Media

Włoszczowa po Kamińskim, czyli sukcesy depisizacji

Dominik Zdort
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
„Dziennikarze na podsłuchu” – pisze na swojej czołówce „Polska The Times”. Chodzi o opisywany dziś szeroko przez „Rzeczpospolitą” przypadek, gdy Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego podsłuchiwała m.in. rozmowy Bogdana Rymanowskiego z TVN i Czarka Gmyza z „Rz”.
To, że „Polska” zdecydowała się na wyeksponowanie tej sprawy świadczy o istnieniu odruchów zdrowego rozsądku w tym dzienniku („Gazeta Wyborcza” na przykład tę informację o uznała na marginalną i wartą tylko informacji w skrócie – pewnie inaczej by było, gdyby to nie Tuskowa ABW podsłuchiwała Rymanowskiego i Gmyza, ale CBA Kamińskiego inwigilowała Lisa i Czuchnowskiego…).
Niestety, komentarz Pawła Fąfary na stronie drugiej „Polski” pokazuje, że to wciąż ten sam stary dobry dziennik – mdły i bez charakteru. Jaki wniosek wyciąga Fąfara z „afery podsłuchowej” (określenie Andrzeja Godlewskiego z „Polski”)? Naczelny pisze, że matką wszystkich afer jest fakt, że „znów musimy się zajmować tego typu sprawą”. Po czym ubolewa nad nicością świata. Ależ Drogi Redaktorze „Polski”, Drogi Pawle, jesteś redaktorem naczelnym i to Twoja decyzja, aby się tą sprawą zajmować. Niczego nie musiałeś, wystarczyło postąpić jak „Gazeta Wyborcza” i nie trzeba by było narzekać.
No właśnie, „Gazeta Wyborcza” podsłuch ABW ledwie zauważa, za to świętuje kolejny tryumf w swojej kampanii depisizacji Rzeczypospolitej. Po usunięciu szefa służb antykorupcyjnych kolejnym sukcesem rządu Tuska i jego „Gazety Wyborczej” jest spowodowanie, że pociąg ekspresowy nie zatrzymuje się już we Włoszczowie. „GW” uznała za stosowne poświęcić odebraniu rangi peronowi wylansowanemu przez Przemysława Gosiewskiego niemal połowę drugiej strony, podczas gdy (warto to powtarzać) wspomnianymi powyżej podsłuchami zajęła się tylko w krótkiej notce na stronie 7. Piszę „Tuskowa Gazeta” trochę niesprawiedliwie, bo to raczej rząd Tuska jest coraz bardziej „gazetowy”. Widać to w dzisiejszym wywiadzie premiera w „GW” – na tle oczekiwań dziennikarzy „Gazety” (zlikwidować CBA i uderzyć się w piersi za to, że PO kiedyś planowała koalicję z PiS!) premier jest wprawdzie umiarkowany, ale wyraźnie widać, że cele są takie, jakie wyznacza pismo Michnika: „Polski nie stać na reelekcję Lecha Kaczyńskiego”, „jeżeli mamy utrzymać dobrą kondycję Polski, to nie możemy przegrać następnych wyborów”. Przy okazji Donald Tusk z osobistych politycznych ambicji i partyjnych interesików Platformy uczynił rację stanu. Pogratulować pewności siebie. Wydaje się, że to propaganda dla naiwnych, ale dziennikarze „GW” w wywiadzie nie raczyli nawet tych słów skontrować. Może to dla nich „oczywista oczywistość”? Podobnie zresztą nie reagują, gdy Tusk w ramach odczarowywania afery hazardowej po prostu mówi rzeczy nieprawdziwe. „Aktywność posłów, w tym pana Chlebowskiego, w tej sprawie nie miała charakteru konspiracyjnego” – mówi premier, choć każde dziecko jeszcze pamięta o spotkaniach partyjnego i klubowego kolegi (tak, tak, obaj to wciąż działacze i posłowie PO) Donalda Tuska z lobbystami na cmentarzu. Jeśli to nie konspiracja, to podejrzanie powinny być osobliwe cmentarne preferencje pana Chlebowskiego. Jeszcze tylko jeden cytat z Tuska: „sprawa stoczni to haniebna rozgrywka ze strony opozycji”. Rzeczywiście, to hańba, że Kaczyński i Napieralski ustawiali przetarg stoczniowy w imieniu rządu Tuska pod nieistniejącą antylsko-katarską firmę reprezentowaną przez szemranego libańskiego handlarza broni. I cytat z pytania dziennikarzy „GW” do Tuska (wywiad robiło ich troje, więc nie wiadomo, które za poniższą złotą myśl odpowiada): „w Polsce wzrastają nastroje konserwatywno-autorytarne”. O cóż chodzi? O badania CBOS cytowane niedawno przez „Gazetę”, z których wynikało, że Polacy są coraz bardziej przeciwni korupcji i aborcji. Dla kolegów z „GW” to już autorytaryzm. Dobrze oczekiwania rozmówców Tuska ilustruje umieszczony dwie strony za wywiadem z premierem felieton Marka Beylina pt. „Z korupcją trzeba walczyć inaczej”. Inaczej, czyli jak? Trudno powiedzieć, Beylin na to jasno nie odpowiada. Tłumaczy tylko, co było złe. Sięga do źródeł, pisze, że pierwszym grzechem walki z korupcją była sejmowa komisja ds. Rywina, która ustanowiła „zły precedens”. A ja bym sięgnął jeszcze głębiej: to Michnik wszystko zaczął, to przez niego ta komisja, późniejsze zwycięstwo PiS i Lecha Kaczyńskiego.
Źródło: Rzeczpospolita OnLine

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL