Budowa i remont

Narodowy na krechę

Budowa stadionu tętni życiem. Czy pracownicy sparaliżują ją strajkami?
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
– Zarabiamy za mało, a pensje są opóźnione – mówią robotnicy wznoszący Stadion Narodowy. Domagają się wypłat na czas, a niektórzy grożą strajkiem
Wykonawca Stadionu Narodowego, konsorcjum Alpine-PBG S.A.-Hydrobudowa Polska SA chwali się postępami w budowie. Codziennie od godz. 6 rano do 3 w nocy pracuje tu aż 1300 osób, z czego 150 to nadzór, a reszta – pracownicy fizyczni, zazwyczaj zatrudniani przez podwykonawców.
Tymczasem coraz więcej budowlańców rezygnuje z pracy. Twierdzą, że mało zarabiają, a na pensje muszą czekać nawet po trzy miesiące. [srodtytul]Inni mają więcej[/srodtytul]
Miesiąc temu na Stadionie Narodowym postanowili zastrajkować zbrojarze i cieśle. Podwykonawca, u którego się zatrudnili, nie płacił im ponad dwa miesiące. Nad podobnym krokiem zastanawiają się operatorzy żurawi, którzy narzekają, że zarabiają tylko 10 zł na godzinę. – To ciężka i niebezpieczna praca – mówi jeden z nich. Nie chce podawać nazwiska, bo boi się zwolnienia. – Mieliśmy nadzieję na podwyżkę, ale okazuje się, że nic z tego. Dostajemy miesięcznie ok. 1600 – 1700 zł. Na innych budowach zarabia się o wiele więcej. – U nas operator dźwigu zarabia średnio 2600 zł – mówi rzecznik Budimeksu Krzysztof Kozioł. – Dodatkowo dostaje do 150 proc. premii, czyli w dobrym miesiącu jest to ok. 6,5 tys. zł – wyjaśnia. [srodtytul]Bez wypłaty od sierpnia[/srodtytul] Źle dzieje się również u podwykonawców zajmujących się konstrukcją stadionu. Budowlańcy pracują bez umów, czekają na płacę kilka miesięcy, nie wiedzą nawet, jak nazywa się ich firma. – Nie dostałem jeszcze pieniędzy za sierpień – żali się Michał, pracujący na budowie od roku. – Na początku moja brygada liczyła 18 osób, teraz zostało tylko siedem. Szef tłumaczy, że nie ma pieniędzy, bo nie zapłaciła mu spółka, która go wynajęła. Kiedy przyjdzie przelew – nie wiadomo. Jego kierownik nie chciał rozmawiać z „Życiem Warszawy“. Po usłyszeniu pytania, udawał, że to pomyłka. Później już nie odbierał telefonu. Budowa stadionu podzielona jest na 12 sekcji. Każda z nich ma swojego wykonawcę, którym z reguły jest konsorcjum kilku firm. To ono zleca prace kolejnym podwykonawcom, a ci – jeszcze następnym. Tak tworzą się łańcuszki nawet sześciu, siedmiu spółek, a każda z nich na wysłanie pieniędzy następnej ma 14 dni. Pracownicy nie chcą czekać tak długo i rezygnują. [srodtytul]Na czarno i bez szkoły[/srodtytul] – Rotacja przy takim wielkim przedsięwzięciu zdarza się zawsze – tłumaczy rzecznik konsorcjum Alpine-PBG SA-Hydrobudowa Polska SA Karolina Szydłowska. – My mamy podpisane umowy z podwykonawcami, w których jasno jest określone, ile osób ma stawić się w pracy – stwierdza. – Na stadionie pracuje prawie półtora tysiąca osób – dodaje krajowy koordynator inwestycji Euro 2012 w Państwowej Inspekcji Pracy Waldemar Spólnicki. – Nie jesteśmy w stanie sprawdzić w krótkim czasie, na jakich zasadach pracuje każda z nich i kiedy przewidziano im wypłaty należności . Nieprawidłowości na stadionie wykryła kontrola inspektora pracy z Okręgowego Inspektoratu Pracy w Warszawie, którą przeprowadzono miesiąc temu. – Generalni wykonawcy zlecili prace drobnym firmom – tłumaczy Waldemar Spólnicki. – Te zatrudniły ludzi mało wykwalifikowanych i często nieposiadających odpowiedniego wykształcenia. Inspektor pracy przyznał też, że budowlańcy pracowali bez pisemnych umów. Niekiedy na własną prośbę. – Bo na przykład pobierali zasiłek dla bezrobotnych albo nie chcieli płacić alimentów – mówi Waldemar Spólnicki. Zastrzega, że kodeks cywilny przewiduje możliwość powierzania obowiązków w ramach umów ustnych, lecz niezwłocznie potwierdzić je trzeba na piśmie. Jednocześnie  inspekcja pracy namawia, by wszyscy na inwestycjach Euro 2012 w Polsce zatrudnieni byli na umowy o pracę. – Na Stadionie Narodowym są stałe dyżury inspektora pracy, ponadto pracownicy mogą skontaktować się z nim telefonicznie – dodaje. [srodtytul]Zgodnie z planem[/srodtytul] Konsorcjum Alpine-PBG SA--Hydrobudowa Polska SA zapewnia, że takie przypadki są incydentalne i nie mają wpływu na postępy budowy. – Wszystko idzie zgodnie z planem. Jeśli docierają do nas sygnały o takich nieprawidłowościach, natychmiast reagujemy – zapewnia Karolina Szydłowska. – Przykładowo kilka tygodni temu przy pomocy PIP rozwiązaliśmy problem niewypłaconych pensji dla zbrojarzy. Dzięki naszej mediacji w ciągu kilku dni dostali zaległe pobory. Dodaje, że generalny wykonawca na bieżąco dostaje pieniądze ze Skarbu Państwa i reguluje płatności wobec wykonawców poszczególnych sektorów. – Dalej podwykonawcy rozliczają się między sobą. Może się zdarzyć, że pieniądze są w którymś momencie przetrzymane. O takich sytuacjach najlepiej powiadamiać kierownika budowy – tłumaczy i nie wyklucza, że kontrole będą częstsze. Budowa stadionu ma skończyć się w połowie 2011 r. i kosztować ponad 1,5 mld zł. [b]współpraca - mag[/b] [i] Czytaj też w [link=http://www.zyciewarszawy.pl/temat/48.html]Życiu Warszawy[/link][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL