Mniejszości

Rocznica radzieckiej Marchlewszczyzny

Rzeczpospolita
W 2010 roku minie 85 lat od czasu powstania i 75 lat od likwidacji polskiego rejonu autonomicznego na Ukrainie – radzieckiej Marchlewszczyzny
Miał być zaczątkiem przyszłej, bolszewickiej Polski. Poligonem, na którym miano przetestować przekształcanie Polaków w „ludzi radzieckich”. Po dziesięciu latach okazało się, że eksperyment się nie powiódł.
Twórcami radzieckiej Marchlewszczyzny byli czołowi polscy komuniści, Julian Marchlewski, Feliks Kon, Tomasz Dąbal – i przede wszystkim Feliks Dzierżyński. Jest teoria, że to śmierć Dzierżyńskiego spowodowała, iż w kierownictwie radzieckim zabrakło zwolennika rozwijania polskich rejonów autonomicznych i w ogóle polskich, ale bolszewickich, instytucji w ZSRR. Bo poza radziecką Marchlewszczyzną i istniejącą na terenie Białorusi Dzierżyńszczyzną funkcjonowały też rozliczne polskojęzyczne gazety – jak np. „Sierp” i „Głos Młodzieży” na Ukrainie, a także w tej samej republice Polski Instytut Pedagogiczny i inne placówki.
Marchlewszczyzna położona była ponad sto kilometrów na zachód od Żytomierza. Jej stolicą był Dołbysz (inaczej Dowbysz), niewielkie miasteczko położone w gliniastym, niezbyt urodzajnym terenie. W okolicy przeważała ludność polska – wśród ponad 40 tysięcy mieszkańców rejonu było jej około 70 procent. W szybkim tempie w nowo powstałym rejonie tworzono polskie szkoły i chaty czytelnie. Założono też pismo w języku polskim, „Marchlewszczyznę Radziecką”. Oczywiście wszystkie te szkoły i czytelnie miały wychować „Polaka bolszewika”. Dziś śmieszy ówczesny elementarz – „Kułak wyzyskuje i okrada lud pracy. Klecha pomaga kułakowi. Modłami tumani lud. Odrywa go od rad i komuny. Ludu pracy, kułak to twój wróg”. Wtedy przerażał: kułaków, czyli bogatych chłopów, „rozkułaczono”, a wielu trafiło do więzień. Księża też trafili za kraty. Śmieszy też język „Marchlewszczyzny Radzieckiej”, przekonującej, że „polska ludność pracująca w ZSRR dała stanowczy odpór zakusom faszyzmu polskiego” i „zespoliwszy swe szeregi wokół władzy radzieckiej i partii komunistycznej, jeszcze bardziej wzmocni budownictwo kolektywistyczne”. Wtedy budził grozę. Próba stworzenia „małej, bolszewickiej Polski” w Ukraińskiej SRR się nie powiodła. Polacy nie chcieli wstępować do partii komunistycznej, nie garnęli się do kołchozów, byli przywiązani do religii. Paradoksalnie to Polak, ówczesny I sekretarz KC Komunistycznej Partii Ukrainy, Stanisław Kosior (urodzony w Węgrowie!) zakładał polski rejon, on też w 1935 roku go likwidował. A potem zlikwidował wszystkie inne polskie instytucje na terenie Ukraińskiej SRR, a w 1936 roku rozpoczęły się wywózki ludności dawnej Marchlewszczyzny do Kazachstanu. Położone względnie blisko polskiej granicy skupisko naszych rodaków uznano za niebezpieczne. Wysiedlano całe wsie. Niektóre z nich już się potem nie podniosły, bo nie pozostał w nich nikt – i nikogo tam nie osiedlono. Paradoksalnie sam Dołbysz właściwie został oszczędzony. I właśnie dlatego ponad połowa jego mieszkańców to wciąż Polacy. To niewielkie miasteczko, położone w bok od trasy Żytomierz – Nowogród Wołyński, z dala od głównych szos i linii kolejowych, nie ma perspektyw rozwoju. Jest tu co prawda fabryka fajansu (do produkcji wykorzystywana jest glina pozyskiwana w okolicy), ale regularnie upada i przejmowana jest przez kolejnych właścicieli. Funkcjonuje szkoła, wykończona za polskie pieniądze. Tyle że w umowie z lokalnymi władzami znalazł się co prawda zapis o prowadzeniu w niej nauczania języka polskiego, ale bez gwarancji finansowania przez stronę ukraińską. Lekcje, nauczyciele są więc finansowani przez Polskę. Dołbysz miał swoje pięć minut przed II wojną światową. Może warto go przypomnieć – i zastanowić się, jak wesprzeć w rocznicę powstania i likwidacji polskiego rejonu?
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL