Nieruchomości

Nabywcy mieszkań ponownie zapłacą za lokale?

Światła w oknach – nabywcy lokali już mieszkają przy Wierzbowej
Fotorzepa, Pio Piotr Guzik
Klienci upadłego dewelopera wprowadzają się do bloku przy Wierzbowej w Krakowie. Boją się, że będą musieli lokale... kupić jeszcze raz, bo nie mają aktów własności. Majątkiem firmy zarządza syndyk
O krakowskiej inwestycji pisaliśmy już na łamach „Nieruchomości”. Przypomnijmy. Lokale przy ul. Wierzbowej na krakowskim Podgórzu budowała firma Leopard. Mieszkania zaczęła sprzedawać na początku 2006 r. Klientów nie brakowało. Leopard działający na rynku od wielu lat miał na koncie wiele udanych inwestycji i cieszył się zaufaniem.
Początkowo wszystko wyglądało pięknie: rosły kolejne piętra budynku, klienci wpłacali kolejne raty. – Za metr płaciliśmy około 5 tysięcy złotych, podczas gdy średnie ceny w Krakowie wynosiły wtedy około 3,5 tysiąca za metr – przypominają nabywcy mieszkań (nazwiska do wiadomości redakcji). Niespełna dwa lata później klienci Leoparda odkryli, że deweloper m.in. pod zastaw budynku na Wierzbowej zaciągnął pożyczkę w amerykańskim funduszu Manchester Securities Corporation.
– Okazało się, że firma wyemitowała kilka serii obligacji na kwotę ponad 71 mln zł. Ponad połowa obciążała inwestycję przy Wierzbowej. Leopard spłacił tylko skromną część długów wobec funduszu, który wykupił jego obligacje – wspominają klienci. Manchester Securities Corporation zażądał, by dług uregulowali nabywcy mieszkań – mieli oni dopłacić do każdego metra po 3 tys. zł. Stronom nie udało się dojść do porozumienia. – Spłacaliśmy kredyty w bankach. Skąd nagle mieliśmy wziąć dodatkowe pieniądze? – skarżą się klienci krakowskiej firmy. W pierwszej połowie tego roku deweloper został postawiony w stan upadłości. Jego majątkiem zarządza dziś syndyk Maria Thetschel-Zgud. – Według moich obliczeń długi Leoparda sięgają 200 – 220 mln złotych – szacuje Maria Thetschel-Zgud. – Wartość majątku, razem z nieruchomościami, także tą przy Wierzbowej, to zaś około 200 mln złotych – oblicza. Syndyk zacznie wyprzedawać majątek Leoparda już w listopadzie. Tymczasem do budynku przy ul. Wierzbowej zaczynają się wprowadzać nabywcy mieszkań. – Mamy już meldunki. Ale wciąż nie mamy aktów notarialnych. Obawiamy się, co będzie dalej – mówi jeden z mieszkańców. – Liczymy jednak, że syndyk nie dopuści do tego, żebyśmy stracili dach nad głową – dodają. Maria Thetschel-Zgud przyznaje, że na razie nie wie, jak rozwiązać problem budynku przy ul. Wierzbowej. – Wszystko zależy od tego, ile pieniędzy dostanę za majątek Leoparda niezwiązany z mieszkaniami – mówi syndyk. – Trzeba się jednak liczyć, że na przetarg zostaną wystawione także lokale z Wierzbowej. Wówczas mieszkańcy będą mieli prawo ich pierwokupu – dodaje. Syndyk zaznacza, że klienci Leoparda nie mogą dopłacić różnicy między starymi a obecnymi cenami nieruchomości. A te dzisiejsze sięgają 7 – 10 tys. zł za mkw. – Jeśli lokale trafią na sprzedaż, to będą musieli je wykupić po dziś obowiązujących cenach, a dopiero potem żądać zwrotu wcześniej wpłaconych sum – tłumaczy Maria Thetschel- Zgud. – Problem w tym, że my już za te mieszkania zapłaciliśmy. Kto nam teraz odda te pieniądze? – martwią się mieszkańcy, którzy żyją właściwie na placu budowy. Są bowiem meldowani w bloku, który nie ma pozwolenia na użytkowanie. – W tym przypadku mieszkańcy są meldowani na podstawie posiadanych przez nich protokołów przekazania lokali oraz zaświadczenia z Wydziału Architektury urzędu miasta o samodzielności mieszkań – informuje Katarzyna Fiedorowicz z biura prasowego krakowskiego magistratu. Dodaje, że w budynkach Leoparda jest dziś zameldowanych 70 osób. – Meldunek jest wyłącznie rejestracją pobytu. Oznacza to, że ktoś przebywa pod danym adresem z zamiarem pobytu stałego lub czasowego – tłumaczy Fiedorowicz. [ramka][srodtytul]Justyna Olejnik–Roszkowska, LSJ Kancelaria Prawna Szczesna-Jędrych Olejnik-Roszkowska[/srodtytul] – W przypadku ogłoszenia upadłości dewelopera jego klienci stają się wierzycielami upadłego, a ich roszczenia wciągane są na listę wierzytelności i zaspokajane w drodze podziału. Zazwyczaj syndyk przystępuje wtedy do sprzedaży lokali w drodze przetargu, a z uzyskanych środków spłaca zobowiązania. Jeżeli deweloper aktem notarialnym nie przeniósł własności mieszkań na klientów, ich roszczenia w toku postępowania upadłościowego będą zaspokojone z podziału majątku masy upadłości na równych prawach z innymi wierzycielami posiadającymi wierzytelności z grupy III – tj. innymi klientami, kontrahentami czy podwykonawcami dewelopera. Wcześniej zaś będą musiały być spłacone wierzytelności z grupy I i II, czyli m.in. wierzytelności i należności Skarbu Państwa, ZUS, urzędu skarbowego oraz pracowników upadłego. Z pewnością w lepszej sytuacji są klienci, którzy zawarli umowy deweloperskie w formie aktu notarialnego, a ich roszczenia o zawarcie umowy przenoszącej własność lokalu zostały wpisane do księgi wieczystej. W takim przypadku osoby uzyskają uprawnienie do zaspokojenia wartości wygasłego prawa z ceny uzyskanej ze sprzedaży danego lokalu. Klienci, którzy nie posiadali zabezpieczenia rzeczowego skutecznie wpisanego w księgę wieczystą, mogą się zadowolić jedynie zaspokojeniem swoich roszczeń z masy upadłości dewelopera na równi z innymi wierzycielami z grupy III, nie zaś ze środków pochodzących ze sprzedaży danego lokalu. Wierzyciele z grupy III rzadko odzyskują swoje wierzytelności w całości. Zwykle ich wierzytelności w sumie przewyższają majątek podlegający podziałowi. Klientom niestety pozostaje wtedy oczekiwanie i nadzieja, że majątku upadłego wystarczy dla wszystkich wierzycieli. Fakt, że klienci meldują się w mieszkaniach, do których wcześniej się wprowadzili, nie pomoże im wprost w uzyskaniu prawa własności lokalu. Wbrew potocznemu rozumieniu meldunek nie jest bowiem tym samym co prawo do lokalu i stanowi jedynie potwierdzenie, że dana osoba w konkretnym lokalu przebywa. Ma on charakter administracyjny, ewidencyjny i nie daje osobie zameldowanej uprawnień właścicielskich ani jakichkolwiek innych do lokalu. Oczywiście, aby legalnie usunąć osoby zamieszkujące w lokalach, konieczne byłoby przeprowadzenie postępowania o eksmisję ze wszystkimi jego ograniczeniami, m.in. zakazem eksmisji na bruk czy zakazem wykonywania eksmisji w okresie ochronnym, a więc zimą. [b]–aig[/b][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL