Muzyka

Nadal terroryzuję mój głos

Urszula Dudziak występowała m.in. z Vienna Art Orchestra i Bobbym McFerrinem
Fotorzepa, BS Bartek Sadowski
Ukazał się album „Urszula Dudziak Superband Live at Jazz Cafe". Wokalistka mówi o scenicznych odlotach
[b] Wychodząc na scenę, może się pani czegoś o sobie dowiedzieć? [/b]
[b]Urszula Dudziak:[/b] Wciąż jestem ciekawa. Jakbym szła na randkę w ciemno z facetem, któremu chcę się spodobać. Mam do zaoferowania coś fajnego, ale zawsze jest niepokój, czy się sprężę na tyle, żeby już po wszystkim powiedzieć: "Było dobrze", i wiedzieć, że ludzie czują się lepiej, jest im lżej. [b]Nie wpada pani w rutynę? [/b]
Był taki niezwykły wieczór w klubie Filharmonia w Monachium, w latach 80. Zaśpiewałam bez trzymanki, poszłam na całość. Dotknęłam wtedy czegoś, co mnie wprawiło w niesamowity stan – boski, narkotyczny. Potem w garderobie pomyślałam, że gdybym miała na co dzień tak śpiewać i tak się otwierać, głosu i odporności wystarczyłoby na parę miesięcy. Ale okazało się, że nie mogę już bez tego uczucia żyć. Za każdym razem chcę, żeby się powtórzyło. [b]A zdarza się, że scena więcej zabiera, niż daje? [/b] Czasem, na imprezach zamkniętych, spotykam przypadkowych ludzi. Na nich nie ma siły. To frustrujące, ale przypomina, że nie nad wszystkim mam władzę. Mój tatuś często prosił: "Uluś, zaśpiewaj normalnie", wreszcie przyznał: "Nawet polubiłem te twoje kociokwiki". Najbardziej zaskoczył mnie brat. To taki besserwisser, wszystko wie lepiej. Kiedy skończyłam 40 lat, powiedział: "Ula, trochę się niepokoję. Poszukaj stabilnego zawodu, żebyś miała coś na stare lata". Kiedy skończyłam 50 lat, pytał: "Jak długo zamierzasz jeszcze śpiewać?! Opanuj się". Dopiero jak przekroczyłam sześćdziesiątkę, rozczulił mnie, mówiąc: "Wiesz, ja się na tobie w ogóle nie poznałem". [b]Martwiła się pani, że czas nie oszczędzi głosu? [/b] Nie mam szacunku dla swojego głosu, terroryzuję go w sposób makabryczny. Ja wrzeszczę. Ale miłość i pasja mogą zwyciężyć wszystko. Będę śpiewać tak jak kocham albo wcale. Po koncercie muszę się wyspać i rano jest w porządku. Po menopauzie głos mi się obniżył. Wcześniej nie przyszło mi do głowy, żeby zaśpiewać z gitarą piosenkę Ewy Demarczyk. Teraz zakosztowałam liryzmu. [b]Czyli robi pani to, o co prosił tata. Ale zasłynęła pani jako wokalistka awangardowa. Pchały panią ambicje? [/b] Nie snułam intelektualnych rozważań, po prostu sobie śpiewałam. I nadal się dziwię świetnym recenzjom. Bo wszystko w śpiewaniu przychodzi mi bez wysiłku. Moja córka Kasia słusznie mówi: "Mama, jakie ty masz szczęście. Przecież z tym twoim śpiewaniem mogłaś zostać uznana za pomyloną!". [b]Miała pani szczęście, bo śpiewała w latach 70.? [/b] Wyjazd z Urbaniakiem do Stanów był strzałem w dziesiątkę. W wokalistyce jazzowej nic się nie działo, a ja, z moją fascynacją elektroniką, weszłam w tę szczelinę. Wtedy nie zdawałam sobie sprawy, że to ważne. [b]Stała pani kiedyś na scenie czując, że walczy o życie?[/b] W 1985 roku. Po 13 latach mogliśmy wreszcie pojechać z Urbaniakiem do Polski, na Jazz Jamboree. Ale Michał miał już własne plany, powiedział: "Nie jadę". Zdębiałam, a siostra na mnie wrzeszczała: "Przestań się trzymać portek Michała!". Przyjechałam z Bobbym McFerrinem. Sala Kongresowa nabita, a ja dostałam histerii. Nie chciałam wyjść. Wreszcie zaśpiewaliśmy. Był szał, owacje, bisy. [b]A z czego były te nerwy? [/b] Zostałam sama i naprawdę chciałam przetrwać. Jako kobieta, jako artystka. Bałam się, że tego nie uniosę. [b]To mi przypomina losy Tiny Turner bez Ike'a i Cher bez Sonny'ego. One śpiewały w trzeciorzędnych klubach. Jak pani sobie radziła? [/b] Nie musiałam wydzwaniać ani prosić. Towarzyszył mi strach, ale i ciekawość, nieprawdopodobna chęć utrzymania się w zawodzie. Stąd te kombinacje: występy z Archie Sheppem czy Vocal Summit. [b]Miała pani w USA kompleks dziewczyny ze Wschodu? [/b] Ja tak, Michał – nie. Chowałam się za niego. Uważałam, że źle wyglądam, brzydko śpiewam i głupio gadam. Ale kiedy byłam na scenie, zapominałam o tym. Mieliśmy kilka takich odlotów, że ludzi wbijało w krzesła. Mnie tak wbijają koncerty Cecilii Bartoli i Kathleen Battle. A kiedy w Kongresowej grał Keith Jarrett, to z wrażenia trzymaliśmy się z Urbaniakiem za ręce. [i]rozmawiała Paulina Wilk[/i] [ramka]PŁYTA: URSZULA DUDZIAK - SUPERBAND LIVE AT JAZZ CAFE; EMI MUSIC POLSKA 2009[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL