Świat

Bhopal – indyjski Czarnobyl

Sześcioletni Sneha (z lewej), pacjent Centrum Rehabilitacyjnego, urodził się w wiele lat po awarii zbiorników gazu
Reuters, Reinhard Krause Reinhard Krause
Ofiary największej katastrofy przemysłowej w historii wciąż cierpią
– Świtało, kiedy obudziła nas mama i kazała nam natychmiast uciekać – wspomina tragedię sprzed ćwierćwiecza 34-letni Matthew, dziś działacz Indyjskiego Młodzieżowego Ruchu Katolickiego. – Pamiętam czerwonawe niebo, setki trupów ludzi oraz zwierząt na ulicach i kompletny chaos. Nie działał transport. Ludzie tratowali się w panicznej ucieczce. O życiu i śmierci decydował wiatr, który kierował oparami gazu. Żadnej pomocy!
Tragedia wydarzyła się o poranku 3 grudnia 1984 roku. W Bhopalu w stanie Madhja Pradesz z położonej w centrum miasta fabryki pestycydów Union Carbide na skutek rozszczelnienia zbiorników uwolniło się do atmosfery 40 ton izocyjanianu metylu. Według oficjalnych danych na miejscu śmiertelnie zatruło się 3800 osób. Kolejne 15 – 20 tys. zmarło niedługo potem. 120 tys. poniosło zaś poważny uszczerbek na zdrowiu. Mają kłopoty z oddychaniem lub nowotwory. Tysiące oślepły, wiele matek urodziło chore dzieci. Dziś wiele kobiet cierpi na bezpłodność. Skutki katastrofy wciąż odczuwa około pół miliona bhopalczyków.
[wyimek]W wyniku katastrofy do dziś zmarło ponad 20 tysięcy osób [/wyimek] – Ile masz lat? – spytałem chłopca, który chciał, żebym go sfotografował na tle trupiej czaszki i napisu „25 years, Killers, Carbide & DOW” narysowanych na murach byłej fabryki Union Carbide. Wyglądał na 12. – 22 odpowiedział Sulejman. Tłum dzieci otoczył staruszkę poruszającą się na wózku inwalidzkim. Dzieciaki chciały jej pomóc wjechać na wzniesienie na drodze. Okazało się, że Minattiwari nie ma jeszcze czterdziestki. Pochodzi ze slumsów otaczających fabrykę. Feralnej nocy przeżyła, ale została sparaliżowana od pasa w dół. Mąż od razu porzucił świeżo poślubioną 14-latkę. – Nie dostałam od rządu ani jednej rupii pomocy, nic! – skarży się kobieta wyglądająca na siedemdziesięciolatkę. – Politycy napchali pieniędzmi własne kieszenie! Sprawa rekompensat i skażenia okolicy to do dziś temat numer jeden i dla mieszkańców, i dla polityków. Union Carbide broniła się przy pomocy wynajętych ekspertów twierdzących, że awaria była wynikiem sabotażu. Prawda wygląda tak, że najprawdopodobniej doszło do niej w wyniku mnóstwa zaniedbań i oszczędności w fabryce. – W tym czasie rząd stanowy nie zrobił nic dla ludzi w Bhopalu, a rząd centralny nie naciskał wystarczająco na rząd amerykański, żeby aresztował Jamesa Andersona, właściciela UC – mówił 2 grudnia Babulal Gaur, minister przemysłu stanu Madhja Pradesz, kiedy z Matthew poszedłem na spotkanie poświęcone ofiarom tragedii na placu Igbal Medan. – Do dziś ofiary tragedii z 20 dzielnic nie otrzymały zadośćuczynienia od rządu centralnego. Ale ten sam minister, podobnie jak wielu polityków stanowych, twierdzi, że skażenia już nie ma, bo – jak uważają mieszkańcy – liczy na inwestorów, którzy zniknęli z okolicy, albo nie chce się tłumaczyć z pieniędzy, które wpłynęły od rządu centralnego na oczyszczanie terenu i pomoc ofiarom. Tymczasem Amerykanie, którzy wtedy byli właścicielami fabryki, przekazali setki milionów dolarów na rzecz poszkodowanych, a co do tego, że okolica jest skażona do dziś, żaden z tutejszych mieszkańców, niezależnych ekspertów i lekarzy nie ma wątpliwości. – Największym problemem jest woda. Bo rząd twierdzi, że dostarcza 100 proc. czystej wody pitnej. Tymczasem zdarza się to tak sporadycznie, że ludzie czerpią z pomp skażoną wodę, po której chorują – powiedział mi Donovan Bailey, Amerykanin, pracownik organizacji pozarządowej, która próbuje oczyszczać w Bhopalu wodę. Tragedia w Bhopalu wydarzyła się 25 lat temu. Trwa do dziś. [i]-Andrzej Meller z Bhopalu[/i] [i]Autor jest specjalnym wysłannikiem „Tygodnika Powszechnego”[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL