Edukacja

Magister dzięki Wikipedii

Fotorzepa, MW Michał Walczak
Większość studentów, pisząc prace magisterskie, korzysta z Wikipedii. Czasami posuwają się aż do plagiatu
– Przeraża nie to, że studenci korzystają z Internetu, ale to, że wybierają najmniej skomplikowane źródła jak Wikipedia.pl czy Sciaga.pl – mówi „Rz” prof. Mariusz Jędrzejko ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Prof. Jędrzejko bada, jak naruszane są normy etyczne w polskich pracach licencjackich i magisterskich.
Od 2007 r. co roku bada niemal pół tysiąca studentów. Najnowsze wyniki? W 2009 r. do korzystania głównie z Wikipedii, czyli internetowej encyklopedii tworzonej przez samych internautów, przyznało się 54 proc. studentów uczelni publicznych (w 2007 r. – 34 proc.) i aż 72 proc. niepublicznych (było 57 proc.). W przypadku materiałów z portalu Sciaga.pl, gdzie użytkownicy umieszczają bryki, proporcje wynoszą odpowiednio 12 i 27 proc. – A przecież w Internecie jest też wiele wartościowych źródeł naukowych – zaznacza prof. Jędrzejko.
– Przeklejanie tekstów z Wikipedii nie jest tak częste, ale już korzystanie i pisanie prac na jej podstawie tak – mówi „Rz” Bartosz Narzelski, student politologii na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Przyznaje, że choć nie jest to wystarczające źródło informacji, to czasem sam z niego korzysta. Mimo że Internet jest coraz popularniejszą pomocą w pisaniu prac, to w przypisach do nich tego nie widać. Wręcz przeciwnie, w 2009 r. Internet jako źródło informacji podało 44 proc. autorów magisterek w uczelniach publicznych i 62 proc. na niepublicznych. Najczęściej na kierunkach humanistycznych. – Winni są nie tylko studenci, ale też sami profesorowie – zaznacza prof. Stefan Kwiatkowski, pedagog z PAN. – Wielu promuje po kilkadziesiąt prac. Trudno wtedy wszystko sprawdzić i omówić ze studentami. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego dostrzega problem. – Zobowiążemy promotorów do większej odpowiedzialności za prace studentów. Obrony i recenzje powinny być jawne, a jakość prac badana przez komisję akredytacyjną – mówi „Rz” Bartosz Loba z ministerstwa.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL