Telewizja

Żaba, książę i królowa

Była sobie żaba z ambicjami. W szkole nie uczyła się za dobrze, za to całkiem przyzwoicie wychodziło jej kumkanie. Pewnego dnia, kiedy coś tam sobie kumkała, nad bajorkiem pojawiły się dwa bociany.
– Czego chcecie, chudzielce? – wydarła się żaba na ich widok, bo zawsze była nerwowa. – Szukamy żaby do kapeli – odpowiedziały bociany. – Okey – wypluła gumę. – Wchodzę w to.
Kapela szybko osiągnęła sukces. Żaba zdzierała gardło, śpiewając „Ból, syf dusi mnie. Jestem inna, czuję to. Nie zrozumie mnie już nikt. Wcale nie dbam o to, więc pieprz się! Milcz! Giń!”. A bociany wymiatały na gitarach. Wkrótce o żabie zrobiło się głośno, starsi pomstowali, ale młodzi walili drzwiami i oknami. Żaba poczuła się mocna, więc kiedy odbierała branżową nagrodę, nie wytrzymała i z miną krokodyla rzuciła mięsem w stronę tych, przez których, jej zdaniem, nie uczyła się dobrze. Tak została gwiazdą.
Nic jednak nie trwa wiecznie, po kilku latach bociany zaczęły rozglądać się na boki, kapelę rozwiązano z powodu „rozbieżności wizji artystycznych”. Żaba chciała kumkać dalej, ale bez bocianów szło jej słabo. Wtedy los znów się uśmiechnął. Obok bajorka przejeżdżał na koniu książę Onet. Był rodzonym synem królowej Tefałeny, która okolicą rządziła niepodzielnie. Książę rozpoznał dawną gwiazdę rocka, a że był oczytany, wiedział, co robić. Pocałował żabę, a ta, szast prast, zamieniła się w piękną królewnę. Tefałena polubiła ją niezmiernie od pierwszego wejrzenia. Wkrótce królewna Żabunia została uznana w okolicy za jeden z trzech największych talentów i zajęła się ocenianiem innych w telewizji. Kiedy widownia – raczej za sprawą ocenianych niż oceniających – odpowiednio urosła, Żabunia postanowiła wrócić na listy przebojów. Poczekała, aż ruszy nowa edycja programu, narobiła w mediach rabanu i wydała płytę. Sama sobie napisała teksty, a że problemów miała teraz znacznie mniej, to i teksty wyszły bezproblemowe („Dziś nie boję się wziąć tego, co jest dobre. Dziś nie boję się, bo kochasz mnie ty”), muzyka zaś lekutka jak lekutkie było życie Żabuni. – Byłam agresywna, nieszczęśliwa, zbuntowana i zakompleksiona. Musiałam wypić hektolitry whisky i nawciągać się koksu, zagrać tysiące koncertów i setki razy się wywalić, żeby wiedzieć, czym jest pogoda ducha – tłumaczyła i żądała zdjęć do autoryzacji. Ale słuchacze woleli ją w dawnej postaci, wkrótce zapotrzebowanie na Żabunię zmalało do kilku dworzan, książę zaś ruszył na poszukiwania nowej żaby. Morał: Zanim zrobisz w mediach zamęt, sprawdź, czy ci nie zmalał talent. Lepiej być żabą z ambicjami niż królewną grafomanii.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL