Styl życia

Kobieta i golonka

Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Czy jedzenie ma płeć? Według kucharzy tylko desery można dzielić na damskie i męskie. Reszta dań to uniseks.
Czy istnieje coś takiego jak żeńskie albo męskie menu? Lista potraw, które kobiecie pasują, a ich jedzenie jej przystoi? Gdy wybierze na kolację golonkę z piwem, wywoła zdziwienie graniczące z rozbawieniem. A mężczyzna pochylający się nad liściem sałaty? Podejrzany będzie o chwilowe upodobanie do tego warzywa. Przecież to niemożliwe, żeby lubił sałatę. Pewnie jest na diecie...
[srodtytul]Płeć deseru [/srodtytul] – Dziś menu możemy podzielić na męskie, żeńskie i uniseks, ze zdecydowaną przewagą tego ostatniego – opowiada ze śmiechem Włodzimierz Dębniak, szef kuchni stołecznego hotelu Sobieski, który gotuje gościom i obserwuje ich przy stole od 17 lat. – Pomiędzy tym, co wybierają na obiad kobiety i mężczyźni, nie ma dziś dużej różnicy – mówi. – Bardziej w upodobaniach kulinarnych dzieli nas wiek niż płeć.
Według Dębniaka standardowy zestaw, na który zdecydowałaby się większość z obojga płci, to np. zupa krem z dyni z imbirem, sałatka z pomidorów i mozzarelli, a na danie główne eskalopki cielęce w sosie z białego wina. – Różnicę pomiędzy płciami zobaczymy dopiero podczas deseru – twierdzi. – Kobieta po takim obiedzie poprosi o lekki owocowo-jogurtowy przysmak, mężczyzna na ogół chce dojeść i decyduje się na tort czekoladowy. [srodtytul]Demaskujący aperitif [/srodtytul] Zestawy uniseks najchętniej zamawiają osoby pomiędzy 30. a 50. rokiem życia. – Klienci 50+ jadają zdecydowanie inaczej, bardziej tradycyjnie – mówi Dębniak. – Mężczyźni nie liczą kalorii, lubią mięsa i sosy, a i kobiety w tym wieku są bardziej łase na konkrety. Preferowane są polski schabowy i ziemniaki. Czy rozpoznam dziewczynę, która zamówi golonkę? – zastanawia się. – Najczęściej tak! To zapowiada już aperitif. Jeśli kelner biegnie do stołu z campari, wodą niegazowaną lub sokiem grejpfrutowym, to wiem, że panie będą jadły lekko. Gdy podaje koniak, whisky albo piwo, nie dziwię się, gdy zamawia w kuchni polędwicę, golonkę czy krwisty stek. – To niemożliwe, nie odważyłabym się skomponować menu ze względu na płeć – mówi Agnieszka Kręglicka, właścicielka sześciu restauracji w Warszawie. – Na upodobania kulinarne nie ma reguły, to jest nie do przewidzenia. Wielokrotnie zdarzało mi się dziwić, bo mężczyzna wyglądający na miłośnika dobrego steku wybierał wątróbkę na ruccoli, a krucha, delikatna kobieta przeciwnie, krwisty befsztyk właśnie. Dlatego kucharze w restauracjach Kręglickiej jeśli mają przygotować biznesowy lunch dla dużej grupy gości, stawiają na urozmaicenie. – W karcie muszą być dania skrajnie różniące się od siebie, smakowo z dwóch przeciwstawnych biegunów, a bufet z przekąskami zawsze powinien zawierać dania i blade, i zdecydowane – mówi Kręglicka. – Gdy jesteśmy tak przygotowani, czujemy się bezpiecznie. To jedyny sposób, by zaspokoić gusta wszystkich. [srodtytul]Kobiety nie pytają o kalorie[/srodtytul] Warszawska cukiernia-restauracja Słodki... Słony Magdy Gessler słynie z deserów. Ale także z tego, że przychodzi tu zaprzyjaźniona grupa pań specjalnie na tatara. – Są w średnim wieku, energiczne, roześmiane, bardzo szczupłe – opisuje te stałe klientki i amatorki mięsa na surowo Joanna Czajkowska, od lat tu pracująca. – I nie boją się ciężkich, utopionych w sosie dań – dodaje. Inne, bardziej puszyste klientki częściej decydują się na sałaty. – Ale to złudzenie, że jedzą mniej kalorycznie, bo oliwne sosy do sałat są tuczące – mówi Czajkowska. – Panowie przychodzą do nas zdecydowanie na ciastka – wyjaśnia. – Nie wahają się przed wyborem ciężkich, kremowych tortów, podczas gdy panie wolą jednak babeczki owocowe. Co ciekawe, krąglejsi panowie, kupując deser, pytają o kalorie! Panie, niezależnie od sylwetki, o kalorie nie pytają nigdy. [srodtytul]Kto nie lubi truskawek [/srodtytul] – Za to kobiety częściej pytają o świeżość dań, dopytują o to, jak ryba była przechowywana przed przyrządzeniem, czy była mrożona, czy warzywa pochodzą z ekologicznych upraw albo czy w zupie z cukinii na pewno nie ma tłuszczu zwierzęcego, a jeśli jest, to w jakich ilościach – wylicza Kazimierz Karwowski, były kelner stołecznej restauracji Santorini. – Mężczyźni tak nie dociekają, nie interesuje ich aż w takim stopniu to, co mają na talerzu, ważne, by było smaczne. Inny kelner, Kamil Barański z tratorii Bellini Magdy Gessler, pracujący kiedyś również w Ale Glorii, uważa, że stereotypy dotyczące podziału upodobań kulinarnych ze względu na płeć utrwalają VIP-y. – Goszczący u nas Chris De Burgh (kompozytor irlandzki) z zapałem zjadł wielką polędwicę, z kolei Claudia Schiffer czy Sharon Stone jadły tylko zielone liście – mówi. – Schiffer w popisowej sałacie „Pola truskawkowe” nawet nie tknęła owoców, zastanawialiśmy się później: może jest uczulona na truskawki? Przecież nie może ich nie lubić...
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL