Sport

Rzeczpospolita gangsterska

Paulina Wilk
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Kiedy mówiłam znajomym, że wybieram się na walkę Adamka i Gołoty, reakcje były dwojakie. Mężczyźni komentowali krótko: „Zazdroszczę”, kobiety pytały: „Nie boisz się?”
[wyimek][b][link=http://blog.rp.pl/blog/2009/10/26/paulina-wilk-rzeczpospolita-gangsterska/]Skomentuj na blogu[/link][/b][/wyimek]
Nie przestraszyło mnie to, co widziałam w ringu. Przerażające było wszystko, co działo się poza nim. Do Atlas Areny zjechała Rzeczpospolita gangsterska – umięśniona, opalona, fatalnie ubrana. Na ten jeden wieczór wyszła z siłowni, opuściła zakłady serwujące usługi solarium, spolszczone kebaby, półlegalne dopalacze i sterydy. Przyjechała, by świętować, prężyć się i nadymać wśród swoich. To była celebra cwaniaków i niby-biznesmenów, gangsterów faktycznych i tych aspirujących, którzy swe marzenia o potędze oznajmiają światu wypiętą klatą, trzymaną w kieszeni ręką i nieskładnym pohukiwaniem. Zaczęło się już przy wejściu: lewe bilety, próby wejścia na krzywy ryj. Awantury, przepychanki, wysuwane groźnie szerokie szczęki, demonstracja siły. Demonstrowali wszyscy, także ochroniarze typu basic, czyli przebrani w czarne uniformy a la amerykańskie jednostki specjalne, oraz ochroniarze kategorii de lux – noszący garnitury, w których czują się ważni, ale skrępowani, bo na co dzień wolą dresy. Z połamanych nosów i konstrukcji ciała (odwrócony trójkąt) można wnioskować, że kiedyś boksowali – na poważnie lub na podwórku.
Tłumy męskich mężczyzn wlewały się do Areny w rytmie rzucanych donośnie przekleństw. Najpopularniejsze są wciąż te na litery k i ch, co źle świadczy o językowych zdolnościach Rzeczypospolitej gangsterskiej – kompletny brak słowotwórstwa! Młodziutkie hostessy w wysokich szpilkach drżały z zimna i uginały zmęczone nogi. Uśmiechały się, nawet gdy polskie zbiry w obrzydliwy sposób komentowały ich wdzięki. Drogie dziewczęta, w takich sytuacjach, szczególnie na gali boksu, wypadałoby zastosować się do słynnej trenerskiej rady: podbiec, dać w twarz i szybko odskoczyć. Taki akt samoobrony byłby jednak wyjątkowo trudny w świecie, w którym kobiety się nie liczą. Są atrybutami miłymi dla oka, ale właściwie zbędnymi w aurze gorączkowych opowieści o tym, jak po ostatniej imprezie jeden drugiemu przyp… albo jak ten drugi zrobił przewał, ale mu nie wyszło, bo – tu cytat z potężnego byka z sygnetem – „Kupił sto koła amerykańskich papierów na handel, tyle że nieprawdziwych. I miał padakę”. Zagubione w meandrach polskiej przedsiębiorczości panie przestępowały z nogi na nogę, poprawiały fryzury i wydymały usta. Na nic ich pracochłonne zabiegi, lakierowane botki i kiecki w panterkę. To była męska noc, a męską rzeczą – jak powiedział mi w sobotę jeden z panów – jest agresja. Agresja i przemoc w ringu są groźne wyłącznie dla dwóch zawodników, którzy świadomie godzą się na wymianę ciosów. Nawet jeśli któregoś poniesie, wkroczy sędzia, bo sportem nie rządzą prymitywne instynkty, lecz klarowne reguły. Gorzej z prostactwem i chamstwem, które w sobotę królowały w Arenie, a na co dzień rządzą niemałym kawałkiem polskiej rzeczywistości. To państwo w państwie, pozbawiona skrupułów i kompleksów rozpijaczona Polska, która ryczy przy narodowym hymnie, bezmyślnie wypina pierś w chińskim T-shircie z orzełkiem, a jak już sobie golnie, to spoconą twarz wyciera w biało-czerwoną flagę. Taka Polska jest reliktem – żyje między wódką, marzeniami o wielkiej forsie i amerykańskim kinem akcji. Nie chce się zmieniać ani przyjąć do wiadomości, że jej czas minął. Przypomina Gołotę, który przegrał z Adamkiem.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL