Muzyka

Melodia ponad wszystko

materiały prasowe
Alicia Keys mówi o miłości do Chopina, pułapkach show-biznesu i najnowszym albumie
[link=http://www.rp.pl/artykul/404734_Alicia_Keys_jest_jak_tornado__.html]Relacja z koncertu w Londynie[/link]
[b]Rz: Odeszła pani od tradycyjnego r&b. Nowa płyta jest minimalistyczna, sterylna. Dlaczego?[/b] [b]Alicia Keys:[/b] Pozwoliłam sobie na eksperyment, komponowałam odważniej, śpiewałam spontanicznie. Szukałam nowych dźwięków, przesiadałam się z fortepianu do syntezatorów. Postawiłam na melodie – są potężniejsze niż dotąd. Zawsze uważałam, że w muzyce mniej znaczy lepiej. Wystarczy kilka dobrze rozmieszczonych elementów, dzięki nim śpiew może wybrzmieć, wywołać emocje. Nie lubię utworów przeciążonych dźwiękami. Muzyka powinna być jak otwarta przestrzeń.
[b]Czy nowe brzmienie jest też wynikiem pani osobistych przeżyć?[/b] Nigdy nie byłam tak spokojna, pewna, silna. Ale też nigdy wcześniej nie spoglądałam w głąb siebie tak wnikliwie. Muzyka to rejestracja chwili, ulotnego przeżycia. Doświadczam gwałtownych emocji – wczoraj czułam się genialnie, a chwilę później – potwornie zdołowana, i mówiłam sobie: „Co z tobą, dziewczyno, weź się w garść”. Można takie doznania interpretować negatywnie, ale ja znajduję w nich inspirację. W nowej piosence śpiewam: „Gdybym mogła dotknąć nieba, zaryzykowałabym upadek, by poczuć, że latam”. Wielu ludzi pomyśli, że to smutny utwór, mnie podnosi na duchu. Bo zdarza się, że robimy rzeczy, o których nie mieliśmy nawet odwagi marzyć. Póki żyjemy i mamy wokół siebie bliskich, wszystko jest szansą. Tylko gdy ukochani odchodzą, dotykamy pustki. [b]W latach 70. twórcy soul i r&b w utworach odnosili się do problemów społecznych i politycznych. Dlaczego dziś jest inaczej? Pani pomaga afrykańskim dzieciom, ale w piosenkach nie ma słowa o biedzie ani nieszczęściu.[/b] Chris Martin z Coldplay często mnie pyta: „Kiedy wreszcie zrobisz płytę o tym, co się dzieje? Kiedy nagrasz album w stylu „What’s Going on” Marvina Gaye’a? Dużo o tym myślę. W latach 70. Afroamerykanie nie mieli nic poza potrzebą głośnego powiedzenia, co myślą, czego chcą. Teraz mamy za dużo wyborów i zbyt wiele do stracenia. Jesteśmy uwięzieni w ładnym pudełku, lękliwi. A realia show-biznesu zniechęcają do robienia czegokolwiek, co nie mieści się w schemacie. [wyimek]Póki żyjemy, mamy wokół siebie bliskich, wszystko jest szansą. Tylko gdy odchodzą, dotykamy pustki[/wyimek] [b]Czy pani album oddaje ducha współczesności?[/b] Mam nadzieję, że nie. Tak jak „Songs in A Minor” wydany w 2000 r. nie oddawał nastroju z początku XXI wieku. Staram się odróżniać od aktualnego pejzażu. Piosenki powinny powstawać niejako poza czasem, tylko dzięki temu mogą stać się ponadczasowe. [b]Teraz, gdy towarzyszą pani syntezatory, nie wiadomo, czy jest pani jeszcze wokalistką r&b czy już gwiazdą pop.[/b] Muzyka to całość, której nie da się pokroić na gatunki. Mam dług wobec wokalistek soulowych: Arethy Franklin, Niny Simone czy Gladys Knight. Od nich dowiedziałam się wszystkiego, co później pozwoliło mi stworzyć własny styl i rozwijać śpiew. Natomiast fundamentem mojej pianistycznej edukacji była klasyka. Wielcy kompozytorzy nauczyli mnie, że muzyka jest nieskończonością. Nowy utwór „Like the Sea” to wyraz miłości do Debussy’ego. Jednym z moich najukochańszych twórców jest Chopin, w ogromnym stopniu wpłynął na to, kim jestem. Mam nawet dzwonek telefoniczny z fragmentem jego utworu. Dzięki klasykom mogę odnajdować piękno w muzyce, doceniać jej różnorodność i niepowtarzalność. Pierwszy utwór skomponowałam, mając 11 lat, i do dzisiaj jestem podekscytowaną dziewczynką, która usiłuje rozwikłać wielką tajemnicę. [b]Sukces pani nie zmienił?[/b] Sława oznacza wysokooktanową wersję życia. Każde wydarzenie jest wzmocnione, przerysowane, pomnożone. Dlatego szybko musiałam zacząć żyć świadomie, nauczyć się wybierać, kontrolować, przewidywać, co będzie dla mnie dobre. Nie straciłam kontaktu z rzeczywistością. Myślę o sobie jako o dojrzewającej kobiecie. Staram się żyć jak najlepiej, nie zawsze mi się udaje. [b]W muzyce dotąd się pani udawało – wszystkie płyty były chwalone, nagradzane. Czuje pani presję oczekiwań? [/b] Najważniejsze jest to, czego sama od siebie wymagam. Wiedziałam, że muszę stworzyć wspaniały album. I stworzyłam. Jestem pewna, że go pokochacie, bo włożyłam w niego serce i dużo pracy. Traktuję moją muzykę poważnie. Wiem, że jest warta waszego czasu. [b]Czy komponując, myśli pani o okolicznościach, w jakich będziemy słuchać pani muzyki?[/b] Kiedy piszę, zapominam o świecie, ale później, pracując nad aranżacją i brzmieniem, wyobrażam sobie działanie moich piosenek. Po cichu liczę, że usłyszycie wszystkie niuanse. Ale kiedy włączam utwory w laptopie, brzmią okropnie – płasko i ubogo. Jeśli miałabym wyobrazić sobie idealne życie moich piosenek, chciałabym, żebyście słuchali ich z iPodów, z dobrymi słuchawkami, jadąc metrem czy autobusem. Żebyście byli z muzyką blisko, najbliżej jak to możliwe.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL