Wywiady i rozmowy

Epoka wielkich prymasów się skończyła

Ks. Henryk Józef Muszyński
Fotorzepa, ms Michał Sadowski
Cały problem sprowadza się do tego, jaką wagę przypisuje się określeniu TW. Ponieważ wiem, jak wyglądała rzeczywistość, jestem wewnętrznie spokojny. Robiłem wszystko, by nie ulec presji – podkreśla abp Henryk Muszyński, nowy prymas Polski w rozmowie z Ewą K. Czaczkowską
[b]Księże prymasie... [/b]
Będę nim dopiero za kilka dni. [b]Ale przyzwyczaja się już ksiądz arcybiskup do nowej roli? [/b]
Ciągle jeszcze jestem w starej roli. Mam świadomość, że w moim wypadku tytuł prymasa ma charakter podwójnie symboliczny. Najpierw dlatego, że powraca do arcybiskupa gnieźnieńskiego, z którym związany jest już prawie od sześciuset lat, po wtóre zaś, że jest wyraźnie określony czas jego trwania związany z moją osobą. W 2008 roku, gdy skończyłem 75 lat, złożyłem rezygnację z urzędu arcybiskupa gnieźnieńskiego. Papież Benedykt XVI ją przyjął, przedłużając pełnienie funkcji o dwa lata. [b]Będzie to więc prymasostwo krótkie, zaledwie trzymiesięczne. Czy warto? [/b] Trudno po ludzku oceniać. Trzeba to widzieć w kontekście długiej historii Polski i roli Gniezna. Kwestia osoby jest w tym wypadku drugorzędna. Papież w liście, który otrzymałem, wskazuje na dwa motywy powrotu tytułu do arcybiskupów gnieźnieńskich: roli Gniezna jako pierwszej metropolii kościelnej i roli św. Wojciecha, pierwszego patrona Polski – jako symboli ciągłości i jedności polskich katolików. Byłbym jedynym arcybiskupem Gniezna w historii, który nie był prymasem i to, jak sądzę, mogło być również powodem tego symbolicznego gestu Benedykta XVI, który sprawił, że przejmuję prymaturę na krótki czas. [b]Ale w ten sposób w przyszłym roku będziemy mieli trzech prymasów: dwóch seniorów i "urzędującego" prymasa. To grozi dewaluacją tej wyjątkowej godności.[/b] Mamy wciąż w pamięci wizję prymasa jako przywódcy Kościoła i narodu, a ta rola się kończy. Jesteśmy po Soborze Watykańskim II, który bardzo akcentuje rolę kolegialności i wspólnotowy charakter posługi biskupiej. Zadanie koordynacji, planowania pracy episkopatu przejęła cała konferencja episkopatu, którym kieruje w całości przewodniczący tejże konferencji. Prymas jest primus inter pares, czyli pierwszym pośród równych. Skończyła się niewątpliwie epoka wielkich prymasów, którzy z urzędu byli jednocześnie przewodniczącymi episkopatu. [b]Jak widzi ksiądz arcybiskup swoją rolę jako prymasa? Jest to godność honorowa, ale ma też nieco realnej władzy.[/b] Moim zadaniem jest być ogniwem spajającym dawne czasy prymasostwa z nowymi. W Radzie Stałej prymas – obok kardynałów kierujących diecezjami – jest jedynym niewybieralnym i stałym jej członkiem. W ten sposób będzie miał możliwość współkształtowania działań episkopatu. Na czym dokładnie będzie polegało wypełnianie honorowych funkcji, trzeba to będzie bliżej określić. Te sprawy będziemy omawiać na spotkaniu jeszcze przed Bożym Narodzeniem. Dotychczas prymas był także duchowym opiekunem Polonii. W nowej rzeczywistości sprawa ta wymaga również nowych ustaleń. Zakłada to oczywiście ścisłą współpracę zarówno z przewodniczącym konferencji episkopatu, jak i wybranym delegatem, który z mandatu episkopatu zajmuje się duszpasterstwem polonijnym. [b]Ma ksiądz arcybiskup jakąś wizję, jakiś program prymasostwa w tak osadzonych ramach? [/b] Trudno snuć wielkie programy, mając świadomość, że trzeba powoli robić rachunek sumienia i niebawem zamykać ten okres. Ale chciałbym podtrzymać to wszystko, co w wolnej Polsce udało się zbudować prymasowi Glempowi – w sensie miejsca Kościoła w rzeczywistości demokratycznej – a resztę polecam Panu Bogu i opatrzności bożej. [b]Czy nie obawia się ksiądz arcybiskup, że obciążeniem dla prymasostwa (godności w Polsce ogromnie szanowanej) będzie to, iż w latach 1984 – 1989 był zarejestrowany jako TW? [/b] Oczywiście, może być to obciążeniem, bo jest także obciążeniem dla mnie osobiście. Cały problem sprowadza się do tego, jaką wagę przypisuje się określeniu TW. Ponieważ wiem, jak wyglądała rzeczywistość, jestem wewnętrznie spokojny. Robiłem wszystko, by nie ulec presji i naciskom, z którymi się spotykałem. W tej sprawie wypowiadałem się już publicznie, kilkakrotnie podkreślając, że zarejestrowano mnie bez mojej wiedzy i zgody. Nie mam tu już nic nowego do dodania. Jestem w tym szczęśliwym położeniu, że mam na piśmie jednoznaczne świadectwo mojego ówczesnego biskupa diecezjalnego abp. Mariana Przykuckiego, który był moim bezpośrednim przełożonym. Pozwolę sobie fragment przytoczyć: "Od roku 1981 byłem ordynariuszem ks. prof. Henryka Muszyńskiego. O każdym spotkaniu z urzędnikiem UB byłem szczegółowo informowany. Byłem zbudowany jego postawą i prostolinijnością patriotyczną. Stąd jakiekolwiek uwagi negatywne odnośnie do ks. prof. Henryka Muszyńskiego z czystym sumieniem odrzucam i proszę to oświadczenie przyjąć jako od osoby, która najlepiej może zaświadczyć o jego przykładnej postawie". Trzeba niestety zdecydować, kto w tym wypadku zasługuje na wiarę. [b]Obok tego oświadczenia dobrze byłoby opublikować ustalenia Kościelnej Komisji Historycznej. To zapobiegłoby wielu spekulacjom. [/b] Komisja Historyczna została powołana przez konferencję episkopatu jako komisja kościelna dla celów wewnątrzkościelnych i jedynie episkopat może określić, jaki z niej zrobić użytek. [b]Czy gdyby ksiądz arcybiskup w sumieniu nie czuł się czysty, nie przyjąłby godności prymasa? [/b] Oczywiście, że nie. [b] Zostaje ksiądz arcybiskup prymasem w chwili narastania konfliktów światopoglądowych w Europie i w Polsce. Po ostatnim werdykcie Trybunału Konstytucyjnego w sprawie wliczania oceny z religii do średniej rośnie liczba osób twierdzących, że Polska przestała być krajem neutralnym światopoglądowo. Co więcej, że w majestacie prawa dyskryminuje się niekatolików. [/b] Nie bardzo rozumiem, w jaki sposób się ich dyskryminuje. O dyskryminacji można by mówić, gdyby były tylko lekcje z jednej religii czy wyznania. A są przecież lekcje z innych wyznań, jest także etyka, która również podlega ocenie. Neutralność światopoglądowa w moim rozumieniu oznacza niewiązanie się przez państwo z żadną religią ani z żadnym światopoglądem, a stwarzanie duchowej przestrzeni dla wolności wszystkich uznanych prawnie religii i związków światopoglądowych. Neutralność nie może być przecież równoznaczna z laickością. [b]Problem polega na tym, że etyka jest uczona w ledwie 300 szkołach, więc nie wszyscy, którzy chcieliby się jej uczyć, mają taką możliwość i mogą – jak katolicy – wliczać ocenę z etyki do średniej ocen. Może Kościół powinien ująć się za tą mniejszością i pomóc jej dojść swoich praw? [/b] W moim przekonaniu nauka etyki czy religii konfesyjnej należy do formacji ludzkiej dlatego że człowiek jest istotą wartościującą i musi mieć kryteria rozróżniania dobra i zła. Dlatego ci, którzy chcą się uczyć etyki, mają prawo o to zabiegać. [b] Ale werdykt Trybunału w Strasburgu w sprawie krzyży określił ksiądz arcybiskup nie tylko jako dyskryminację, ale jako "kompromitację i nową formę prześladowania chrześcijan w Europie". Prześladowania są w Azji, w Afryce, ale w Polsce? [/b] Jeżeli nie wprost prześladowanie, to jest to bez wątpienia wyraz chrystianofobii albo wręcz fundamentalizmu laickiego, inaczej trudno mi rozumieć werdykt, który właśnie w imię wolności jednych odmawia praw przysługujących drugim. Wolność jednych kończy się tam, gdzie zaczynają się prawa drugich. My respektujemy inaczej wierzących, myślących, respektujemy święte symbole innych religii i mamy prawo do tego samego. [b] Szwajcarzy, w większości przecież chrześcijanie, nie widzą takiej symetrii. Odmówili muzułmanom prawa do budowania minaretów, które wprawdzie nie są symbolami religijnymi, ale jednak ważnymi elementami budowli sakralnych. [/b] Ja pomysłu referendum w tej sprawie nie podzielam, są bowiem pewne sprawy, które podlegają co prawda demokratycznej ocenie, ale nie mają wpływu na obiektywny walor rzeczywistości. Referendum jest bez wątpienia najszerszą formą konsultacji społecznej, ale usprawiedliwianie wynikiem referendum zakazu administracyjnego jest w moim przekonaniu wyrazem słabości. Jest to także konsekwencja nieuznawania przez wielu ludzi obiektywnych norm i zasad postępowania, w tym poszanowania świętości poszczególnych religii. [b]Czy Kościół ma pomysł, jak się zachowywać w sytuacji zaostrzającego się konfliktu światopoglądowego? Oczywiście, oprócz wydawania oświadczeń przez biskupów. Lewica w Polsce też chce zdejmować krzyże. Czy Kościół będzie wspierać takie pomysły, jak włoskich senatorów, którzy chcą, by w 40 tysiącach państwowych instytucji przymusowo zawiesić krzyże? [/b] To jest reakcja emocjonalna, pięknym za nadobne, ale zrozumiała, bo werdykt Trybunału mocno dotknął ludzi. U nas także mieliśmy reakcję polityków, uchwałę Sejmu, która podkreślała święty charakter symboli religijnych dla ludzi wierzących i domagała się respektowania przez inaczej myślących prawa do obecności krzyża w przestrzeni publicznej. Zadaniem Kościoła nie jest ustosunkowywanie się do różnych orzeczeń, ale ewangelizowanie. Jestem przekonany, że poprzez takie wydarzenia, wyzwania, wzrasta świadomość wiernych, czym jest krzyż, do czego zobowiązuje wiara w Ukrzyżowanego. Kościół musi wzmacniać chrześcijańską tożsamość wiernych, wychowywać w duchu otwartości i poszanowania dla inaczej myślących, przy jednoczesnej obronie naszych świętości, oraz chronić przed fundamentalizmem z obu stron. [ramka][b]Ks. Henryk Józef Muszyński[/b], arcybiskup metropolita gnieźnieński, 19 grudnia 2009 przyjmie tytuł prymasa Polski. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1957 r. Jest teologiem i biblistą. W latach 1989 – 1994 pełnił funkcję przewodniczącego Komisji Episkopatu Polski do spraw Dialogu z Judaizmem.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL