Społeczeństwo

Królowa do kontroli

Elżbieta II, czyli Elżbieta Aleksandra Maria z dynastii Windsor, królowa Wielkiej Brytanii oraz Antigui i Barbudy, Australii, Bahamów, Barbadosu, Belize, Grenady, Kanady, Jamajki, Nowej Zelandii, Papui-Nowej Gwinei, Pitcairn, Saint Kitts i Nevis, Saint Lucia, Saint Vincent i Grenadynów, Tuvalu i Wysp Salomona.
AFP
Brytyjska królowa będzie poddawana takim samym procedurom bezpieczeństwa na lotniskach jak wszyscy obywatele.
Przylatując do Wielkiej Brytanii bądź opuszczając kraj, Elżbieta II będzie musiała podać funkcjonariuszom granicznym swoje personalia, wiek, adres, obywatelstwo, płeć i datę urodzenia – dowiedział się Pałac Buckingham. Funkcjonariusze mają sprawdzać, czy królowej nie ma na liście terrorystów i przestępców, a podobnej procedurze będą również podlegały wszystkie głowy państw przybywające do Wielkiej Brytanii. Wymaga tego wprowadzany właśnie nowy, internetowy system kontroli e-Borders, który nie przewiduje dla nikogo wyjątków.
Nie wiadomo na razie, jak będzie wyglądała kontrola Elżbiety II, bowiem królowa nie ma w ogóle paszportu, a zgodnie ze zwyczajem z samolotu przesiada się bezpośrednio do swojego samochodu z szoferem. – Skoro brytyjskie paszporty są wydawane w imieniu Jej Wysokości, jest zupełnie zbędne, by paszport nosiła sama królowa – powiedział rzecznik Pałacu Buckingham. System e-Borders obejmie nadzorem wszystkich, którzy przekraczają granice Zjednoczonego Królestwa na pokładach samolotów, statków bądź tunelem pod kanałem La Manche. Komputery będą sprawdzać, czy danej osoby nie ma na listach poszukiwanych przez policję oraz śledzić trasy podróży pasażerów, podnosząc alarm w razie wykrycia podejrzanych przemieszczeń. Ważne informacje mają być przekazywane również służbom specjalnym USA i innych "zaprzyjaźnionych krajów".
E-Borders został opracowany przez prywatną firmę Trusted Borders na zlecenie brytyjskiego resortu spraw wewnętrznych. Media brytyjskie opublikowały wytyczne firmy dla pracowników obsługujących system. Trusted Borders przewiduje, że np. linie lotnicze będą się wykręcać od części wymogów, tłumacząc, iż zgodnie ze zwyczajem od najważniejszych osób w państwie nie wymaga się dokumentów. Operator e-Borders nie może w takiej sytuacji ulec. - Należy wtedy odpowiedzieć tak: Władze brytyjskie żądają podania wszystkich wymaganych informacji od każdego pasażera bez żadnego wyjątku – instruuje poradnik dla operatorów. Wprowadzenie systemu oznacza koniec popularnych dotąd podróży członków rodziny królewskiej i polityków pod pseudonimami. Personel lotniska otrzymywał często wiadomość np. z parlamentu albo z Pałacu Buckingham, że o takiej, a takiej godzinie należy oczekiwać "pana poufnego". Do systemu wprowadzano wtedy jakieś zmyślone personalia, a osoba o twarzy znanej z ekranów telewizyjnych wchodziła na pokład bez kontroli. Niektórzy eksperci od terroryzmu krytykują nowy system, ostrzegając, że może przynieść więcej szkody niż pożytku. – Powodem wprowadzania fałszywych nazwisk do systemu była ochrona bezpieczeństwa tych osób. Wprowadzanie prawdziwych nazwisk VIP doprowadzi do tego, że ludzie będą wiedzieli, iż na pokładzie danego samolotu jest ktoś ważny. A jeśli ta informacja dostanie się w niepowołane ręce, samolot może się stać celem ataku terrorystycznego. To po prostu śmieszne – powiedział anonimowy ekspert dziennikowi "Daily Mail". Pałac Buckingham ma też inny problem związany z ochroną prywatności i bezpieczeństwa rodziny królewskiej. Podjął właśnie działania prawne w celu powstrzymania paparazzich przed natrętnym fotografowaniem członków rodziny w jej posiadłościach. Zagroził m.in. zaskarżeniem fotografa, który zrobił zdjęcie księciu Edynburga w posiadłości Wood Farm. Sekretarz prasowy królowej Samantha Cohen oraz prawnik rodziny królewskiej Gerald Tyrrell odbyli też spotkanie w sprawie inwazji paparazzich z Tomem Toulminem, szefem Komisji ds. Skarg Prasowych. Odkąd w 2000 roku świat obiegła fotografia królowej, która ukręca łeb rannemu bażantowi podczas polowania, co i rusz pojawiają się mniej lub bardziej kompromitujące zdjęcia królewskiej rodziny. Paparazzi używają już tak zaawansowanego sprzętu, że mogą fotografować krewnych Elżbiety z ogromnych odległości, bez obawy, że sami zostaną zauważeni. Ostatnio paparazzi zrobił fotografię, na której hrabia Wesseksu wygląda jakby okładał witką swoje dwa psy. Oburzone Królewskie Towarzystwo Ochrony Zwierząt wszczęło w tej sprawie śledztwo. Okazało się jednak, że zarzut był nieprawdziwy, bo obrazek tworzył mylne wrażenie. Hrabia został oczyszczony ze wszelkich zarzutów. W odpowiedzi na żądania powstrzymania natrętnych fotografów krytycy rodziny królewskiej zarzucają jej hipokryzję. Przypominają, że krewni królowej często sprzedają prasie prawa do robienia zdjęć z różnych imprez za ciężkie pieniądze. W ubiegłym roku Peter Phillips, najstarszy wnuk Elżbiety, sprzedał na przykład prawo do robienia zdjęć ze swojego ślubu magazynowi "Hello" za pół miliona funtów. Na zdjęciach znaleźli się Elżbieta oraz książę Edynburga i jakoś im to nie przeszkadzało.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL