Historia

Sport ludzi szlachetnych

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Nowoczesna rywalizacja sportowa kojarzy nam się z postacią Pierre’a Barona de Coubertin i stworzonym przez niego ruchem olimpijskim. Przed nim jednak także uprawiano sport. Średniowiecze to epoka turniejów rycerskich, jednego z najbardziej romantycznych rodzajów rywalizacji.
W imię Boga, świętego Jerzego i świętego Michała pasuję cię na rycerza. Bądź dzielny, pobożny i wierny – tak zazwyczaj brzmiała formuła, dzięki której młody mężczyzna (musiał mieć ukończone 21 lat) stawał się rycerzem, szlachetnym wojownikiem. Była to nobilitacja, ale też duża odpowiedzialność. Rycerz musiał trzymać się kodeksu honorowego i spełniać wiele obowiązków – wobec Boga, władcy i damy serca. Wzorem był tu oczywiście król Artur i rycerze Okrągłego Stołu. U schyłku średniowiecza nawet mieszczanie zakładali swoje „dwory Artusa”, gdzie ćwiczyli się w bezkrwawych (nie zawsze) pojedynkach.
Dobry rycerz musiał być piękny duchem i ciałem. Powinien spełniać siedem cnót rycerskich: 1 – świetnie jeździć konno, błyskawicznie wsiadać i zsiadać oraz zawracać i podnosić przedmioty z ziemi w pełnym biegu; 2 – pływać i nurkować; 3 – dobrze strzelać z łuku i kuszy; 4 – wspinać się po drabinach, żerdziach i linach; 5 – brać udział w turniejach i starciach na lance; 6 – uprawiać szermierkę, zapasy i skakać w dal; 7 – tańczyć, tworzyć pieśni, zalecać się damom, dobrze zachowywać się przy stole i grać w szachy. Śpiewający o miłości rycerz (niem. Minnesinger), potykający się w turniejach dla chwały, był ideałem średniowiecza. W bardziej praktycznym kontekście turnieje rycerskie były dobrym treningiem przed właściwą wojną. Często nawet ciężko było odróżnić jedno od drugiego. Dlaczego rycerze brali udział w turniejach rycerskich? Pięć powodów wymienia Ulrich von Lichtenstein ze Styrii, jeden z najsławniejszych uczestników turniejów w XIII wieku: 1 – zamiłowanie do walki; 2 – możliwość zdobycia pieniędzy; 3 – okazja, aby pokazać się damom; 4 – dla ćwiczenia wojskowego; 5 – w celu potwierdzenia czci rycerskiej. Wygląda na to, że motywy rywalizacji są uniwersalne. Przecież dzisiejsi sportowcy decydują się na mordercze treningi z podobnych powodów – dla sławy, pieniędzy i z miłości do swojej dyscypliny.
W średniowieczu były trzy rodzaje bezpośredniej walki rycerzy. Tjost (łac. iusta pugna – sprawiedliwa walka; dzisiejsze ang. joust – pojedynek, potyczka) był starciem dwóch rycerzy „jeden na jeden”. Nacierali na siebie konno, bronią była kopia, głównym celem zaś wysadzenie przeciwnika z siodła. Często dwóch rycerzy decydowało się na pojedynek ze względu na jakiś konflikt pomiędzy nimi. Walka mogła się odbywać na „tępe” lub na „ostre” – w przypadku obrazy czci jednego rycerza przez drugiego. Według źródeł pierwszy Tjost odbył się na terenie Anglii w roku 1141, a zorganizował go William z Malesbury. Jeśli Tjost uznamy za sport indywidualny, to sportem drużynowym był Behurt (łac. bohordiacum – plac otoczony płotem). Na specjalnie wyznaczonym placu potykały się dwie grupy rycerzy, które walczyły ze sobą na tępą broń. Pole walki mogło mieć nawet kilkadziesiąt hektarów, a liczby walczących dochodziły do kilku setek, były też szturmy i oblężenia zamków. Obie drużyny miały tzw. strefę bezpieczną, gdzie każdy rycerz mógł zsiąść z konia, posilić się, odpocząć i opatrzyć rany. Atakowanie przeciwnika w strefie bezpiecznej oraz takiego, który spadł z konia, uchodziło za niehonorowe. Turnei, czyli dzisiejszy turniej (ang. tournament, fr. tournoi, niem. Turnier) był czymś pomiędzy Tjost a Behurt. Walczyło wielu rycerzy, ale każdy mógł wyzwać jednego z przeciwników na indywidualny pojedynek. W języku francuskim walki rycerzy określano także mianem „melée”. Dzisiaj Francuzi używają tego słowa na określenia „młyna” podczas gry w rugby. [srodtytul]Początki turniejów rycerskich [/srodtytul] Rycerze od zawsze ćwiczyli się w walce, trudno więc jednoznacznie określić, kiedy odbył się pierwszy turniej rycerski. Wydaje się jednak, że za opis pierwszego turnieju powinna uchodzić wzmianka frankijskiego kronikarza Nitharda z IX wieku. Pisze on, że Ludwik Niemiec (władca królestwa wschodnich Franków) i cesarz rzymski Karol Łysy zorganizowali w Strasburgu popisy sprawnościowe swoich rycerzy. Wielu konnych nacierało na siebie z impetem, improwizowali dwie oddzielne armie i bitwę. Rycerze mieli stępione kopie, ale i tak nie uderzali siebie nawzajem, bardziej wyglądało to jak manewry grup jeźdźców. Właśnie dlatego, że najprawdopodobniej nie dochodziło do walki wręcz, niektórzy znawcy tematu nie uznają tego za pierwszy poświadczony turniej rycerski. Działo się to ok. 842 r. Kolejnymi ciekawymi źródłami odnośnie turniejów są dwie kroniki miasta Tours w północnej Francji. Pod datą 1066 r. w jednej z nich czytamy: W siódmym roku panowania cesarza Henryka [Henryk II z dynastii saskiej] i trzecim roku panowania króla Filipa [Filip I] zdarzył się zdradziecki spisek w Angers. W rezultacie został zabity Geoffrey de Preuilly i inni baronowie. To właśnie Geoffrey de Preuilly zaczął urządzać rycerskie turnieje. Właśnie drugą połowę wieku XI uważa się za początek turniejów rycerskich. Pierwsze odbywały się w północnej Francji i to właśnie ten region uchodził za miejsce najbardziej prestiżowych turniejów. Od czasów Ryszarda Lwie Serce, który był gorącym propagatorem zmagań rycerzy, ważnym ośrodkiem turniejowym stały się także Wyspy Brytyjskie. Na początku XII wieku wzmianki o turniejach rycerskich pojawiają się coraz częściej i są coraz bardziej wiarygodne. Ciekawą historię opisuje bizantyńska księżniczka Anna Komnena w dziele „Aleksjada”. Rycerz frankoński, uczestnik pierwszej krucjaty, usiadł na tronie cesarskim w obecności cesarza. Gdy władca i jego otoczenie oburzyli się na to zuchwalstwo, rycerz przemówił w te słowa: Jestem Frankiem i szlachcicem z urodzenia. Wiem jedno. Na skrzyżowaniu dróg w kraju, gdzie się urodziłem, znajduje się starożytna świątynia. Tam udają się ci, którzy chcą spotkać się z przeciwnikiem w rycerskim pojedynku. Tam modlimy się do Boga o pomoc i tam czeka się na tego, kto odpowie na wyzwanie. Sam tam też czekałem na godnego przeciwnika – nikt taki się jednak nie pojawił. [srodtytul]Czasy największej prosperity [/srodtytul] W XII wieku zaczyna się epoka rycerzy wędrowników szukających przygód, zdecydowanych podjąć każde wyzwanie. Odzwierciedlenie tego procesu znajduje się w literaturze i sztuce. W Wielkiej Brytanii podczas turniejów bardowie opiewali dokonania króla Artura i jego wiernych rycerzy. Znana była powszechnie „Pieśń o Rolandzie”, we Francji chwałę rycerską i turnieje wychwalał w swych poematach Chretien de Trois. W krajach niemieckich powstał poemat „Eneit” autorstwa Heinricha von Veldecke, będący przeróbką „Eneidy” Wergiliusza. Wolfram von Eschenbach stworzył „Parsifala”, jeden z najpiękniejszych poematów rycerskich średniowiecza, opisujący rycerzy poszukujących legendarnego świętego Graala. W północnej Francji turnieje odbywały się często i cieszyły się dużą popularnością. Według Wilhelma Marszałka, wielokrotnego triumfatora, w latach 1170 – 1180 rycerze stawali tam w szranki co dwa tygodnie. Wielkimi zwolennikami turniejów byli król Henryk, Henryk z Szampanii i Filip z Flandrii. Najczęściej do walki stawali młodzi mężczyźni, dopiero co pasowani na rycerzy. Zazwyczaj byli to synowie wielmożów, którzy chcieli wprawiać się w rycerskim rzemiośle i pozyskać chwałę wojenną. W 1179 r. z okazji koronacji króla Filipa Augusta odbył się w Lagny wielki turniej rycerski, w którym wzięło udział m.in. 14 książąt i hrabiów. W późniejszych latach turnieje odbywały się niemal w całej Europie, jednak prawdziwą stolicą tego sportu była północna Francja. Edward I z Anglii, wracając z wyprawy do Ziemi Świętej, zatrzymał się na północy Francji i spędził tam dwa lata (1273 – 1274), nieustannie walcząc w turniejach. Do walk turniejowych z niechęcią odnosił się Kościół, papieże wydawali liczne zakazy organizowania turniejów, a rycerzy poległych w takiej walce zabraniali grzebać w poświęconej ziemi. Niektórzy władcy starali się egzekwować restrykcje kościelne, większość jednak popierała ten „sport”. Szczególnie ważne w tym względzie są dokonania króla Anglii Ryszarda Lwie Serce (1157 – 1199), który wprowadził ustawy regulujące turnieje. W dekrecie króla Ryszarda wyznaczono pięć oficjalnych miejsc do rozgrywania turniejów rycerskich: między Salisbury a Wilton (Wiltshire), Warwick a Kenilworth (Warwickshire), Stamford a Warinford (prawdopodobnie Suffolk), Brackley i Mixbury (Northamptonshire) oraz Blyth a Tickhill (Notthinghamshire). Aby wziąć udział w turnieju w jednym z tych miejsc, rycerz musiał najpierw opłacić licencję, która wynosiła 10 marek w srebrze. Ta licencja była taka sama dla wszystkich, dodatkowo każdy musiał jeszcze zapłacić licencję osobistą, której wysokość zależała od pozycji społecznej płacącego. Earl płacił najwięcej, nawet 20 marek, natomiast od rycerza nieposiadającego majątku ziemskiego brano 2 marki. Turniej angielski był więc rozrywką dla elit – nie brali w nim udziału biedacy ani obcokrajowcy. [srodtytul]Zawodowi uczestnicy turniejów[/srodtytul] Walka w turniejach była świetnym sposobem na zbicie fortuny. Nie było nagród materialnych za zwycięstwo, lecz przegrany rycerz musiał się wykupić z niewoli od zwycięzcy, tracił także na jego rzecz konie i broń. Powstała więc grupa zawodowych rycerzy żyjących z udziału w turniejach. Za najlepszego z najlepszych uchodził Wilhelm Marszałek (1147 – 1219), rycerz angielski, którego rodzina wywodziła się z normańskich najeźdźców Wilhelma Zdobywcy. Po raz pierwszy brał on udział w turnieju w 1167 r. w Le Mans. Wilhelm był jednym z rycerzy orszaku Williama z Tancarville, walczył w pożyczonym rynsztunku na nie swoim koniu. W walce zdobył równowartość czterech i pół konia dla siebie i nie mniej dla swoich giermków, jak też konie pociągowe i inne drogocenne sprzęty. Młody rycerz, niegrzeszący bogactwem, zwietrzył szansę na łatwe zdobywanie łupów i stał się etatowym uczestnikiem turniejów w różnych miejscach Europy. Porozumiał się z innym rycerzem z otoczenia króla – Flamandem Rogerem z Gangi – i stworzyli razem zespół, który brał udział w turniejach, a łupy dzielili między siebie. Według królewskiego pisarza, który rejestrował ich wygrane w ciągu dziesięciu miesięcy (między Zielonymi Świątkami a Wielkanocą), razem pokonali 103 rycerzy oraz zdobyli ich konie, rzędy i sprzęty. W biografii Marszałka nie ma prawie żadnych wzmianek o damach, ich miłości do rycerzy i prezentach, jakie mogłyby im dawać. Jest za to kilka ciekawostek z życia samego Wilhelma. Pewnego razu spożywał on posiłek w gospodzie, a nieopodal odbywał się turniej rycerski. Rycerz biorący w nim udział spadł z konia i złamał nogę. Wilhelm Marszałek nie mógł się powstrzymać i pojmał tego nieszczęśnika, mimo że sam nie brał udziału w tym turnieju. Innym razem stracił jeńca, którego bezbronnego prowadził już do swego obozu. Nie zauważył bowiem rury odpływowej, jeniec spadł na nią z konia i uderzył się tak nieszczęśliwie, że zmarł. Podczas innego turnieju wygrał główną nagrodę, ale kiedy przyszło do jej wręczenia, Wilhelm gdzieś się zapodział. Odnaleziono go dopiero w niedalekiej kuźni, gdzie leżał z głową na kowadle, a kowal bił w hełm młotem, aby go wyprostować i zdjąć z głowy niefortunnego zwycięzcy. Na początku epoki nowożytnej turnieje stawały się coraz mniej popularne. Wiązało się to z rozwojem broni palnej, w skutek czego ciężkozbrojny rycerz na koniu stawał się przeżytkiem. Poza tym coraz częściej starcia wielkich rycerzy o cześć i sławę zmieniały się w wielkie maskarady. Ulrich von Lichtenstein występował przykładowo w stroju Wenus, a sama walka stawała się coraz bardziej pozorowana. Chodziło o zapewnienie rozrywki licznie zgromadzonym widzom, a nie o prawdziwą walkę. Z szerokiego repertuaru walk turniejowych popularności nie tracił jedynie indywidualny pojedynek o honor. Jeszcze w XIX wieku z pojedynkach ginęli wybitni rosyjscy pisarze – Aleksander Puszkin i Michaił Lermontow. [srodtytul] W Polsce[/srodtytul] Pierwszy turniej rycerski na ziemiach polskich odbył się 24 lutego 1243 r. w Lwówku Śląskim. Jego organizatorem był książę Bolesław Rogatka, a wpływ na to miała z pewnością duża liczba rycerzy niemieckich na jego dworze. Na tę nowinkę w polskim księstwie niezbyt przychylnie patrzyli duchowni, dlatego musiał ich udobruchać przekazaniem na rzecz klasztoru cystersów wsi Jaworowice. Turnieje w Polsce stawały się coraz popularniejsze. W powieści „Pogrobek” Józefa Ignacego Kraszewskiego mamy ciekawy opis turnieju na dworze księcia poznańskiego Przemysła II, późniejszego króla Polski: Sam on [książę] przeciw sobie kazał wystąpić Zarębie. Starli się w szrankach tak nieszczęśliwie, iż książę został z siodła podniesiony, zachwiał się i o mało nie spadł. Przeciwko prawom szrankowym Niemiec podbiegłszy podparł go i zsunąć się nie dał. Przemko w tej chwili Zarębę, nie spodziewającego się już ciosu, pchnął tak silnie pod pachę, że z koniem razem go obalił. Zwyciężył wprawdzie, ale widzieli wszyscy, iż Przemko nie praw był, a gdyby się to innemu trafiło, sędzia by go potępił. Uszło to panu; ale sam on czuł się pokonanym i gniew przeciwko Zarębie wzmógł się jeszcze. Taki opis, ukazujący realia turniejowe, pokazuje nam, że śmiało możemy turnieje rycerskie nazywać sportem średniowiecznym. Walka odbywała się na określonych zasadach i był sędzia, który czuwał nad ich przestrzeganiem. I tak jak dzisiaj gospodarzom niekiedy pomagały ściany.
Źródło: Rzeczpospolita OnLine

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL