: „Ja na pewno nie złożę meldunku premierowi, tak jak się zdarzyło poprzedniemu prezydentowi, „panie prezesie melduję wykonanie zadania”, bo prezydent musi być autonomiczny”.
Kaczyński poprosił, by pomijał zmarłych w wypowiedziach. – Pańska zależność wobec Donalda Tuska jest stuprocentowa i tego nie ma co porównywać z moimi relacjami z Lechem Kaczyńskim, bo Lech Kaczyński był samodzielnym politykiem dzięki któremu ja awansowałem, a nie odwrotnie – dodał.
Pytani o rolnictwo obaj zadeklarowali, że nie chcą likwidacji KRUS. Komorowski przekonywał, że Partia Konserwatywna premiera Wielkiej Brytanii Davida Camerona, z którym spotkał się w poniedziałek Kaczyński, chce zabrać rolnikom unijne dopłaty. Kaczyński tłumaczył, że z tą partią dąży do wyrównania poziomu dopłat, by polscy rolnicy otrzymywali je takie jak zachodni.
– Było widać, że Komorowski chce przenieść poglądy Camerona na Kaczyńskiego. Chciał z niego zrobić żelaznego wilka, którym straszy się dzieci – mówi Biskup. Komorowski „użył” Camerona jeszcze przy dyskusji o wycofaniu wojsk z Afganistanu: – Niech pan wytłumaczy, dlaczego chce pan o dwa lata później niż Amerykanie wycofać polskie wojska razem z Cameronem; Ja mówię: o rok wcześniej niż Amerykanie.
Kaczyński odpowiadał, że mówi o wycofaniu wojsk w trakcie kadencji prezydenta. I że może do tego dojść „nawet za rok”.
W debacie przewijało się też nazwisko Zyty Gilowskiej. Kaczyński podkreślał, że to dzięki jej działalności, m.in. obniżkom podatków, Polsce udało się uniknąć kryzysu. – To osoba, która może dobrze wpłynąć na wizerunek – żelazna dama, w dodatku była kiedyś w PO – podkreśla Biskup. Komorowski ripostował, że to rząd PO uratował Polskę przed kryzysem.
Podczas poprzedniej debaty Komorowski zaskoczył Kaczyńskiego, wręczając mu archiwalną depeszę PAP, w której szef PiS miał się wypowiedzieć przeciwko dopłatom dla rolników. – To są moje oświadczenia dezawuujące tę wypowiedź, na którą się pan powołał – odparł Kaczyński, kładąc na jego biurku grubą teczkę. Marszałek odpowiedział, że chciałby jeszcze zobaczyć zaświadczenie od Camerona, że on się wycofał ze swoich poglądów.
Kaczyński przekazał Komorowskiemu także dokument „Polska 2030” przygotowany przez ministra Boniego, i wskazał stronę, która jego zdaniem świadczy o tym, że sam rząd dostrzega istnienie Polski A i Polski B. Komorowski odpowiedział kartką z kolorowymi wykresami. – Nad tą kreską to są województwa wschodnie słabsze. O tyle dostają więcej pieniędzy niż województwa wysokorozwinięte – mówił. – Dzięki naszym decyzjom – ripostował Kaczyński.
Sztabowcy obu kandydatów rywalizowali też poza telewizyjnym studiem. Przed gmachem Telewizji Polskiej czekał na Jarosława Kaczyńskiego Janusz Palikot z zespołem muzycznym. Od rana ćwiczył piosenkę „Nie zagłosuję na Jarka”. Drużyna Palikota szykowała się zwłaszcza na przyjazd samochodu z Jarosławem Kaczyńskim. Jednak do pierwszego auta, razem z szefową sztabu Joanną Kluzik-Rostkowską wsiadł satyryk Janusz Rewiński. Przywitał drużynę Palikota słowami: „Siara jestem”, kompletnie ich zaskakując.
[ramka][srodtytul]Opinie dla „Rz”[/srodtytul]
[b]dr Anna Materska-Sosnowska, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego[/b]
Kandydaci praktycznie nie odpowiadali na pytania prowadzących. Niewiele więc dowiedzieliśmy się o wizji prezydentury, a bardziej o tym, której grupie społecznej są skłonni więcej obiecać. Cieszę się, że zobaczyliśmy znów starego Jarosława Kaczyńskiego z jego wszystkimi zaletami i wadami. Był aktywny, konkretny, celnie punktował przeciwnika, choć czasem w krytyce się zapędzał i był małostkowy. Do tej debaty był dużo lepiej przygotowany niż do poprzedniej. Komorowski starał się kontynuować taktykę z niedzieli, ale wobec aktywnego Kaczyńskiego było mu trudniej niż wtedy. Dobrze kilka razy podprogowo starał się przekazać hasło „Zgoda buduje”. Po dwóch debatach jest remis 1:1. Przydałaby się trzecia. —js
[b]dr Artur Wołek, politolog z Polskiej Akademii Nauk[/b]
Było dużo ciekawiej niż w niedzielę, głównie dzięki Kaczyńskiemu, który tym razem nie unikał polemik. Od niedzieli był w defensywie. Codziennie musiał się tłumaczyć a to ze słów o dopłatach, a to o Białorusi. W debacie pokazał, że potrafi przejąć inicjatywę. Z kolei Komorowski chyba przestraszył się swego wizerunku kowboja z poprzedniej debaty i mówił w sposób bardziej stonowany. Starcie oceniam na remis, bo obaj kandydaci mówili wyłącznie do swojego elektoratu. Nie sądzę, aby przyciągnęli choć jednego wyborcę niezdecydowanego. Nie można też zapominać, że dyskutowali głównie o sprawach, na które jako głowa państwa będą mieli niewielki wpływ, co było trochę absurdalne. —js
[b]prof. Jerzy Osiatyński, ekonomista z INE Polskiej Akademii Nauk[/b]
Trzy czwarte czasu zajęło wypominanie sobie przeszłości – kto co zrobił, czego nie zrobił, w czym się pomylił. To, co nas najbardziej interesuje, czyli wizja przyszłości, zostało zepchnięte na margines. Dostaliśmy wyłącznie deklaracje bez wyjaśnienia, kiedy, jak i za pomocą jakich instrumentów te deklaracje mogłyby zostać spełnione. Chciałbym zaapelować, by nie pytać kandydatów o gospodarkę, bo oni zawsze wtedy czują się w obowiązku składać obietnice, które nie wydają się możliwe do spełnienia. Nie można dziś mówić nauczycielom, że we wrześniu dostaną 30-proc. podwyżkę, bo oni to zapamiętają i jeśli ta obietnica nie zostanie spełniona, jesienią będziemy mieli strajki. —eg
[b]Rafał Antczak, wiceprezes firmy Deloitte[/b]
Mamy dwie wizje prezydentury – jedną zakładającą pełną współpracę z rządem i drugą aktywną. Problem polega na tym, że rolą prezydenta w Polsce jest bycie arbitrem. Konstytucja daje mu prawo weta, aby w sytuacjach wyjątkowych rozstrzygał, a nie blokował działania rządu czy kreował politykę gospodarczą za rząd.Tak naprawdę mimo kilku debat nadal nie wiemy, jakie reformy prezydent poprze ani jak je przeprowadzić. Reforma finansów publicznych to przedsięwzięcie, które nikt nie wie, jak przeprowadzić. W sprawach emerytur jeden i drugi kandydat wypowiada się miękko, jeśli zaś chodzi o KRUS, to chyba nie ma w kraju człowieka, który stwierdziłby, że to dobry system. —eg[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA