Historia

Rynsztunek przeciwników

Żołnierz Volkssturmu, weteran pierwszej wojny światowej w hełmie typu gladiator, uzbrojony w pistolet maszynowy – niemiecki Sten Mk II, o drzwi oparty Panzerfaust m60
Archiwum „Mówią Wieki", MS Marek Szyszko
[srodtytul]„Dziadek” z Volkssturmu[/srodtytul]
W końcu 1944 roku powołano do życia Volkssturm; miał stanowić ostatnią deskę ratunku dla upadającej Rzeszy. Szeregi nowej formacji „ludowej” mieli wypełnić zdolni do noszenia broni mężczyźni w wieku od 16 do 60 lat. Nie istniał oczywiście żaden przepisowy ubiór, członkowie Volkssturmu organizowali sobie umundurowanie we własnym zakresie, wobec czego nie można mówić nawet o namiastce unifikacji. Ci, którzy należeli wcześniej do jakichkolwiek zmilitaryzowanych organizacji, wykorzystywali ich uniformy, część otrzymała starsze wzory umundurowania Wehrmachtu czy Luftwaffe przechowywane w magazynach. Weterani pierwszej wojny światowej zakładali nierzadko części mundurów z czasów kajzera, większość jednak używała zwykłych ubrań cywilnych, czasami w połączeniu z elementami wojskowymi. Jedynym znakiem wyróżniającym były opaski z napisem DEUTSCHER VOLKSSTURM WEHRMACHT noszone na lewym ramieniu.
Uzbrojenie stanowiło również ogromną mozaikę. Używano standardowej broni Wehrmachtu, wykorzystywano także powszechnie oręż zdobyczny (np. francuski, sowiecki) czy przejęty po armii włoskiej – np. karabinki Carcano wz. 91, których część dostosowano do naboju mauzerowskiego. Nie zabrakło okazów iście muzealnych (jeszcze sprzed pierwszej wojny), broni sportowej i myśliwskiej. Masowo wykorzystywano pancerfausty; w każdej kompanii znajdowały się trzy drużyny, każda z dziesięcioma bezodrzutowymi wyrzutniami. Z myślą o wyposażeniu masowej, „ludowej” armii rozpoczęto także produkcję rozmaitych rodzajów taniej broni – karabinów, karabinów automatycznych, pistoletów maszynowych i pistoletów. Wśród nich znalazła się kopia angielskiego stena Mk II. Niemcy oczywiście doskonale zdawali sobie sprawę z niebagatelnych zalet tej konstrukcji (tania, niezawodna, prosta w produkcji), bowiem znaczne ilości angielskich zrzutowych peemów przejęli od francuskich Maquis. Początkowo w zakładach Mausera uruchomiono w 1944 roku wytwarzanie broni wiernie wzorowanej na angielskim pierwowzorze – funkcjonowała ona pod oznaczeniem kodowym Potsdam Gerät; magazynki również wzorowano na angielskich. Do 1945 roku fabryka dostarczyła, według zachowanych dokumentów, blisko 10 tys. peemów. Broń produkowano w ścisłej tajemnicy, pozbawiona była jakichkolwiek oznaczeń czy sygnatur. Z czasem powstał peem oznaczony jako MP 3008 (Neumünster Projekt), przeznaczony dla Volkssturmu. Podstawową różnicą w stosunku do stena MK II była pionowo, a nie poziomo, usytuowana osada do magazynka; ten ostatni był zamienny z magazynkami do MP40. Trudno oszacować, ile tej broni zdążono wyprodukować (kilka fabryk) do końca wojny. Niemieckie steny stanowią dzisiaj prawdziwe perełki kolekcjonerskie, kilka znajduje się w zbiorach MWP w Warszawie. [srodtytul]Goriunow na kółkach[/srodtytul] W okresie drugiej wojny światowej podstawowym ciężkim karabinem maszynowym Armii Czerwonej pozostawał niezawodny, sprawdzony Maxim wz. 1910. Była to broń wywodząca się z pierwszej generacji kaemów, ciężka, chłodzona wodą, działająca na zasadzie krótkiego odrzutu lufy, osadzana na masywnej podstawie kołowej Sokołowa i zasilana z parcianej taśmy nabojowej. Do podstawowych wad maxima należały wysokie koszty produkcji i skomplikowana budowa. Trudne realia wojny skłoniły wreszcie sowieckich decydentów do przyspieszenia prac nad następcą wz. 1910. W efekcie w 1943 roku Armia Czerwona przyjęła na uzbrojenie nowy ciężki karabin maszynowy, czyli SG-43 (Stankowyj Goriunowa wz. 43), który wykazał swoją wyższość nad konkurencyjną konstrukcją słynnego Diegtiariewa. Broń pomysłu P. Goriunowa, M. Goriunowa i W. Woronkowa działała na zasadzie odprowadzania gazów prochowych przez boczny otwór w lufie, zamek ryglowany był przez przekoszenie trzonu w płaszczyźnie poziomej. Masywna, ciężka lufa chłodzona była powietrzem, jej przewód pokrywano chromem (większa żywotność); można ją było szybko wymienić, dzięki czemu cekaem był w zasadzie przystosowany do ciągłego, nieprzerwanego niemal ognia. Broń, podobnie jak maxima, zaopatrzono w kołową podstawę – tyle że jednoogonową konstrukcji Diegtiariewa, lżejszą o 20 kg od podstawy Sokołowa; dużym udogodnieniem była możliwość łatwego osadzenia karabinu do strzelań przeciwlotniczych. Nie zrezygnowano także z ochronnej stalowej tarczy, nie zawsze ją jednak montowano. Karabin zasilany był z 250-nabojowej metalowej taśmy. Broń zaczęto dostarczać w większej ilości od 1944 roku i do końca wojny Armia Czerwona otrzymała ponad 70 tys. karabinów. Goriunow ważył wraz z podstawą ponad 40 kg, szybkostrzelność teoretyczna wynosiła około 700 strz./min. Broń dostosowana była oczywiście do standardowego sowieckiego naboju karabinowego 7,62x54 mm. SG-43 okazał się konstrukcją udaną, niezawodną, stosunkowo tanią i nieskomplikowaną. Po wojnie dokonano niewielkich modyfikacji, z których najistotniejsza dotyczyła lufy – otrzymała ona, w celu lepszego odprowadzania ciepła, wzdłużne żłobkowania. Umundurowanie żołnierzy Armii Czerwonej nie ulegało po 1943 roku zasadniczym zmianom, nadal stosowano te same gimnastiorki, furażerki czy tiełogriejki i czapki uszanki. Jakkolwiek ubiór przeciętnego czerwonoarmisty był mało schludny i efektowny, okazał się bardzo praktyczny, trwały, a nade wszystko tani – a to podczas wojny jedna z najważniejszych zalet. [i]Autor jest pracownikiem naukowym Muzeum Wojska Polskiego[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL