Biznes

Orlen: kontrakty warte miliardy

Stacja Orlen
Fotorzepa, MW Michał Walczak
Z końcem roku wygasają długoterminowe umowy na dostawy ropy do płockiej rafinerii. Nowe powinny być w najbliższych tygodniach. Walczy o nie dwóch pośredników – wynika z informacji „Rz”
Ropę w kontraktach długoterminowych dostarczają obecnie największemu polskiemu koncernowi naftowemu firmy Petraco oraz należąca do grupy Mercuria spółka J&S Service & Investment. Kontrakt z pierwszą jest ważny do 2011 r., jednak umowa z drugą wygasa już w tym roku.
– Abyśmy od 1 stycznia 2010 r. wciąż otrzymywali dostawy ropy naftowej, kolejne kontrakty powinniśmy podpisać do końca listopada – potwierdza w rozmowie z „Rz” Jacek Krawiec, prezes Orlenu. [srodtytul]Wyścig bez producentów[/srodtytul]
Przygotowania do wyboru nowego kontrahenta płocki koncern rozpoczął już w połowie tego roku. Wystosował wtedy zapytania do kilkunastu podmiotów działających na rynku ropy, zarówno firm wydobywczych, jak i pośredników. Oferty producentów okazały się nie do przyjęcia dla Orlenu ze względu m.in. na niewystarczające zabezpieczenia oraz niekorzystne terminy płatności. Na placu boju pozostali zatem tylko pośrednicy. Jak wynika z naszych informacji, ostatecznie oferty złożyły tylko dwie spółki. I to one walczą teraz o możliwość podpisania długoterminowych kontraktów z płockim koncernem. Pierwsza to wspomniany już długoletni partner Orlenu, czyli grupa Mercuria, która chciałaby dalej być dostawcą surowca do Płocka. Drugą jest spółka Souz Petrolium z Genewy (wcześniej nosiła ona nazwę Souz Petroleum Establishment i była zarejestrowana w Liechtensteinie), która od kilku miesięcy dostarcza Orlenowi ropę w ramach umów spotowych (czyli krótkoterminowych). Ostatni tego typu kontrakt strony podpisały 15 października. Pośrednik zobowiązał się wtedy dostarczyć rurociągiem Przyjaźń do Płocka ropę szacunkowo wartą prawie 74 mln dol. (czyli 207 mln zł). Łączna wartość umów płockiego koncernu z Souz Petrolium przekroczyła już 500 mln dol. (ponad 1,4 mld zł). [srodtytul]Miliard miesięcznie[/srodtytul] W kontraktach długoterminowych chodziłoby o znacznie większe ilości surowca. – Chcemy zachować dotychczasową strukturę dostaw ropy naftowej do Płocka, czyli 80 – 90 proc. w ramach kontraktów długoterminowych, i 10 – 20 proc. w ramach umów spotowych – mówi Jacek Krawiec. – To oznacza, że teraz powinniśmy zakontraktować dostawy rzędu 700 – 800 tys. ton surowca miesięcznie – dodaje. Przy obecnych cenach ropy sięgających 80 dol. za baryłkę miesięczne dostawy do Płocka byłyby warte co najmniej 400 mln dol., czyli ponad 1,1 mld zł. [srodtytul]Ostra rywalizacja o umowę[/srodtytul] Obaj potencjalni dostawcy oferują Orlenowi ropę rosyjską, która zresztą jest optymalnym surowcem dla płockiej rafinerii (zakład został zbudowany właśnie z myślą o tamtejszych gatunkach ropy). W Płocku może być oczywiście przerabiany także inny, transportowany morzem surowiec, ale nie przynosi to wartości dodanej. Natomiast ropa sprowadzana rurociągiem Przyjaźń ze względu na niższe koszty logistyki jest tańsza. Każdy z ewentualnych kontrahentów Orlenu doskonale wie o konkurencie. Każdy chciałby jednak zgarnąć dla siebie całość transportów do płockiej rafinerii. Najpewniej właśnie w związku z tym, im bliżej kluczowych rozstrzygnięć, tym więcej pojawia się pogłosek na temat obu rywalizujących spółek. Krążą informacje o rzekomym braku wiarygodności dostawców, o ich rzekomych niewłaściwych powiązaniach kapitałowych i politycznych. Pojawiają się nawet wątki kryminalne. Dla Orlenu kluczowe znaczenie ma jednak to, czy pośrednik, którego wybierze, będzie w stanie się wywiązać ze swych zobowiązań. W grę wchodzi bezpieczeństwo energetyczne kraju. Trzeba uniknąć sytuacji, z jaką koncern miał do czynienia kilka miesięcy temu – nagle się okazało, że firma KD Petrotrade FZE, z którą Orlen miał zawarty długoterminowy kontrakt na dostawy ropy, nie może już zapewnić tych dostaw. Jak wynika z informacji „Rz”, żaden z ewentualnych kontrahentów, którzy dziś zabiegają o dostawy do Płocka, tego rodzaju obaw nie wzbudził ani w samym Orlenie, ani u śledzących sprawę służb. Z punktu widzenia płockiego koncernu optymalnym rozwiązaniem wydaje się swoista dywersyfikacja dostaw i zawarcie umów z oboma ubiegającymi się o to pośrednikami. [ramka][b]Andrzej Szczęśniak - analityk rynku paliw[/b] Zasadniczy problem polega na tym, żeby wybrać takiego kontrahenta, który potrafi zapewnić stabilność dostaw ropy naftowej. To staje się szczególnie ważne, ponieważ w 2011 roku ma być uruchomiony ropociąg BTS-2 – druga część Bałtyckiego Systemu Rurociągowego, która ma być alternatywą dla Przyjaźni i zmniejszyć zależność Rosji od tranzytu ropy przez Białoruś, Ukrainę i Polskę. Właśnie BTS-2 stanowić będzie największe strategiczne zagrożenie dla dostaw surowca do Polski, a przez to i dla funkcjonowania naszych rafinerii. Gdyby Orlen był skazany na dostawy drogą morską, to powstanie pytanie o jego efektywność i możliwość dalszego utrzymania się na rynku. Co prawda to na tych pośrednikach ciąży obowiązek dostarczenia surowca, ale – co już nieraz się zdarzyło – gdy zaczynają się kłopoty z dostępem do rury, niepewni kontrahenci odstępują od kontraktów i zwyczajnie gdzieś znikają. [i]—not. bam[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL