Piłka nożna

Barcelona – bohaterowie na każdą okazję

O piłkę walczą Zlatan Ibrahimovic (z prawej), Gerard Pique i Leandro Desabato z Estudiantes
Reuters
Koronacja Barcelony na drużynę wszech czasów miała miejsce w Abu Zabi. W finale klubowych mistrzostw świata zespół z Katalonii pokonał Estudiantes la Plata 2:1 po dogrywce, zdobywając szósty tytuł w 2009 roku
Pep Guardiola, czekając na dekorację klubowych mistrzów świata, rozpłakał się i długo nie mógł opanować emocji. Podchodzili do niego Dani Alves i Thierry Henry, przytulali, a trener Barcelony znów zalewał się łzami. Guardiola najlepiej wie, że razem z tym rekordowym szóstym tytułem zdobytym w jednym roku coś się skończyło.
Pewnie już nigdy jego drużyna nie będzie tak kochana jak teraz, gdy gazety całego świata ogłaszają ją najlepszym zespołem w historii futbolu. Prędzej czy później przyjdzie kryzys na boisku, w klubie za chwilę ruszy burzliwa kampania wyborcza, bo prezes Joan Laporta nie ma prawa zostać na kolejną kadencję. – Zdaję sobie sprawę, że zapewne spadniemy trochę z wysokości, na którą się wspięliśmy. Ale poradzimy sobie. Dziękuję piłkarzom, bo to oni dali mi prestiż, którym dziś się cieszę – mówił po finale Guardiola. Trener pracujący z seniorami od półtora roku zdobył w tym czasie mistrzostwo Hiszpanii, krajowy puchar i superpuchar, Puchar Europy i Superpuchar, a w sobotę dołożył do tego klubowe mistrzostwo świata.
W finale z argentyńskim Estudiante, tak jak w półfinale z Club Atlante z Meksyku, Barcelona pierwsza straciła bramkę – ze spalonego – ale odrobiła straty i wygrała. Wszystkie trzy gole padły po uderzeniach głową, a bohaterowie finałowego meczu byli symboliczni. Wyrównującą bramkę strzelił Pedro, chłopak z Teneryfy, który w szkółce Barcelony uczy się od pięciu lat. Dwa lata temu był już spakowany i gotowy do odjazdu, ale właśnie wtedy drugą drużynę Barcy przejął Guardiola i powiedział, że da szansę skrzydłowemu, na którym inni się nie poznali. Minęły dwa lata i Pedro odjeżdża z Abu Zabi jako rekordzista świata: jedyny piłkarz, któremu w jednym sezonie udało się strzelić gola we wszystkich rozgrywkach. Drugą bramkę, już w dogrywce, zdobył Leo Messi. Zwycięzca plebiscytu „France Football”, który w najbliższych dniach zostanie też piłkarzem roku FIFA. A wszystko to dzięki Barcelonie, bo Messi z reprezentacji Argentyny to temat na zupełnie inną opowieść. Dla Guardioli oni są sobie równi: Pedro, o którym nikt rok temu nie słyszał, i wielki Messi. W zarobkach i popularności może ich dzielić przepaść, ale to już jest sprawa prezesa Laporty. Guardiola nigdy się w to nie wtrącał i żądał od szefa klubu wzajemności. Otoczył się kolegami ze szkółki La Masia, a odciął od wszystkich innych, nieważne, czy byliby jego przyjaciółmi czy wrogami. Wyprowadził codzienne życie drużyny z boisk pod Camp Nou do ośrodka treningowego położonego kilkanaście kilometrów od stadionu. Słuchał tylko siebie, nawet jeśli Johan Cruyff mówi i pisze w swoich felietonach inaczej. Dziennikarzy Guardiola nie dzielił na dobrych i złych, ze wszystkimi rozmawiał tylko na konferencjach prasowych, odmawiając indywidualnych wywiadów. A drużynie dał jedyną rzecz, której jej brakowało. – Czyli dyscyplinę – potwierdzili Andres Iniesta i Xavi w wywiadzie dla sobotniego „El Pais”. Guardiola wychował sobie bohaterów na każdą okazję. Messiego, który wiedział, kiedy może odpoczywać, a kiedy ma ratować drużynę. Xaviego, który nie zawodził właściwie nigdy. Iniestę, holującego drużynę w decydujących momentach ostatniej Ligi Mistrzów. Gerarda Pique, który sprawił, że eksperci zaczęli mówić o powrocie libero w stylu Beckenbauera. Strzelającego w lidze gola za golem Zlatana Ibrahimovicia, najlepszego na początku sezonu Seydou Keitę. Wymieniać można długo. Keita w finale zszedł z boiska z kontuzją, ale ma czas, żeby się wyleczyć. Do końca roku mistrzowie mistrzów odpoczywają. Następny mecz zagrają dopiero na początku stycznia.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL