Sztuka

Nie będę rzeźbił Bachusa

Paweł Althamer w czerwcu zabrał swoich sąsiadów do Brukseli. Na pokładzie złotego – jak ubrania podróżników – samolotu były również jego żona i córka Jeal
Fotorzepa, Darek Golik DG Darek Golik
O sztuce z podwórka, mrokach cywilizacji i niefizycznych światach mówi artysta, który z dziećmi przemienił park na Bródnie w Park Sztuki, z młodzieżą wystawił na Pradze pomnik lokalnemu antybohaterowi, a z sąsiadami z bloku w złotych skafandrach podbijał świat.
[b]ŻW: Prawa strona Wisły – to z nią związanych jest najwięcej twoich tegorocznych projektów. Czemu to tak ważne dla ciebie miejsce?[/b]
Paweł Althamer: Dlatego, że tu mieszkam. Moje działania to „rozpoznanie” nie do końca zbilansowanej sytuacji obu brzegów Warszawy. Jestem wyczulony na zaburzenia równowagi. Nie jest tak, że chciałbym, żeby wszyscy mieli po równo, ale przynajmniej, żeby wszędzie było równie ciekawie. [b]Ale Targówek się zmienia...[/b]
Tak, i wydaje mi się, że nie bez związku z postawą osób, które działają na jego rzecz. Myślę tu nie tylko o działaniach artystycznych, lecz wszystkich, które przekładają się na zwiększenie świadomości człowieka w przestrzeni. Sztuka przoduje tu otwartością, ciekawością, współodczuwaniem z kosmosem. [b]Czy twoi sąsiedzi otwierają się na sztukę na przykład dzięki Parkowi Rzeźby?[/b] Cóż, nie przeceniałbym tego otwarcia. Może zbyt mocno się uniosłem marzeniami... Bo jak widzisz, że ktoś w parku Bródnowskim nasika do rzeźby albo rozbije jakąś pracę uznawaną za dzieło nietykalne, nadchodzi bolesne rozczarowanie. Targówek to miejsce na pracę u podstaw. Działanie tutaj pozwala uświadomić sobie, że żyje się w mrocznej cywilizacji. Oczywiście moje wyprawy w różne zakątki świata uświadomiły mi, że nie jest aż tak źle, ale też zobaczyłem, nad czym trzeba pracować. Tutaj społeczność jest nastroszona, ludzie krzywo na siebie patrzą. Sztuka to skuteczna forma terapii. [b]W powstanie parku zaangażowałeś dzieci. Na czym polegała wasza współpraca?[/b] Na tym samym co zawsze – namówieniu ich, żeby dały z siebie to, co uważają, że mają najlepszego. W tym wypadku były to wyobrażenia idealnego ogrodu. Ważne, żeby uczestnicy wnieśli w projekt swój entuzjazm, a nie realizowali tylko pomysł autora. Dzieci są najbardziej otwartą grupą na takie działania. Nie trzeba tracić energii na ich przekonywanie, na obalanie lęków, nieufności, sceptycyzmu czy nawet krytycyzmu. Włączenie w proces jest próbą odtrucia, pokazania, że bycie kreatywnym – choć trudniejsze od stania w szeregu – jest dobre. Chciałem, żeby dzieci zrozumiały, że to, co myślą i robią, może przekładać się na rzeczywistość, być wspólnym dobrem. Nie musi się skończyć na ocenie w zeszycie, ale na czymś wiele wspanialszym – satysfakcji z pokazania czegoś innym. [b]Praca z sąsiadami znalazła też odbicie w „kosmicznych” podróżach. W czerwcu w złotych skafandrach pojechaliście do Brukseli, w listopadzie do Mali. Jak był cel?[/b] Nawiązanie kontaktu z osobami z tego samego podwórka, choć w sposób bardziej spektakularny niż wspólne wyjście po chleb do kiosku. Ludzie powinni się bardziej integrować. Otaczające nas systemy dezintegracji, naszpikowane lękiem i podszywane obawą, prowadzą do choroby całego społeczeństwa. Sam tego doświadczyłem. Dlatego podjąłem próbę działania. [b]Udało się?[/b] Dla mnie sama praca jest celem. Jej efekty widzę też po sobie. Nie mam już kłopotów z nawiązywaniem kontaktów. To też wynik wewnętrznej przemiany, bo sam przecież żyję w systemie, jestem naszpikowany oporami. [b]A jak przechodnie reagowali na wasze kostiumy?[/b] Różnie. Ale nie o wywołanie ich reakcji chodzi. Najważniejsze jest nowe doświadczenie dla uczestników. Wprowadzenie ich w stan, w którym robią coś razem. [b]Zostańmy jednak przy reakcjach odbiorców. Rzeźba Pana Gumy na Pradze wywołała również sprzeciw. Spodziewałeś się tego? [/b] Gdybym się nie spodziewał, to Guma stanąłby w Łazienkach, byłby wykonany z marmuru i prawdopodobnie nazywał się Bachus. Wtedy miałbym pełny aplauz. Środowisko Pragi jest pełne życia, napięć. To dobre miejsce do działań, które mogą coś powodować, prowokować. Ten cały stan krytyczny, miejsce, które nawet ktoś w filmie nazwał rezerwatem, to stan choroby. Takich miejsc jest więcej. Ludzi takich jak Guma też. [b]W tworzenie Pan Gumy zaangażowałeś młodzież.[/b] Tak, i dla mnie autorami są właśnie ci chłopcy, dzięki którym Guma się zmaterializował. Nie było ich na otwarciu, bo niechętnie się pokazują. Mają dosyć słuchania, jacy są źli i jakie okropne rzeczy robią. Nie wiadomo, czy dobrze zrobili, współpracując z Althamerem. Ale mi właśnie o nich chodziło. Sam się w nich rozpoznałem. Być może trochę miałem łatwiej, byłem wspierany przez rodziców, środowisko i – jak to mówią – wyszedłem na ludzi. [b]Czy w planach na przyszły rok masz warszawskie projekty?[/b] Od jednego z chłopców z Pragi dostałem SMS z propozycją zrobienia rzeźby. Może coś z tego wyjdzie? Dla mnie jego inicjatywa to znak nie do zbagatelizowania. Tak ujawnia się potencjał w ludziach. A ja właśnie tego szukam. Będę też na pewno kontynuował projekt podróży. Nie wiem, jaka będzie kolejna odsłona, ale mam już kilka pomysłów. Jednym z nich jest wyprawa w światy niefizyczne. Od początku myślenia o tym projekcie chciałem zabrać moich sąsiadów w ten obszar. To wcale nie jest trudne. Są już przewodniki, przewodnicy i instytucje... Co prawda trochę ich mniej niż biur podroży, ale dobrze pamiętać, że nasz świat nie jest tylko fizyczny. [b]Intrygujący plan. [/b] I dobrze. Cały czas byliśmy skupieni na tym, co widać. Czas to zmienić.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL